Działalność biznesowa Jana Kulczyka właściwie od początku pod wieloma względami przypominała funkcjonowanie czeboli, konglomeratów, którym południowokoreańska gospodarka zawdzięczała dynamiczny rozwój pod koniec ubiegłego wieku. Zostały utworzone jeszcze w latach 70. na bazie prywatnych spółek, najczęściej przy wsparciu państwowych (i wojskowych) władz. Prowadziły bardzo szeroko zakrojoną działalność w bardzo wielu sektorach od ciężkiej produkcji przemysłowej po usługi finansowe. Klasycznymi przykładami czeboli są lub były Daewoo, Hyundai i Samsung.

>>> Czytaj też: Jan Kulczyk nie żyje. Zmarł w wyniku powikłań po zabiegu kardiologicznym

Po pierwsze, interesy

W przeciwieństwie jednak do wielu z tych koreańskich konglomeratów, które z czasem upadły lub stały się na tyle niekontrolowalne, że musiały się rozlecieć na wiele drobniejszych firm, imperium założone i rozwijane latami przez najbogatszego Polaka ma się dobrze.

– Jan Kulczyk robił interesy tam, gdzie to było w danym momencie możliwe i opłacalne – komentuje Adam Ruciński, były członek rady GPW, dziś prezes firmy doradczej BTFG. – Właśnie stąd tak duża rozbieżność jego biznesów.

Porównanie sposobu funkcjonowania najbogatszego Polaka do działalności potęg wschodnioazjatyckiej gospodarki jest na miejscu również z tego powodu, że Jan Kulczyk był przedsiębiorcą, który jak żaden inny polski biznesmen, myślał i inwestował na globalną skalę. Był bez wątpienia osobowością nietuzinkową. A dowód tego dał już w połowie lat 70., kiedy to po ukończeniu studiów na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza oraz Akademii Ekonomicznej w Poznaniu jako zaledwie 25-latek obronił pracę doktorską z prawa międzynarodowego. Do zagadnień prawnych, szczególnie w szerszym transgranicznym kontekście, lubił zresztą zawsze wracać.

Jednak to nie karierze naukowej, ale właśnie biznesowi chciał się poświęcić. Większe interesy zaczynał robić na początku lat 80. Pieniądze na rozkręcenie biznesu (jak mówił – pierwszy milion dolarów) dostał od ojca, który dorobił się w Niemczech, handlując m.in. towarami sprowadzanymi z Polski. Założona przez obu Kulczyków firma Interkulpol (jedno z pierwszych powstałych w PRL przedsiębiorstw z udziałem zagranicznego kapitału) produkowała i sprzedawała bardzo popularną wtedy pastę BHP. Jeszcze zanim skończyła się Polska Ludowa, Jan Kulczyk wszedł mocno w branżę motoryzacyjną i został oficjalnym dilerem Volkswagena na nasz kraj. To był, jak powiedział potem Sebastian Kulczyk, „pierwszy duży biznes ojca”. Jan Kulczyk przez ponad 20 lat, aż do 2011 r., sprzedawał w Polsce samochody prawie wszystkich marek, jakie należą do niemieckiej grupy, czyli oprócz samego Volkswagena także Audi, Porsche i Skody.

Pierwsze poważniejsze kontrowersje dotyczące działalności biznesmena, a było ich sporo, związane są właśnie z branżą samochodową. W 1991 r. Kulczyk otrzymał lukratywny kontrakt na dostarczenie 3 tys. aut nowo utworzonej wtedy policji oraz Urzędu Ochrony Państwa. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie to, że zamówienie na volkswageny nie zostało poprzedzone żadnym przetargiem. Choć trudno winą za to obarczać wprost biznesmena, to jednak właśnie ten, wart 150 mln zł kontrakt państwowy wielokrotnie później mu wypominano.

