Rok 2012. Od maja inwestorami we Francji trzęsie Arnaud Montebourg, minister ds. odnowy mocy produkcyjnych, który wzywa na dywanik prezesów koncernów zamierzających zwalniać pracowników. W listopadzie opublikowany zostaje raport Louisa Galloisa w sprawie metod przywrócenia Francji konkurencyjności przygotowany na wniosek prezydenta Françoisa Hollande’a. Jest miażdżący: dług publiczny urósł od 2002 r. do końca 2011 r. o prawie 900 mld euro i przekroczył poziom 5 proc. PKB, bezrobocie wzrosło, a konkurencyjność gospodarki spadła. Raport postuluje radykalną redukcję kosztów pracy.

>>> Czytaj też: Dlaczego to właśnie Europejczycy, a nie Azjaci zawładnęli światem?

Plan lekcji

Podziałało. W styczniu 2014 r. prezydent Hollande zapowiedział Pakt Odpowiedzialności i Solidarności, który został zaprezentowany już w kwietniu 2014 r., a który wszedł w życie od stycznia 2015 r.

Pakt przewidywał m.in. obniżenie kosztów pracy, co ma stymulować tworzenie etatów (w 2017 r. dzięki Paktowi powinno powstać 190 tys. miejsc pracy), dla pracowników zarabiających najniższą krajową zerowe składki ZUS i obniżenie tych składek dla pracowników, których pensja jest niższa niż 3,5-krotność najniższej pensji minimalnej. Inicjatyw jest kilkadziesiąt. Niektóre weszły w życie wcześniej, np. ulga podatkowa na konkurencyjność i zatrudnienie (CICE). Wstępne wyniki wskazują, że CICE wpłynie pozytywnie na inwestycje i tworzenie miejsc pracy w 2/3 działających we Francji firm, a do 2017 r. powstanie dzięki temu nawet 280 tys. etatów.

Inne rozwiązania to łatwiejsze finansowanie dla firm (wprowadzenie planu oszczędnościowego dla MŚP, poprawa ram działania private equity, reforma ubezpieczenia na życie, itp.), wsparcie dla badań i rozwoju (utrzymanie i zwiększenie korzyści dla firm innowacyjnych – zwolnienie z podatku w przypadku badań lub innowacyjności), 34 inicjatywy programu „nowej twarzy francuskiego przemysłu” oraz zmiana nastawienia administracji do biznesu (programy: „powiedz nam raz”, „milczenie oznacza akceptację” i „najpierw zaufanie”).

Zespół zajmujący się usprawnieniem administracji, który powstał w styczniu 2014 r., przedstawił 50 pomysłów, z których część została wpisana do ustaw pod koniec lipca ubiegłego roku. Rząd słuchał przedsiębiorców: w lutym i październiku 2014 r. prezydent i przedstawiciele biznesu odbyli dwie strategiczne rady dotyczące atrakcyjności kraju.

Świadectwo z paskiem

Po zmianie rządu w sierpniu 2014 r. Ministerstwo ds. Reindustrializacji przestało istnieć – zadaniem ożywienia działalności produkcyjnej zajmuje się teraz Ministerstwo Gospodarki, Przemysłu i Cyfryzacji, na którego czele stoi Emmanuel Macron – ale nowa władza nie porzuciła planu poprzedników.

Niespełna rok po wprowadzeniu pakietu efekty są już widoczne. W rankingu A.T. Kearney FDI Confidence Index oceniającym zaufanie inwestorów, Francja poszła w tym roku o dwa oczka w górę na 8. miejsce. W rankingu Banku Światowego Doing Business Francja skoczyła o 13 oczek w górę na 28. pozycję. Pod uwagę brane było kilkadziesiąt czynników, ale znamienny jest jeden: w 2014 r. założenie firmy we Francji trwało 4,5 dnia, podczas, gdy w Wielkiej Brytanii – 6, a w Niemczech – 14,5. Business France, rządowa agencja zajmująca się pozyskiwanie inwestycji zagranicznych, do atutów swojego kraju zalicza oprócz dużego rynku (65 mln konsumentów), infrastrukturę transportową, w tym rozwiniętą siecią dróg (11,5 tys. km autostrad), niskie koszty energii (od 0,06 EUR/kWh) oraz zwolnienia podatkowe dla działalności badawczo-rozwojowej i innowacyjnych firm.

Wymienia także dobrą relację wydajności do kosztów pracy oraz dodatni przyrost naturalny. To ostatnie to raczej zasługa imigrantów niż prorodzinnej polityki rządu. A stosunkowo wysoka produktywność może być efektem 35-godzinnego tygodnia pracy. Mimo to, otoczenie biznesowe we Francji zmieniło się na lepsze.

>>> Czytaj też: Polska wśród gospodarczych prymusów. KE publikuje najnowsze prognozy

W górę rankingu

Francja poprawiła lub przynajmniej utrzymała mocną pozycję w inwestycjach zagranicznych – w zależności od tego, na które wskaźniki patrzymy. W badaniu Global Cities Investment Monitor 2015 przygotowanym przez KPMG Paryż jest trzecim na świecie miastem, po Londynie i Szanghaju, pod względem liczby zagranicznych inwestycji, których było 170. To skok o cztery oczka w górę. W tym samym rankingu stolica Francji znalazła się na 3. miejscu, czyli o 5 miejsc wyżej niż rok wcześniej, pod względem skuteczności w ściąganiu strategicznej działalności, czyli centrów R&D, działów projektowych i siedzib firm.

