Poziom zagrożenia w pewnych przypadkach jest przeszacowany, a w innych nieoszacowany.

Goldman Sachs sporządził w zeszłym miesiącu listę najbardziej wyeksponowanych na Chiny spółek notowanych w indeksie S&P 500. Apple, które generuje ponad ćwierć przychodu w Państwie Środka w niewytłumaczalny sposób nie znajduje się na liście. Niemniej jednak jedynie trzy z 20 zanotowanych firm nie należy do sektora technologicznego: Wynn Resorts, właściciel kasynw Macau, KFC i Pizza Hutt, które są właścicielami YUM! Brands oraz producent pokarmu dla niemowląt Mead Johnson Nutrition. Reszta jest najczęściej producentami komponentów do sprzętu elektronicznego, wykorzystywanych do tworzenia urządzeń w Chinach, które są sprzedawane na całym świecie. Przykładowo, 61 proc. sprzedaży firmy Qualcomm trafia do Państwa Środka, ale zmontowane przez Chińczyków telefony komórkowe zawierające chipy amerykańskich firm są sprzedawane wszędzie.

Ekspozycja Apple’a może być jednak jeszcze bardziej ryzykowna: firma sprzedaje chińskim konsumentom bardzo kosztowne gotowe produkty, co jest trudne w okresie w którym odczuwają oni spowolnienie gospodarcze. Producenci komponentów do sprzętu hi-tech nadal mogą sprzedawać do Chin, wystarczy że istnieje globalne zapotrzebowanie na gotowe produkty. Nawet jeśli opłacalność produkcji podzespołów spadnie i zakłady zostaną przeniesione na przykład do Indii, dopóki globalny rynek smartfonów pozostaje zdrowy, amerykańskie firmy nie będą zagrożone. Nigdy też nie zabraknie konsumentów z Państwa Środka, którzy potrzebują sieci fast-foodów oraz żywności dla dzieci. (Wynn ma powody do obaw: hazardowy biznes znajduje się w fazie recesji od 15 miesięcy).

Międzynarodowe banki nie wydają się być mocno uzależnione od Chin, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Dane Banku Rozrachunków Międzynarodowych pokazują, że ich roszczenia wobec chińskich banków, firm, konsumentów i sektora publicznego są dosyć umiarkowane, chociaż australijskie i brytyjskie banki mocno zwiększyły liczbę kredytów w Chinach w relacji do ich całkowitych zagranicznych aktywów.

Poza tym międzynarodowe banki były mocno wyczulone na warunki panujące w Chinach i od trzeciego kwartału 2014 roku stopniowo zmniejszały swoje powiązania z tamtejszymi kontrahentami.

Jednakże taka ocena może być zwodnicza. Przeprowadzony w czerwcu 2015 roku przez BRM kwartalny przegląd wskazuje, że w wartościach bezwzględnych Chiny były 8. największym kredytobiorcą na świecie, z łączną wartością zadłużenia mieszkańców na kwotę 1 bln dol. Umieśćmy te dane w kontekście: bankowe zobowiązania Greków nigdy nie przekroczyły 300 mld dol.

Całkowita wartość ekspozycji dużych systemów bankowych na chiński rynek jest jeszcze silniejsza:

Szczególnie groźnie wygląda wartość 198 mld dol., jakie posiadały brytyjskie banki w chińskich aktywach na koniec 2014 roku. W szczególności w przypadku banków HSBC i Standard Charterem, których znaczna część dochodów pochodzi z Chin. Ta ekspozycja jest problematyczna głównie dlatego, że nawis długu jest jednym z największych problemów gospodarki Państwa Środka. Credit Agricole napisał w tegorocznym oświadczeniu następująco:

Toksyczna kombinacja wysokiego i rosnącego zadłużenia oraz słabnącego wzrostu jest symptomem malejących zdolności inwestycyjnych Chin. W tej sytuacji potrzeba coraz większego kapitału (zwiększenia zadłużenia), by starać się utrzymać dotychczasowy poziom wzrostu gospodarczego i „kupić” społeczny spokój. Te gorączkowe wysiłki prowadzą do nadmiaru, którego skutkiem jest nadwyżka mocy produkcyjnych (nadwyżka produkcji, powiększenie zapasów) oraz nadpodaż na rynku nieruchomości, szczególnie w drugo- i trzeciorzędnych miastach. Działania prowadzone w celu przywrócenia równowagi, które obecnie znajdują się w toku, prowadzą do spadku cen, które uderzają w pożyczkobiorców, których zadłużenie jest zabezpieczone poprzez wartość nieruchomości.

Zagrożenie wobec banków jest o wiele realniejsze i potencjalnie bardziej kosztowne niż to, które dotyczy firm technologicznych oraz żywnościowych. Chiny nie przechodzą oczywiście kryzysu w stylu Grecji. Dostrzegalne są jednak znaki ostrzegawcze dla banków, włączając w to niedawne załamanie na giełdach, nieskuteczne działania podjęte przez chińskie władze w celu zatrzymania go oraz utrata w ciągu 12 miesięcy 315 mld międzynarodowych rezerw (do lipca 2015 roku). Instytucje finansowe i państwa, które mocno uzależniły się od eksportu do Chin znajdą się w pierwszej linii ostrzału negatywnych konsekwencji.