Przyspieszają prace nad projektem rozporządzenia prezesa Rady Ministrów, które ma na celu podwyższenie grzywien za niektóre wykroczenia drogowe. Pod koniec ubiegłego tygodnia Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (MSW) poprosiło inne resorty o zaopiniowanie nowych regulacji w ekspresowym trybie, bo do 5 listopada. Przy czym nieudzielenie odpowiedzi w tym terminie zostanie potraktowane jako akceptacja dla projektu.

Projekt rozporządzenia podwyższa m.in. kary za niezapięte pasy z obecnych 100 do 300 zł. Jeszcze surowsze będą sankcje nakładane na kierowców przewożących dzieci bez specjalnych fotelików zabezpieczających lub w fotelikach, ale zastosowanych w nieprawidłowy sposób (np. gdy fotelik umieszczony jest tyłem do kierunku jazdy na przednim siedzeniu pojazdu wyposażonego w poduszkę powietrzną dla pasażera). W takich przypadkach kierowca zapłaci nie 150, lecz aż 500 zł mandatu.

Jak twierdzą nasi rozmówcy z Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju (MIR) oraz MSW, prace przyspieszyły, bo rząd chce zdążyć uchwalić nowe przepisy, zanim dojdzie do zmian personalnych w resortach pod dyktando PiS. Są jeszcze inne powody do pośpiechu. Zaostrzenie sankcji było jedną z zeszłorocznych rekomendacji działającej przy MIR Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Ponadto Krajowa Rada właśnie rusza z kosztującą 3 mln zł (85 proc. to środki UE) kampanią medialną, w której namawia kierowców do zapinania pasów. Surowsze kary mogą pomóc poprawić statystyki, a to przysłuży się także samej kampanii.

Jak wynika z informacji zamieszczonych na BIP Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, na wcześniejszym etapie konsultacji projektu wypowiedziało się jedynie MIR. Resort najwyraźniej uznał kary za niezapięte pasy i foteliki za zbyt wygórowane, gdyż zaproponował kwoty odpowiednio 200 i 300 zł. – Tym razem raczej nie zamierzamy oponować – przyznaje w rozmowie z nami przedstawiciel Ministerstwa Infrastruktury.

Plany, które zamierza przeforsować rząd Ewy Kopacz, nie podobają się przedstawicielom PiS. – W obszarze mandatów i grzywien rząd od kilku lat stosuje zasadę fiskalizmu. Podwyższanie grzywien odbywa się w sytuacji braku rozwiązań systemowych np. w kwestii egzekucji już nałożonych grzywien – uważa Jerzy Polaczek, minister transportu w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego w latach 2005–2007. Jego zdaniem nie każda zmiana powinna mieć charakter sankcyjny. – Jestem za silnym wzmocnieniem aspektów edukacyjnych i prewencyjnych. Widzimy, co się dzieje na wciąż nowych autostradach, na których kierowcy się gubią i jeżdżą pod prąd – mówi.

Rząd szacuje, że podniesienie grzywien za niezapięte pasy przełoży się na większe roczne wpływy budżetowe – w perspektywie najbliższych 10 lat aż o ponad 800 mln zł, a w przypadku fotelików – niemal 28 mln zł.
Jak wynika z badań międzynarodowej organizacji European Transport Safety Council, w 2012 r. w Unii Europejskiej dzięki zapiętym pasom bezpieczeństwa cało z wypadków drogowych wyszło 8,6 tys. osób. Kolejne 900 przeżyłoby, gdyby wskaźnik zapinania pasów na wszystkich siedzeniach w pojeździe wynosił 99 proc.

Jak to wygląda w Polsce? Z danych Krajowej Rady BRD wynika, że w ub.r. policjanci ukarali ponad 422 tys. kierowców za niekorzystanie z pasów bezpieczeństwa. To o niemal 12 proc. więcej przypadków niż w 2013 r. W latach 2012–2014 policja odnotowała ponad 24 tys. przypadków przewożenia dziecka niezgodnie z przepisami, z czego najwięcej – 8868 odnotowanych naruszeń – miało miejsce w 2014 r.