Od piątku celnicy na polsko-rosyjskich przejściach wnikliwiej i dłużej kontrolują auta argumentując, że wiąże się to z poleceniem przełożonych. Podróżni w te zapewnienia nie wierzą i powolne odprawy nazywają włoskim strajkiem.

"Po naszej stronie nic się nie zmienia, kontrolujemy przewóz towarów z Rosji do Polski i w odwrotnym kierunku" - powiedział we wtorek PAP rzecznik prasowy Izby Celnej w Olsztynie Ryszard Chudy. Zapewnił, że o strajku nie ma mowy.

Wnikliwe kontrole aut spowodowały spadek ruchu na drogowych przejściach z Rosją. Z danych przekazanych we wtorek PAP przez rzecznik prasową warmińsko-mazurskiej straży granicznej Mirosławę Aleksandrowicz wynika, że od kilku dni każdej doby granicę przekracza od 1 do ponad 2 tys. osób mniej, niż w analogicznych dniach przed tygodniem, czy dwoma.

Np. 5 czerwca (niedziela) było to 13,1 tys., a 6 czerwca (poniedziałek) - 11,2 tys. Przed tygodniem w niedzielę (29 maja) przez granicę przejechało 15,4 tys. ludzi, a dzień później - 14,4 tys. ludzi.

"Spadek ruchu obserwujemy od dłuższego czasu, ale w ostatnich dniach jest mocniejszy" - przyznała rzecznik pograniczników.

Mimo, że granicę przekracza mniej ludzi, to czas oczekiwania na przekroczenie granicy nie zmienił się i wynosi 1-2 godz. We wtorek 2 godziny trzeba było czekać w Gronowie, na pozostałych przejściach - godzinę.

W środę celnicy z woj. warmińsko-mazurskiego zamierzają wziąć udział w pikiecie tej służby w Warszawie. Na razie nie wiadomo, czy wyjazd na pikietę przełoży się na frekwencję celników w pracy, czy też pikietować będą tylko ci, którzy będą mieli tego dnia wolne.

Polacy z przygranicznych miejscowości warmińsko-mazurskiego jeżdżą do obwodu kaliningradzkiego po paliwo i papierosy, a Rosjanie do Polski po jedzenie, ubrania, sprzęty RTV i AGD.

>>> Czytaj też: Będzie likwidacja podatku liniowego? Budżet może zyskać 10-16 mld zł