Gdy niemal dokładnie dwa lata temu kraje Unii Europejskiej, Stany Zjednoczone, Kanada, Australia i Japonia zadecydowały o wprowadzeniu wobec Federacji Rosyjskiej sankcji (w odpowiedzi na wspieranie przez nią rebeliantów we wschodniej Ukrainie) przedsiębiorcy w Polsce rwali włosy z głowy, jak poradzą sobie bez dostępu do tak dużego rynku zbytu.

Zwłaszcza, że rosyjską odpowiedzią na sankcje było embargo, które objęło dużą część importu rolnego z tych państw. Rosja była dla Polski od lat tradycyjnym rynkiem zbytu przede wszystkim produktów rolnych, zarówno producenci, jak i obserwatorzy spodziewali się ciosu.

Tak się nie stało. Z jednej strony, dzięki szybkiej reakcji rządu, który zadecydował o wsparciu dla najbardziej poszkodowanych producentów, z drugiej – sami producenci bardzo szybko przekierowali sprzedaż na nowe rynki i nawiązali nowe kontrakty handlowe.

Symboliczne jabłko

Na pomoc firmom, które zostały dotknięte skutkami sankcji rząd przeznaczył 500 mln zł. Szacowano wtedy, że pomoc będzie potrzebna eksporterom realizującym około 15 proc. polskiego eksportu.

Symbolem embarga stały się jabłka – jeden z głównych towarów eksportowanych do Rosji. Na ich promocje na nowych rynkach Unia Europejska przeznaczyła 5 mln euro (do wykorzystania w ciągu 5 lat).

Pomoc miała przyczynić się do zminimalizowania strat, ale oczywiście nie zdjęła z producentów i sprzedawców obowiązku ułożenia nowych relacji handlowych. Jedną z największych grup beneficjentów byli sadownicy z Grójca. Pieniądze zostały przeznaczone na działania promocyjne przede wszystkim w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Chinach.

Zaraz po tym, jak granice zostały zamknięte dla tych owoców, największym importerem stała się Białoruś, która ogromne ilości owoców kupowała nie na własny użytek, lecz po to, by odsprzedać je Rosjanom. Za sprawą nie do końca prawidłowego prowadzenia dokumentacji handlowej, do Rosji jeszcze przez wiele miesięcy trafiały produkty polskie, niemieckie czy francuskie, które objęte były sankcjami, lecz otrzymywały nowe etykiety – białoruskie lub kazachstańskie i bez problemu mogły podlegać obrotowi na trenie całej Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, którą rządzi Rosja.

Właściwie natychmiast Ministerstwo Rolnictwa i organizacje zrzeszające sadowników rozpoczęły rozmowy z nowymi potencjalnymi klientami. Zainteresowanie polskimi jabłkami wykazali przede wszystkim odbiorcy z Afryki Północnej i krajów arabskich (ZEA, Kuwejt). Podczas gdy do 2014 r. Roczny eksport nie przekraczał 3 tysiące ton, w sezonie 2014/2015 wyniósł około 20 tys. ton (dane prof. Eberhardta Makosza).

Nie oznacza to, że sadownicy uporali się ze wszystkimi skutkami rosyjskiego zakazu. W 2015 r. udało się sprzedać zaledwie połowę krajowej produkcji, także i w tym roku nie uda się wszystkiego zagospodarować. Mirosław Malinowski, prezes Związku Sadowników, zwraca uwagę, że powodu do pełnego optymizmu nie ma:

„Tak naprawdę ze zbytem jabłek nie było problemu tylko dlatego, że ogromne ich ilości wycofaliśmy dzięki specjalnemu mechanizmowi pomocowemu Unii Europejskiej, tzw. bankom żywności, wzrostowi cen koncentratu jabłkowego wskutek jego ogromnego eksportu do Stanów Zjednoczonych i Federacji Rosyjskiej oraz wysyłkom do krajów Europy Wschodniej. Także, dzięki sprzedaży po bardzo niskich cenach na inne rynki”.

Polska jest dziś trzecim producentem jabłek na świecie (po Chinach i USA), a niewykluczone, że wkrótce zajmie drugą pozycję, więc musi zagwarantować sobie nowe miejsca sprzedaży owoców. Najbardziej perspektywiczny wydaje się zaś szybko rosnący rynek azjatycki.

Pomimo zaangażowania w proces negocjacyjny przedstawicieli Ministerstwa Rolnictwa, którzy uwiarygodniają polskich sadowników, przekonanie nowych klientów do nabywania dużych partii owoców wcale nie jest zadaniem prostym.