W tegorocznym raporcie atrakcyjności inwestycyjnej w Europie opublikowanym przez EY znalazła się na trzecim miejscu pod względem liczby projektów w 2014 r. (608, wzrost o 18 proc., w pierwszej dziesiątce większy skok zanotowała tylko Polska) i na czwartym (po Polsce) pod względem liczby utworzonych dzięki inwestycjom zagranicznym miejsc pracy – było ich 12,5 tys. wobec 14,1 tys. rok wcześniej.

W raporcie UNCTAD Francja spadła co prawda z 11. na 19. miejsce pod względem wartości BIZ w 2014 r. (15 mld dol. wobec 43 mld dol. w 2013 r.), ale utrzymała pozycję w prestiżowej pierwszej dwudziestce (którą Polska zamykała, co zostało uznane za wielki sukces naszego kraju).

W raporcie fDi Magazine z grupy Financial Times oceniającym kraje pod względem liczby projektów greenfield, czyli budowy fabryk od podstaw, Francja zajęła pod względem liczby projektów czwarte miejsce w Europie. Ich liczba spadła w porównaniu z 2013 r. o 41 proc. Jednak Francja była tylko o 14 projektów gorsza od trzeciej Hiszpanii i aż o 60 projektów lepsza od znajdującej się za nią Polski.

Z danych Business France wynika, że w 2014 r. zagraniczni inwestorzy zdecydowali się na 1014 projektów we Francji. Dzięki nim powstanie lub zostanie utrzymanych 26,5 tys. miejsc pracy. Co prawda w 2013 r. rząd Francji uwzględniał w statystykach tylko inwestycje tworzące powyżej 10 miejsc pracy, a przy danych za 2014 r. pochylił się nad każdym projektem. Ale nawet porównywalne dane są optymistyczne. Gdyby brać pod uwagę tylko projekty tworzące powyżej 10 etatów, byłoby ich w 2014 r. 740, czyli o 8 proc. więcej niż rok wcześniej. To drugi najlepszy wynik w ostatniej dekadzie – tylko w 2010 r. było lepiej, bo projektów było 782. W pozostałych latach ich liczba nie przekraczała 700.

Ubiegły rok to także 84 transakcje fuzji i przejęć lub przejęcia akcji na łączną kwotę ponad 13,5 mld EUR. Zagraniczne firmy inwestowały głównie w działalność produkcyjną (303 projekty) wartości ponad 30 proc. wszystkich inwestycji. Dzięki nim powstało 11,6 tys. miejsc pracy, czyli 44 proc. wszystkich etatów. Projekty badawczo-rozwojowe stanowiły 9 proc. całości (91 projektów wobec 77 rok wcześniej). Przybyło także decyzji o lokalizacji światowych lub europejskich siedzib we Francji – w 2014 r. zdecydowało się na to 16 firm. W 2013 r. – tylko 5, a w 2012 r. – 12.

– 8-proc. wzrost w zagranicznych inwestycjach wpływa na wzrost gospodarczy Francji. W globalnie konkurencyjnym środowisku ważne jest, że nie ma rozdźwięku między postrzeganiem a rzeczywistością, ponieważ te wyniki pokazują, że Francja to otwarte, dynamiczne i innowacyjne miejsce do robienia biznesu. Razem z naszymi partnerami w regionach, pracownicy Business France wsparli 55 proc. projektów, o 16 proc. więcej niż rok temu – skomentował Muriel Pénicaud, ambasador Francji ds. międzynarodowych inwestycji i prezes Business France.

Pilny uczeń

To, że Francuzi zaczęli wliczać do inwestycji mniejsze projekty tworzące nawet mniej niż 10 miejsc pracy, jest rozsądne. I wcale nie chodzi o to, że mogą sobie dzięki temu zabiegowi zapisać dwa razy więcej inwestycji. Po prostu czasy się zmieniły. Dziś nawet start-upy mogą być warte miliardy dolarów. Małe firmy, czyli i małe inwestycje, mogą mieć ogromne znaczenie dla gospodarki. Poza tym czwarta rewolucja przemysłowa nazywana w Niemczech Przemysł 4.0, to większa automatyzacja, czyli mniej etatów. Jest to też szansa dla Europy na odebranie produkcji Azji, co już powoli zaczyna mieć miejsce. Pochylenie się nad każdym, nawet niewielkim projektem, to także dowód na nowe podejście do inwestorów. To przejście od mocarstwowego patrzenia na świat do realistycznego nastawienia na biznes.

Pewnie dlatego Francja dołączyła do USA, Niemiec i Wielkiej Brytanii, które zaczęły się starać o inwestycje polskich firm. Business France otworzył na początku tego roku oddział w Warszawie, który organizuje pierwsze polsko-francuskie forum inwestycyjne. I to mimo, że Polska jest w trzeciej dziesiątce inwestorów we Francji – w 2014 r. nasze firmy zrealizowały nad Sekwaną raptem cztery projekty tworzące 64 miejsca pracy, czyli mniej niż pół procenta wszystkich inwestycji zagranicznych we Francji. Jak widać i po takie projekty warto się dziś schylić.