Przyjęcie wspólnych standardów regulacyjnych i ujednolicenie odmiennych systemów prawnych byłoby ułatwieniem zwłaszcza dla MSP. Pozwoliłoby zaoszczędzić czas i pieniądze dzięki ograniczeniu formalności celnych. Niepokój budzi jednak nadzór tych działań przez tzw. ciało ds. współpracy regulacyjnej (Regulatory Cooperation Body). Informacje o planach powołania do życia podobnego organu pojawiały się już wcześniej, ale ujawnione dokumenty jednoznacznie to potwierdzają. Według organizacji niezależnych główną rolę w tworzeniu tego mechanizmu odegrał wielki biznes, który liczy na uzyskanie władzy przez współstanowienie prawa. Takiej możliwości nie miałyby instytucje obywatelskie ani nawet parlamenty krajowe. Jest ryzyko, że wszelkie regulacje zagrażające korporacjom będą blokowane przez lobbystów. Krytycy TTIP stawiają pytanie, na ile to gremium stanie się też narzędziem do obniżania bezpieczeństwa żywnościowego czy ekologicznego.

Mimo iż nazwa TTIP mogłaby sugerować, że istotą umowy jest liberalizacja handlu międzynarodowego oraz popieranie i   ochrona inwestycji zagranicznych, rozdziałem, który w   największym stopniu może zmienić krajobraz prawny po obu stronach Atlantyku, będzie współpraca regulacyjna. Z   jednej strony przyjęcie wspólnych standardów regulacyjnych oznaczałoby istotne ułatwienia dla przedsiębiorców zainteresowanych sprzedażą towarów po obu stronach Atlantyku. Miałoby to szczególne znaczenie dla średnich spółek, niezdolnych do poniesienia podwójnych kosztów przygotowania produktów i   uzyskiwania dopuszczeń do rynku. Z   drugiej rodzi to obawy, na ile TTIP stanie się środkiem obchodzenia regulacji chroniących np. konsumentów w   zakresie bezpieczeństwa żywnościowego czy bezpieczeństwa ekologicznego.

>>> Polecamy:  Faktyczny cel TTIP? Powiększenie wpływu korporacji na państwa [KOMENTARZ]

Jak dotąd oficjalnie znaliśmy jedynie unijną propozycję negocjacyjną, a   strona amerykańska nawet jasno nie zadeklarowała, czy w   ogóle zgodzi się na uwzględnienie takiego rozdziału. Od czasu wycieku dokumentów prognozy jego przyjęcia można jednak śmielej formułować. Współpraca obejmować ma „dobre praktyki regulacyjne” oraz „współpracę regulacyjną” sensu stricto. Dobre praktyki regulacyjne (transparentność, konsultacje publiczne czy ocena ekonomiczna) miałyby być stosowane w   odniesieniu do wszystkich regulacji centralnych w   sferze handlu towarami i   usługami.

Z kolei wąsko rozumiana współpraca regulacyjna dotyczy norm potencjalnie mogących mieć istotny wpływ na handel lub inwestycje. W   tym zakresie powołany miałby zostać bilateralny mechanizm współpracy między kompetentnymi organami regulacyjnymi na potrzeby wymiany informacji i   konsultacji. Zależnie od okoliczności współpraca miałaby umożliwić realizację jednego z   trzech celów: wzajemnego uznania standardów, harmonizacji tychże lub uproszczenia wymogów regulacyjnych. Nadzór nad realizacją omawianych postanowień sprawować ma ciało ds. współpracy regulacyjnej.

Porównując propozycję Komisji ze skonsolidowanym tekstem negocjacyjnym XII rundy, warto w   szczególności zwrócić uwagę na pozostawienie otwartego katalogu celów regulacyjnych, których realizacji nie sprzeciwia się TTIP. Swoboda regulacyjna państw ma obejmować m.in. bezpieczeństwo zdrowotne i   środowiskowe, ochronę danych osobowych, różnorodność finansową czy stabilność finansową. Z   zakresu współpracy miałyby być też wyłączone regulacje m.in. w   kwestiach wojskowych i   spraw zagranicznych, usług finansowych i   przeciwdziałania praniu pieniędzy. Z   zapisów wynika też utrzymanie zasady, że w   razie sprzeczności między rozdziałem o   współpracy regulacyjnej a   innymi regulacjami sektorowymi pierwszeństwo mają te ostatnie.

>>> Czytaj również: Umowa TTIP doprowadzi do zalania Europy gorszą żywnością z USA?

Doprecyzowanie wymogów ciąży na stronach w   zakresie przejrzystości procesu regulacyjnego, w   istocie nadając obowiązkowy i   transatlantycki charakter konsultacjom administracyjnym. Widać tu istotny wkład amerykański w   zapewnienie, że konsultacje nie będą mieć charakteru pozornego. W   rozdziale znalazło się też stwierdzenie wskazujące na konieczność uwzględniania w   działaniach regulacyjnych ich wpływu na światowe standardy prawne.

Potwierdzona została również zasada prowadzenia przez ciało ds. współpracy regulacyjnej konsultacji z zainteresowanymi środowiskami. Organ ten będzie mieć dość szerokie kompetencje, ale jak zostaną one wykorzystane – czas pokaże. I tu rodzą się pytania: jaki będzie ich zakres i przebieg, kto będzie wskazywać te środowiska, ilu będzie reprezentantów, kto ich będzie wybierać, tak by konsultacji nie zamienić w farsę.

Zważywszy na liczbę wciąż nieuzgodnionych fragmentów rozdziału oraz ogólny sposób redakcji, na razie trudno ocenić, jaki będzie faktyczny skutek wejścia TTIP w życie.

Nadal nie wiemy też, jakie niecentralne organy regulacyjne ani stanowione przez nie akty normatywne mogą zostać objęte zakresem rozdziału oraz na jakich zasadach będą się odbywać konsultacje regulacyjne w   odniesieniu do informacji poufnych. Potencjalne obawy może też budzić propozycja USA, aby standardy regulacyjne były stanowione na podstawie wiarygodnych danych naukowych wysokiej jakości. Mimo że generalnie zasada taka zawsze powinna przyświecać pracom normatywnym, w   relacjach dwustronnych nie sposób nie odnieść tego do historii sporów na tle dopuszczenia GMO.

Do wyraźnych wad tekstu w   obecnej formie zaliczyć można olbrzymie koszty administracyjne. Analiza treści rozdziału rodzi wiele pytań i   może budzić obawy. Trzeba jednak zauważyć, że rozdział poświęcony współpracy regulacyjnej nie stanowi żadnych regulacji materialnych, ale mechanizm ich przyjmowania.

Autor komentarza: dr Marcin Menkes, Law & Economics Advisory Group/Przegląd Prawa Międzynarodowego