źródło: Inne

Zmiana kierunku eksportu wymaga dostosowania istniejącej infrastruktury, niekiedy zakupu nowych urządzeń (np. do woskowania owoców czy zapewnienia im dłużej żywotności, tak by przetrwały długą podróż statkiem), ale też dostosowania się do gustów odbiorców w egzotycznych niekiedy krajach.

Upadł mit niezastąpionej Rosji

Nie każda branża, która musiała ograniczyć eksport do Rosji ograniczała go z powodu sankcji. Często powody były czysto rynkowe – spadły możliwości finansowe Rosjan, których siła nabywcza zmniejszyła się w dramatycznie podupadającej gospodarce.

Przed 2014 r. eksport mebli do Rosji rósł nawet o 40 proc. Rocznie. W 2013 r. wartość eksportu sięgnęła 169 mln euro. Choć produkowane w UE meble nie znalazły się na cenzurowanym, to przychody ze sprzedaży i tak spadają. Na początku 2015 r. zmniejszyły się o 20,4 proc., a w kolejnych miesiącach były jeszcze mniejsze.

Polskim producentom mebli nie przeszkodziło to jednak w osiąganiu kolejnych rekordów eksportowych. Eksperci banku Credit Agricole, którzy przeanalizowali potencjał branży, prognozują wzrost eksportu polskich mebli do krajów Unii Europejskiej o 10,2 proc. w 2016 r.

Sprzedaży sprzyja niski kurs złotego w stosunku do euro i rosnące zapotrzebowanie tamtejszych gospodarstw domowych. Choć Unia Europejska pozostaje największym rynkiem zbytu polskich mebli, to producenci coraz odważniej poszukują nowych nabywców – przede wszystkim w Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie.

Zdaniem autorów raportu przygotowanego przez analityków Atradius, największego na świecie ubezpieczyciela należności, jakkolwiek rosyjskie embargo uderzyło w działające w Europie firmy, to jednak najdotkliwiej uderzona została sama Rosja, a przede wszystkim jej eksporterzy.

Specyfika polskiego rynku spożywczego, na którym popyt krajowy stanowi prawie 70 proc. ogólnej sprzedaży, pozwolił zrekompensować straty wynikające z zamknięcia rynku rosyjskiego. Niemożność sprzedawania do Rosji nie wpłynęła na gorsze wyniki sprzedaży za granicę. W 2015 r. eksport żywności przekroczył wartość z roku wcześniejszego (25 mld euro wobec 21 mld euro), przy czym najwięcej eksportowano do krajów Unii Europejskiej. Nowością był stosunkowo wysoki udział eksportu do krajów afrykańskich i azjatyckich.

„Polska gospodarka praktycznie nie zauważyła rosyjskiego embarga” – zauważyli nieco prowokacyjnie Jewgienij Gontmacher i Ernest Wyciszkiewicz w artykule w rosyjskiej gazecie „Vedomosti”. Na poparcie swoich słów przytoczyli dane porównujące polski eksport w 2014 i 2015 roku. W 2014 r. wyniósł on 165 mld euro, a głównymi kierunkami były Niemcy (26,3 proc.), Czechy i Wielka Brytania (po 6,4 proc.), Francja (5,6 proc.), Włochy (4,5 proc.). Rosja znalazła się dopiero na piątym miejscu (4,2 proc.)

W pierwszej połowie 2015 r. Eksport do Rosji spadł o 30 proc., jednak całościowa wartość polskiej sprzedaży zagranicznej wzrosła w tym czasie o 7,2 proc. W okresie styczeń – kwiecień 2016 r. Rosja znalazła się wg GUS na dziesiątym miejscu wśród rynków eksportowych Polski. W tym okresie eksport naszych towarów spadł o 3,3 proc. r/r (do 1 714,3 mln dol.). Według danych rosyjskich od stycznia do maja eksport z Polski do Rosji zmniejszył się aż o 12,7 proc.

Gontmacher i Wyciszkiewicz konkludują, że zupełnie chybione było założenie władz Rosji, że wprowadzając sankcje, złamią gospodarkę swoich największych partnerów i doprowadzą do fermentu podsycanego przez grupy społeczne najbardziej dotknięte embargiem. Tak się nie stało, bo zaistniała sytuacja dobitnie pokazała, że los polskich producentów nie zależy od zamówień z Rosji. Tym samym, zdaniem autorów, upadło przekonanie o „bezgranicznie chłonnym i niemożliwym do zastąpienia rynku rosyjskim”.