>>> Czytaj też: Grażyna Kulczyk: Jak najbogatsza żona sama trafiła do czołówki polskich biznesmenów

Od milionera do miliardera

Niedługo po tej transakcji Jan Kulczyk po raz pierwszy znalazł się na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”. Zadebiutował na 22. pozycji, by rok później być już w pierwszej piątce. Numerem jeden został w 2000 r. Spadł z tej pozycji zresztą tylko raz – w 2007 r., kiedy to w wyniku rozwodu z żoną pozbył się znacznej części majątku. Jednak już rok później jego fortuna się podwoiła i ponownie na lata został najbogatszym Polakiem. Ostatnio „Wprost” jego majątek oszacował na ponad 13 mld zł, zaś miesięcznik „Forbes” – na ponad 15 mld zł. Takiej fortuny nie miał nigdy wcześniej żaden Polak.

Perłą w majątku Jana Kulczyka wydaje się pakiet akcji koncernu SABMiller, drugiego co do wielkości producenta piwa na świecie. Biznesmen stał się posiadaczem tych papierów na skutek... udziału w prywatyzacji. Przygoda najbogatszego Polaka z branżą browarniczą zaczęła się w latach 90., kiedy to został właścicielem wielkopolskiego Lecha. Później na bazie tej firmy oraz przejętego browaru w Tychach stworzył Kompanię Piwowarską. Z czasem w jej portfolio znalazły się także inne marki i kolejne browary (m.in. Dojlidy czy piwa Wojak i Gingers). W końcu Kulczyk zdecydował, że pozbędzie się swojego pakietu ponad 28 proc. akcji Kompanii, której udział w polskim rynku przekraczał 40 proc., i wymienił je na skromny, wydawać by się mogło, bo niespełna 4-proc. pakiet akcji SABMiller. Warto jednak pamiętać, że wartość tych papierów sięga 7 mld zł.

Od lat 90. drogi biznesowe Jana Kulczyka niejednokrotnie splatały się z interesami państwa. Utworzona przez Kulczyka spółka Autostrada Wielkopolska podpisała z rządem umowę koncesyjną na budowę autostrady A2. Było to pierwsze w Polsce tak znaczące przedsięwzięcie zrealizowane w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego.

Warto też wymienić takie spektakularne prywatyzacje z pierwszej połowy minionej dekady, jak sprzedaż pakietów akcji Telekomunikacji Polskiej, firmy ubezpieczeniowej Warta czy PKN Orlen. W wielu przypadkach – tak jak to było z narodowym operatorem telefonicznym – to właśnie Jan Kulczyk był swoistym katalizatorem, który doprowadzał do sfinalizowania transakcji między polskim Skarbem Państwa a inwestorem ostatecznym. Oczywiście przy tej okazji zarabiał krocie. I to również budziło i nadal budzi wiele kontrowersji, szczególnie jeśli cena, po jakiej pozbywał się akcji sprywatyzowanych firm, sprzedając je docelowemu inwestorowi, była radykalnie wyższa od ceny, jaką zapłacił Skarbowi Państwa.

>>> Czytaj też: "Świetlana postać polskiej transformacji". Biznesmeni wspominają Jana Kulczyka

Łatwo nie było

Inwestycja w płocki koncern skończyła się dla Jana Kulczyka koniecznością składania wyjaśnień przed sejmową komisją śledczą, która zajmowała się aferą Orlenu. Posłowie uznali, że biznesmen, będąc tylko mniejszościowym akcjonariuszem paliwowej firmy, miał niewspółmiernie wielki do liczby posiadanych akcji wpływ na działanie i obsadzanie kluczowych stanowisk w jej władzach. Kulczyk był również wielokrotnie przesłuchiwany w sprawie Orlengate w charakterze świadka przez prokuraturę. Ostatecznie postępowanie prokuratorskie umorzono.

