Prezes Kompanii Krzysztof Sędzikowski napisał wczoraj list (numer 12) do pracowników: „pomimo trudnej sytuacji finansowej Spółki udało się nam zagwarantować środki na wypłatę wynagrodzeń za wrzesień. Zostaną one wypłacone w terminie. Mamy zapewnione także finansowanie na listopad”.

Sędzikowski poprosił o zachowanie spokoju, ale górnicze związki przed wyborami poczuły wiatr w żaglach. Obecne protesty i demonstracje to zwykła polityczna zadyma, nie ma w tym desperacji, która towarzyszyła strajkom w kopalniach w styczniu. Wtedy związkowcy czuli, że walczą o życie, teraz tylko pomagają swoim sojusznikom z PiS.

Prezes KW nie ukrywał bardzo trudnej sytuacji spółki. Do końca marca 2016 Kompania potrzebuje 700 mln zł dokapitalizowania. - Nie ma nowej KW. Nie mamy inwestorów, którzy podwyższyliby kapitał o 1,5 mld zł, musimy zaniechać pewnych działań, zmniejszyć inwestycje, sprzedać węgiel na przedpłaty - powiedział Sędzikowski cytowany przez PAP.

- Prowadzimy intensywne rozmowy z bankami i instytucjami finansowymi, aby takie finansowanie pozyskać. Rozmowy z bankami są bardzo trudne, ale konstruktywne. Musimy mieć prawdopodobnie innych kredytodawców, którzy za zgodą banków dadzą dodatkowe finansowanie i takie rozmowy prowadzimy - wyjaśniał prezes KW.

Kompania ograniczyła inwestycje w tym roku o 250 mln zł co - jak ostrzegł Sędzikowski - może mieć wpływ na wskaźniki efektywności i koszty wydobycia w przyszłości. Na razie finansowana jest przedpłatami z państwowej energetyki.

Odchodzący rząd zostawia więc następcom tykającą bombę. Jak wynika z naszych nieoficjalnych rozmów, zostawia też dwa warianty integracji energetyki z górnictwem. W MSP panuje przekonanie, że to jedyne wyjście.

 Zdaniem naszych rozmówców z ministerstwa wejście kapitałowe energetyki gwarantuje, że Komisja Europejska nie zacznie postępowania w sprawie nielegalnej pomocy publicznej. Dodatkowym elementem zapewniającym udział rzeczywiście prywatnych inwestorów może być konwersja długu Kompanii wobec banków na jej akcje. Banki –obligatariusze są w większości prywatne, więc jeśli rzeczywiście objęły akcje Kompanii, Bruksela nie miałaby argumentów.

Gdyby banki rzeczywiście się na to zgodziły, byłby to ogromny krok naprzód. Kompania zyskałaby akcjonariuszy z prawdziwego zdarzenia, bo trudno za takiego uznać skarb państwa kierowany przez polityków, którzy trzęsą się jak galareta przed każdą trudną decyzją w sprawie górnictwa. Dotyczy to oczywiście również państwowej energetyki, bo to przecież nie jej szefowie będą podejmować bolesne decyzje np. o zamykaniu kopalń.

Pytanie co banki musiałyby dostać w zamian. Co wybrałyby postawione przed alternatywą „konwersja lub upadłość”?

Główne koło ratunkowe dla górnictwa prawdopodobnie i tak będzie musiała rzucić energetyka. Wariant pierwszy, to częściowo stara śpiewka – fuzja PGE i Energi. Nowym elementem byłoby połączenie obu spółek z Kompanią Węglową.

Najpierw musiało by się dokonać stosunkowo proste wejście obu spółek do nowej Kompanii a dopiero potem ich fuzja, która wymaga wyjątkowo skomplikowanych zabiegów.
To oczywiście spełnienie postulatów górniczych związków. W takiej konfiguracji głęboka restrukturyzacja Kompanii jest naszym zdaniem mało prawdopodobna. Skutki dla obu połączonych spółek energetycznych trudno przewidzieć, ale trudno nam dostrzec jakieś pozytywne strony tej fuzji.

Drugi wariant jest ciekawszy. Piszemy o nim w dalszej części naszego artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl