W pierwszych trzech miesiącach tego roku pracodawcy zgłosili do urzędów pracy pond 5,5 tys. pracowników przewidzianych do zwolnień grupowych. To o 26 proc. mniej niż w tym samym okresie roku poprzedniego. Spadła również (o 19 proc.) do 2,8 tys. liczba osób, które trafiły na bruk w wyniku dokonanych zwolnień grupowych.

W rezultacie, po uwzględnieniu wcześniejszych zgłoszeń i dokonanych zwolnień w końcu marca w pośredniakach zarejestrowanych było 13,3 tys. pracowników wytypowanych do tego rodzaju redukcji zatrudnienia. Było ich jednak aż o 44 proc. mniej niż przed rokiem – wynika z danych ministerstwa rodziny, pracy i polityki społecznej.

Zwolnienia grupowe

Zwolnienia grupowe

źródło: DGP

- Te korzystne zmiany to efekt dobrej koniunktury gospodarczej, przy której przedsiębiorstwa mają m.in. dużo zamówień zarówno krajowych jak i zagranicznych. Stąd zwiększają zatrudnienie i rośnie ich produkcja. Ale przy nawet dobrej koniunkturze gospodarczej jest zawsze pewna grupa firm, która mają problemy z różnych przyczyn – nie mogą sobie poradzić np. z lokalną czy zagraniczną konkurencją – wyjaśnia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millenium. Dodaje, że niektóre firmy decydują się na zwolnienia grupowe w związku z fuzjami i przejęciami, w których uczestniczą. W wyniku połączeń firm następuje czasem restrukturyzacja zatrudnienia, ponieważ likwidowane są np. dublujące się działy organizacyjne.

Obecnie zwolnienia grupowe obejmują głównie pracowników banków, energetyki i górnictwa. Najwięcej jest ich w woj. mazowieckim. To nic dziwnego, bo w tym regionie zarejestrowanych jest najwięcej firm – na Mazowsze przypada aż prawie jedna trzecia spółek zarejestrowanych w całym kraju. Spośród nich dużo ma swoją siedzibę w Warszawie. Dlatego stolica jest niechlubnym liderem na mapie zwolnień grupowych. W pierwszym kwartale zgłoszono w niej do redukcji zatrudnienia w tym trybie prawie 2,4 tys. osób podczas, gdy w całym województwie 2,7 tys.

>>> Czytaj też: Przed nami kolejny wielki exodus? 4 mln Polaków rozważa emigrację