Gdy w 2005 r. do władzy w Polsce doszło Prawo i Sprawiedliwość, Jan Kulczyk wyjechał za granicę i zamieszkał w Wielkiej Brytanii. I to z Londynu zaczął doglądać swoich interesów, co – najwyraźniej – dało mu inny ogląd całego biznesu. Paradoksalnie właśnie ta „ucieczka” z kraju przed szukaniem przez władze haków na przedsiębiorców spowodowała, że żywiej zainteresował się inwestycjami na szerszą, globalną skalę. Przede wszystkim zaś w sektorze energetycznym. I dziś właśnie ta dziedzina odgrywa najważniejszą rolę w całym imperium stworzonym przez niego.

Kulczyk Investments (z siedzibą w Luksemburgu) i kontrolowane przez ten fundusz spółki prowadzą poszukiwania i wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego na całym świecie od Azji Południowo-Wschodniej, poprzez Europę i Afrykę po Amerykę.

Nie darmo dziś o zmarłym właśnie przedsiębiorcy powszechnie mówi się, że był jedynym polskim biznesmenem, który myślał i prowadził interesy globalnie. – Nie da się napisać rzetelnej historii przemian po 1989 r. bez uwzględnienia roli Jana Kulczyka – powiedział wczoraj Leszek Balcerowicz.

Mecenas kultury i sztuki

Najszerzej znanym przykładem wsparcia kultury, jakiego udzielił Jan Kulczyk, było przekazanie w 2012 r. 20 mln zł na wystawę główną Muzeum Historii Żydów Polskich. Pieniądze pojawiły się w kluczowym dla instytucji momencie. Budowa gmachu na warszawskim Muranowie, finansowanego po połowie przez resort kultury i stołeczny ratusz, była już wtedy praktycznie gotowa. Problemem natomiast okazało się zgromadzenie 117 mln zł na stworzenie wystawy głównej „1000 lat historii Żydów Polskich”, który to proces zakończyły środki przekazane przez najbogatszego Polaka. To właśnie za to Kulczyk został odznaczony miesiąc temu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2013 r. Doroczną Nagrodą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie mecenat kultury.

Ponad dekadę temu biznesmen został również jednym z fundatorów kwadrygi, czyli rzeźby przedstawiającej greckiego boga Apolla na rydwanie zaprzęgniętym w cztery konie, zdobiącej fronton stołecznego Teatru Wielkiego. Gmach miał być przyozdobiony w ten sposób już według oryginalnego zamysłu włoskiego architekta Antonia Corazziego z czasów przed powstaniem listopadowym. Po klęsce insurekcji zaborca jednak nie zgodził się, aby budynek został zwieńczony przez rzeźbę. Ostatecznie stało się to prawie 170 lat po ukończeniu budowy, w 2002 r., kiedy dzieło autorstwa rektora warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych prof. Adama Myjaka i dziekana Wydziału Rzeźby tej uczelni prof. Antoniego Pastwy zamontowano na teatralnym gmachu.

Na przestrzeni lat Kulczyk Investments i Kulczyk Holding, należące do najbogatszego Polaka, wsparły wiele różnych inicjatyw kulturalnych. Głównymi beneficjentami były polskie sceny. Kulczyk Investments od kilku lat jest stałym sponsorem Teatru Wielkiego Opery Narodowej. Firma wyłożyła także środki na popiersie Krzysztofa Pendereckiego w 80. rocznicę urodzin artysty. Przy realizacji cyklu koncertów i imprez towarzyszących „W hołdzie Arturowi Rubinsteinowi” wsparcie otrzymała stołeczna Filharmonia Narodowa. KI sponsoruje w Teatrze Studio transmisje przedstawień operowych wystawianych przez nowojorską Metropolitan Opera, a także objęło mecenat na obchodami stulecia Teatru Polskiego w Warszawie. Spośród scen poza stolicą wsparcie otrzymał Teatr Wielki w Poznaniu (przy realizacji oper „Andrea Chenier” oraz „Carmen”). Biznesmen wspierał również Towarzystwo Muzyczne im. Henryka Wieniawskiego, budowę Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, a także objął mecenat Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki.