Udział stomatologii w wydatkach NFZ zmniejsza się od kilku lat. W tym roku jest to 2,56 proc., w 2015 r. – 2,7 proc. Jeszcze w 2009 r. 4,2 proc. budżetu funduszu szło na leczenie zębów.

Przeciwko tak niskiemu finansowaniu protestuje Naczelna Rada Lekarska (NRL). Wylicza, że między rokiem 2003 a 2007 był najszybszy, bo prawie dwukrotny wzrost finansowania: z 708 mln do 1,3 mld zł. Od 2009 r. zaczęły się schody. Z jednej strony procentowy udział środków na opiekę dentystyczną sukcesywnie malał, ale także wzrost nakładów był bardzo mały, pozostając od lat na prawie takim samym poziomie. Teraz między tym rokiem a planem na przyszły wzrost kwotowy wyniósł ok. 9,4 mln zł (uwzględniając migracje to 24 mln zł). Jak wylicza NRL, to kosmetyczna zmiana dająca niecałe 25 gr przyrostu na jedną osobę. W sumie na jednego Polaka przypada 47,2 zł na leczenie zębów rocznie, wliczając w to aparaty ortodontyczne czy protezy.

Drogi mleczak

– Próg 2 mld zł jest nie do przeskoczenia, od lat się do niego zbliżamy i nic. A sytuacja zdrowotna jest dramatyczna – przyznaje prof. dr n.med. Dorota Olczak-Kowalczyk, konsultant krajowa w dziedzinie stomatologii dziecięcej. I wylicza, że kluczowe są dzieci. Jak im się zepsuje ząb, to psują się też kolejne, a nowe, stałe wyrastają w środowisku bakteryjnym.

Statystyki są fatalne: z nieopublikowanego jeszcze raportu wykonanego na zlecenie MZ wynika, że ponad 50 proc. najmłodszych już ma popsute zęby.

Problemem jest z jednej strony bardzo niska świadomość społeczna, która sprawia, że leczenie jest bagatelizowane, lecz także słaba dostępność do leczenia. To zaś związane jest z finansowaniem. Za założenie plomby u dorosłych gabinety otrzymują od NFZ ok. 45 zł, za wypełnienie mleczaka u dzieci 30 zł. Od lipca tego roku prezes NFZ podwyższył stawkę do ok. 36 zł. – Dobrze, że finansowanie rośnie, ale to nadal niewiele. W stomatologii dla dorosłych wycena jest zróżnicowana w zależności, czy jest to mniej, czy bardziej skomplikowane działanie, a i tak średnia wycena wynosi 45 zł – dodaje prof. Olczak-Kowalczyk. Jej zdaniem taka dysproporcja jest niczym nieumotywowana: praca z dziećmi jest o wiele bardziej skomplikowana niż z dorosłymi. To często zniechęca dentystów do tego rodzaju opieki, stawiają na dorosłych.

>>> Czytaj też: Ujednolicenie cen leków w całej UE? Radziwiłł: "Nigdy się na to nie zgodzimy"

Prezes NFZ Andrzej Jacyna przyznawał podczas spotkania z NRL poświęconego temu tematowi, że są inne priorytety na rok 2017, ale może później uda się – wraz z przejściem na budżetowe finansowanie zdrowia – zwiększyć nakłady. Dodawał, że czeka na rezultaty prac w Ministerstwie Zdrowia dotyczące dookreślenia koszyka świadczeń gwarantowanych MZ i są szanse, że budżet będzie ruchomy. W roku następnym będą wolne środki w drugiej połowie i w tym terminie można myśleć o zmianach.

Prezes Jacyna podkreśla, że stara się zadbać przede wszystkim o najmłodszych. NFZ nie tylko podwyższył wycenę leczenia ubytków, lecz także chce wprowadzić zakaz przesuwania pieniędzy z jednego zakresu na inny. Obecnie część stomatologów, jeżeli nie uda im się „wydać” wszystkich pieniędzy, które mają na dzieci, przesuwa je na leczenie osób powyżej 18. roku życia. Z danych wynika, że niektóre placówki stomatologiczne wykorzystują tylko 85 proc. kwoty na dzieci, którą otrzymują z NFZ.

Już wcześniej NFZ zmienił zasady podpisywania umów z dentystami, które wcześniej premiowały wszystkie inne gabinety, tylko nie te w szkołach. W połowie zeszłego roku wprowadził dodatkową punktację za prowadzenie działalności w placówkach oświatowych oraz podpisane porozumienie z dyrektorem szkoły.

