Jeśli jednak agencje ratingowe zobaczą, że wskazywane przez nie ryzyka się nie zmaterializowały, to może już w 2017 r. mogą zmienić swoje postrzeganie Polski na pozytywne, ocenia wiceprezes Union Investment TFI Zbigniew Jakubowski.

"Agencje ratingowe (także Moody's i Fitch) patrzą przede wszystkim na tzw. policy mix, czyli na to, jak działa polityka fiskalna i polityka monetarna w danym kraju. Przyglądają się też dynamice wzrostu gospodarczego oraz stabilności sektora bankowego w Polsce. Agencje ratingowe bardzo rzadko znacząco różnią się w swych ocenach. Obecnie rating Moody's jest o dwa oczka wyższy niż obniżony rating S&P. Fitch znajduje się dokładnie pośrodku. Oczekujemy, że w maju - przy okazji rewizji ratingu - Moody's obniży się do poziomu agencji Fitch. Może to wpłynąć na sytuację złotego, ponieważ wydaje się, że ceny polskich obligacji uwzględniają już antycypowany przez nas ruch agencji Moody's" - powiedział Jakubowski, cytowany w komunikacie.

Wskazał, że przywrócenie Polsce ratingu z najwyższej grupy A będzie procesem rozłożonym w czasie.

"Aby mogło to nastąpić, konieczne okaże się przekonanie analityków odpowiedzialnych za ocenę sytuacji w naszym kraju, że koniunktura gospodarcza w Polsce jest dobra, polityka fiskalna odpowiedzialna, a sytuacja budżetowa (obejmująca m.in. deficyt finansów publicznych) - stabilna. Jeśli agencje ratingowe zobaczą, że wskazywane przez nie obecnie ryzyka się nie zmaterializowały, to może jeszcze nie w tym, ale już w 2017 r. mogą zmienić swoje postrzeganie Polski na pozytywne" - dodał wiceprezes Union Investment.

>>> Czytaj też: Moody's grozi palcem Polsce. Pójdzie w ślady Standard & Poor's?

W jego ocenie, większa część inwestorów, którzy z uwagi na niższą ocenę planowali wycofać kapitał z Polski, już to zrobiła, a najgorsze jest za nami.

"Kryzys finansowy, który nastąpił po upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers, udowodnił, że ratingi nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Nieracjonalne byłoby więc kierowanie się przy inwestowaniu kapitału wyłącznie nimi. Dlatego profesjonalni inwestorzy korzystają z wielu analiz, danych i wskaźników. Ratingi - nawet te nadane przez prestiżowe agencje - są dla nich jednym z czynników branych pod uwagę w procesie inwestycyjnym" - stwierdził Jakubowski.

Niższy rating oznacza jednak, że wiarygodność kredytowa Polski na świecie nie jest tak wysoka, jak dotychczas.

"Główną konsekwencją tego faktu może być to, że rząd będzie więcej płacił inwestorom za pożyczenie pieniędzy - to już znalazło odzwierciedlenie w wyższej rentowności polskich obligacji skarbowych. Wyższa rentowność polskich obligacji rządowych przekłada się na wyższy koszt obsługi polskiego długu (wyższe odsetki) i wpływa na sytuację budżetową Polski po stronie wydatkowej. Oczywiście, wydatki budżetowe z reguły są wyższe niż przychody i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Jednakże ryzyko płacenia wyższych odsetek od obligacji oraz fakt, że ok. 60% polskiego długu znajduje się w rękach zagranicznych inwestorów, powoduje, że rating jest tak powszechnie dyskutowanym tematem" - wskazał wiceprezes Union Investment TFI. 

>>> Czytaj też: Polska gospodarka oczami analityków. Oto prognozy wzrostu na 2016 rok

W jego ocenie, duże znaczenie ma również pogorszenie się warunków odnośnie do prywatnych firm krajowych, które emitują obligacje komercyjne denominowane w walutach obcych.

"Żadna prywatna firma z danego kraju nie może mieć ratingu wyższego od ratingu danego kraju. Jasne więc jest, że przecena polskiego długu rządowego w wyniku obniżki ratingu wpłynęła na zwiększoną podaż obligacji komercyjnych denominowanych np. w euro. Efekt tej sytuacji będzie widoczny w wyższym koszcie finansowania, a zatem zwiększy się presja na generowany zysk netto przedsiębiorstw prywatnych" - uprzedził Jakubowski.