Sankcje nie były decydujące

Cytowany przez Financial Times Balazs Jarábik, ekspert Centrum Carnegie, wskazuje, że zaistniała sytuacja, czyli wprowadzenie sankcji i towarzyszące temu spadające zainteresowanie krajów Europy Centralnej eksportem do Rosji jedynie przyśpieszyła tendencje, które pojawiły się zaraz po rozpadzie Związku Radzieckiego.

„Zmniejszanie się udziału Rosji w gospodarce państw Europy Środkowej i Wschodniej było stałym trendem od dłuższego czasu i sankcje oraz spadek cen ropy jedynie pomogły to przyśpieszyć. Niewykluczone, że niektóre dawne powiązania zostaną odbudowane, ale jestem zdania, że sprawy polityczne będą negatywnie rzutowały na stosunki handlowe Rosji z krajami bałtyckimi i Polską.”

Decyzja o przedłużeniu sankcji wymagała jednomyślności wszystkich krajów członkowskich. Wcale nie było oczywiste, że zgoda taka zostanie udzielona, bo część krajów członkowskich opowiada się za zniesieniem sankcji kub chociaż ich poluzowaniem.

Przeciwnikami utrzymywania sankcji są Francuzi. W kwietniu francuskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło rezolucję (niewiążącą), w której zaapelowało o zniesienie sankcji argumentując, że nadmiernie szkodzą one francuskiej gospodarce i są nieskuteczne. Również Niemcy chcieliby wzmocnić współpracę – i wymianę handlową – z Rosją. Włochy, Grecja, Cypr i Węgry także wzywają do przemyślenia zasadności kontynuacji sankcji. Przedłużenie sankcji na kolejne miesiące stoi pod ogromnym znakiem zapytania.

Skuteczność sankcji jako środka dla wywierania nacisku jest w nauce od dawna poddawana pod wątpliwość. Niektórzy badacze stoją na stanowisku, że spośród wszystkich nałożonych w historii najnowszej sankcji, tylko w 30 proc. przypadków rzeczywiście przyniosły założony efekt.

Aby sankcje były skuteczne, muszą zostać wprowadzone w sposób przemyślany, by konsekwencje uderzyły we władze i zmobilizowały je do zmiany zachowania, a nie tak, by skutki odczuli tylko obywatele. Potrzebne jest ponadto współdziałanie wielu państw, bo na nic się zda nakładanie sankcji gospodarczych, jeśli określoną grupę towarów państwo izolowane będzie mogło nabyć gdzie indziej.

Szacuje się, że zachodnie sankcje (i towarzyszące im rosyjskie kontrsankcje) w 2015 r. odpowiadały za spadek PKB Rosji o 1-1,5 proc. Znacznie bardziej dotkliwe okazały się spadki cen ropy i nawarstwianie się konsekwencji złego zarządzania krajem. Jednocześnie sytuacja w pewnym stopniu okazała się korzystna dla Rosji, która musiała znaleźć sposób, jak zwiększyć produkcję żywności i nawiązać nowe kontrakty handlowe.

Z kim współpracuje Rosja

W pierwszych pięciu miesiącach 2016 r. ogólne obroty handlowe Rosji z zagranicą spadły o 24 proc. w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim. Zmniejszył się przede wszystkim eksport (o 30,5 proc.), zaś import spadł o 10 proc. (wszystkie dane za russia.trade.gov.pl).

Mniej do Rosji eksportowały m.in.: Polska (o 12,7 proc.), Wielka Brytania (o 22,2 proc.), Niemcy (o 6,8 proc.) czy Włochy (o 5,7 proc.). Ale niektóre europejskie kraje zwiększyły swoją sprzedaż mimo sankcji: Francja aż o 42 proc., prawie o tyle samo Estonia. Luksemburg o 27,5 proc. A Malta o 24,5 proc.

Zagraniczna współpraca handlowa kurczy się jednak nie tylko w związku z sankcjami. Chiny, Japonia i Korea Południowa także zanotowały spadek eksportu do Rosji (odpowiednio o 9,1 proc., 17,9 proc. i 14,7 proc.).

W obliczu wciąż zmniejszającego się importu, rosyjskie władze deklarują jak największą otwartość na inwestorów zagranicznych, którzy zechcą działać w Rosji. To, czy do obecnie działających w Rosji prawie 13 tysięcy europejskich firm dołączą kolejne, w ogromnej mierze uzależnione jest od atmosfery politycznej wokół Rosji.