5 proc. budżetu

Doktor n.med. Andrzej Baszkowski, lekarz dentysta i p.o. przewodniczący Komisji Stomatologicznej Naczelnej Rady Lekarskiej, podkreśla w rozmowie z DGP, że bez zasadniczego zwiększenia finansowania sama zmiana systemu nic nie przyniesie. Kłopot, jak tłumaczy, polega na tym, że z powodu zębów nikt jeszcze nie umarł (choć efekty powikłań spowodowanych nieleczeniem zębów mogą być bardzo niebezpieczne dla zdrowia, a nawet i życia), a pacjenci i tak najczęściej płacą sami. Dlatego bardzo trudno doprowadzić do tego, by opieka stomatologiczna znalazła się na liście priorytetów NFZ i MZ. Przypomina, że przy powstawaniu kas chorych i podziale środków na kolejne obszary lecznicze mówiło się, że na stomatologię powinno być przeznaczane 5 proc. budżetu. Czyli dwa razy więcej, niż proponuje NFZ na przyszły rok. Lekarze obawiają się, że jednym z pomysłów na zwiększenie środków będzie zmniejszenie zakresu pomocy, która i tak jest obecnie ograniczona. Nie wszystko jest za darmo. – Być może należałoby uczciwie postawić sprawę i zapewnić pełną, na najlepszym poziomie opiekę dla dzieci do 18. roku życia, dla kobiet w ciąży i dla emerytów. A reszta by płaciła sama? – zastanawia się dr Andrzej Baszkowski. I tak z danych wynika, że nawet z najmłodszymi dziećmi (dla których zakres bezpłatnej opieki stomatologicznej akurat jest bardzo szeroki) rodzice chodzą do prywatnych gabinetów (robi tak 65 proc.). Prezes Jacyna na spotkaniu z lekarzami przyznawał, że od początku reformy wprowadzanej kilkanaście lat temu tendencja jest taka, że na stomatologii w Polsce się oszczędza. I że jedną z przyczyn może być to, iż ta dziedzina została wybrana kilkanaście lat temu jako ta, gdzie była prywatyzacja, i było to wówczas akceptowalne, by część kosztów pokrywali pacjenci. Tyle że często ich na to nie stać.

Przykładem bagatelizowania stanu zębów jest też to, jak wskazuje prof. Dorota Olczak-Kowalczyk, że nie został spełniony żaden z wymogów Narodowego Programu Zdrowia na lata 2007–2015 w zakresie stomatologii, który zakładał m.in. organiczenie u 12-latków intensywności próchnicy do dwu zębów (średnio). Wskaźnik ten obecnie wynosi 2,81.

Na dramat w opiece dentystycznej od dawna zwraca uwagę rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Niedawno rzecznik (dzięki któremu m.in. wprowadzono stomatologię do książeczki zdrowia dziecka) apelował do ministra zdrowia o stworzenie narodowej strategii walki z próchnicą. Jak tłumaczył, do epidemii próchnicy wśród dzieci doprowadziły wieloletnie, nieskuteczne działania, a właściwie ich brak. Dlatego strategia powinna promować profilaktykę i edukować dzieci oraz dorosłych.

– Rodzice muszą wiedzieć, że próchnica może doprowadzić do innych chorób oraz że także zęby mleczne należy leczyć – tłumaczył Michalak.

>>> Czytaj też: Bezpłatne leki dla 3 milionów seniorów. Zobacz projekt listy

Co piąty mieszczuch nie zmienia szczoteczki przez rok

Z ostatniego raportu konsultanta w dziedzinie stomatologii dziecięcej na zlecenie Ministerstwa Zdrowia wynika, że ponad połowa 3-latków i 94 proc. 15-latków ma próchnicę. W tej ostatniej grupie aż 5 proc. nie ma już co najmniej jednego zęba.

Najgorzej jest na wsi: tu 58,5 proc. tych najmłodszych ma popsute zęby, w mieście ten wskaźnik wynosi 41,5 proc. To jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Dla porównania: w Anglii takich dzieci jest 11 proc. Jednym z powodów mogą być fatalne nawyki: tylko 60 proc. najmłodszych myje zęby dwa razy dziennie. Ze starszymi nie jest lepiej. Z analizy firmy farmaceutycznej GSK wynikało, że tylko 10 proc. Polaków czyści zęby częściej niż dwa razy dziennie, rzadko też zmienia szczoteczki; np. 20 proc. mieszkańców dużych miast nie robi tego ani razu w roku, kolejne 40 proc. wymienia je raz lub dwa razy w ciągu roku. Problem nadwrażliwości zębiny dotyczy aż 34 proc. dorosłych Polaków. Pomimo to nie chodzą do dentysty: 52 proc. pacjentów mających problemy z nadwrażliwością nie zasięga porady specjalisty. Nieleczona próchnica zbiera żniwo, według analiz GSK, które dobrze zna rynek, bowiem sprzedaje produkty związane z higieną jamy ustnej, wynika, że ponad 8,5 mln Polaków nie ma zębów. – Co drugi Polak po 40. roku życia zmuszony jest do używania protez, to, jak duże są potrzeby, widzimy podczas programów edukacyjnych, które prowadzimy – przyznaje Katarzyna Jezierska, dyrektor marketingu GSK Consumer Healthcare w Polsce. 

>>> Czytaj też: Rząd sięga po plan walki z rakiem