Gdyby nie masowa likwidacja przemysłu po 1989 roku, dziś zarabialibyśmy o 1/3 więcej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 maja 2016, 16:41
Stare zabudowania fabryczne
Stare zabudowania fabryczne/ShutterStock
Choć deindustiralizacja była procesem zachodzącym w wielu krajach rozwiniętych, to skala tego zjawiska w Polsce po 1989 roku była rekordowa. Gdyby nie to, zarabialibyśmy dziś o jedną trzecią więcej – uważa prof. Andrzej Karpiński, ekonomista, współautor książki "Od uprzemysłowienia w PRL do deindustrializacji kraju". 

Po 1989 roku „zlikwidowano 1675 zakładów przemysłowych, czyli 33 proc. całego majątku, to europejski rekord” – mówi w wywiadzie dla najnowszego tygodnika „Przegląd” prof. Andrzej Karpiński.

Z badań wynika, że około 25-30 proc. likwidacji zakładów przemysłowych po 1989 roku można uznać za obiektywnie uzasadnione. „Z pozostałych 70-75 proc. jedna trzecia to efekt spekulacji gruntami, a jedną czwartą stanowiły wrogie przejęcia” – tłumaczy badacz. Niemałą rolę w procesie prywatyzacji odegrało dążenie wąskiej grupy społecznej techników i zarządzających do szybkiego wzbogacenia się – dodaje.

W obszarze dyskusji nad transformacją polskiego przemysłu po 1989 roku panuje wiele mitów. Jednym z nich jest przekonanie, że w czasie transformacji zlikwidowano wiele zakładów przemysłowych, które od początku swojego powstania w PRL były błędnie zaprogramowane, często pod kątem przemysłu ciężkiego.

Tymczasem z danych zebranych m.in. przez prof. Karpińskiego wynika, że z 1675 zakładów przemysłowych zlikwidowanych w czasach transformacji 681 zbudowano w PRL, a 994 istniały jeszcze przed 1949 rokiem.

Co więcej, 53 proc. zlikwidowanych zakładów było związanych z przemysłem ciężkim, a 47 proc. z przemysłem konsumpcyjnym.

Podczas gdy Europa Zachodnia w procesie deindustrializacji likwidowała przestarzałe i nierozwojowe zakłady przemysłowe, w Polsce usunięto najnowocześniejszy wówczas przemysł - elektroniczny, informatyczny, zbrojeniowy, chemiczny.

>>> Polecamy: Polska po 1989 r. doświadczyła katastrofy przemysłowej. Czy możemy odbudować nasz potencjał?

Pomimo, że od 1989 roku udało się zwiększyć produkcję przemysłową 2,4 razy, to wciąż bilans transformacji przemysłowej wypada blado. „Gdyby nie dopuszczono do tak masowej likwidacji już istniejących zakładów przemysłowych, wyniki te mogłyby być znacznie lepsze/ Bezrobocie o ok. 1,5 mln mniejsze, a zarobki o jedną trzecią wyższe” – tłumaczy w wywiadzie prof. Andrzej Karpiński.

Obecna struktura przemysłowa Polski sprawia również, że ciężko będzie nam osiągnąć postęp w innowacyjności. "Nie oszukujmy się, przy takiej strukturze jak obecna nie ma szans na przełom w innowacyjności przemysłu należącego do podmiotów polskich" - uważa prof. Karpiński.

Zapytany o branże, w których Polska może wciąż zbudować konkurencyjną pozycję na świecie, prof. Karpiński wskazuje 6 obszarów: elektronika profesjonalna i sprzęt do telekomunikacji, przemysł ekologiczny, produkujący sprzęt dla ochrony środowiska, energetyka odnawialna, chemia specjalizowana i biotechnologie, służba zdrowia i aparatura medyczna oraz przemysł środków nowoczesnej edukacji i kultury, łącznie z produkcją gier komputerowych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj