Ziuganow wieszczy rewolucję. Ale nie atakuje Putina wprost
81-letni Ziuganow przemawiał na forum Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu. Nagranie jego wystąpienia opublikowano na oficjalnej stronie Dumy.
– Robimy wszystko, co możemy, aby wspierać (prezydenta Władimira – red.) Putina oraz jego strategię i politykę, ale wy – rząd – nas nie słuchacie – mówił lider komunistów. Jego słowa spotkały się z umiarkowanymi oklaskami, a uważnie przysłuchiwał się im przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin, bliski sojusznik Putina.
Ziuganow dodał, że niedawne posiedzenie rządu zwołane przez Putina było jednym z najbardziej ponurych od dawna.
– Jeśli nie podejmiecie pilnie działań na rzecz poprawy stanu finansów i gospodarki, jesienią czeka nas powtórka wydarzeń z 1917 roku. Nie mamy prawa powtarzać tego scenariusza – grzmiał. Obserwatorzy zwrócili uwagę, że w swoim wystąpieniu krytykował rząd i bank centralny, a nie samego Putina – weteran rosyjskiej polityki zna granicę, do której może się posunąć.
Ziuganow nawiązywał oczywiście do wydarzeń rewolucji październikowej, w wyniku której obalono carat, a do władzy doszli bolszewicy. Mimo że obecnie nie widać oznak niepokojów społecznych – Rosjanie żyją w żelaznym uścisku aparatu represji Kremla – może się to zmienić.
Deficyt gwałtownie rośnie. Kreml musi zwalniać
W sektorze państwowym, w którym pracuje około 30 proc. Rosjan, planowane są masowe zwolnienia. Wszystko przez gwałtownie rosnący deficyt budżetowy, spowodowany wydatkami na wojnę.
Dane są alarmujące. W pierwszych trzech miesiącach 2026 roku wydatki budżetu federalnego przekroczyły dochody o 4,6 bln rubli (ok. 223 mld zł) – planowany deficyt na cały rok został już przekroczony o 21 proc. Tymczasem budżety regionalne zakończyły ubiegły rok rekordowym deficytem w wysokości 1,5 bln rubli (ok. 73 mld zł).
Tysiące osób trafią na bruk
Dziennik "Wiedomosti", powołując się na dane Federalnej Służby ds. Pracy (Rostrud), podaje, że na dzień 1 kwietnia liczba pracowników sektora publicznego przewidziana do zwolnienia wyniosła 105 147. W porównaniu z połową ubiegłego roku liczba planowanych zwolnień wzrosła o 43 proc., czyli o około 32 tys. osób.
W najbliższym czasie najwięcej redukcji spodziewanych jest w Moskwie, obwodzie moskiewskim, omskim i irkuckim, a także w Kraju Krasnojarskim. Redukcje zatrudnienia mają w największym stopniu dotknąć pracowników sektora finansów i podatków, ochrony zdrowia oraz administracji państwowej i samorządowej.
Planowane są potężne redukcje w państwowych firmach. W marcu Rosyjskie Koleje zapowiedziały zwolnienie 6 tys. pracowników – około 15 proc. zatrudnionych w centrali i wśród kadry kierowniczej oddziałów. Powodem jest załamanie przewozów towarowych, wielomiliardowe straty oraz konieczność zaoszczędzenia 74 mld rubli (około 3,5 mld zł).
Gazprom poszedł jeszcze dalej – zatrudnienie w centrali zmniejszono niemal o połowę, z ponad 4 tys. do 2,5 tys. osób. Z kolei Rosyjska Poczta oficjalnie zaprzecza "masowym zwolnieniom", jednak do 2025 roku około 40 tys. pracowników odeszło "dobrowolnie", a prognozy na koniec 2026 roku mówią nawet o 60 tys. osób.
To wybuchowa mieszanka. Władze poczują to jesienią
Autor rosyjskiego kanału na Telegramie "Raport Polityczny" pisze, że to potencjalna "mieszanka wybuchowa":
"Ludzie wychowani w sowieckim micie 'stabilnej' służby publicznej nagle odkrywają, że lojalność i staż pracy nie dają im już ochrony. Nie są w stanie szybko się przekwalifikować: średni wiek pracowników sektora publicznego i państwowych monopoli przekracza 45 lat, a rynek oczekuje zupełnie innych kompetencji. Skutkiem jest rosnące ukryte bezrobocie, spadek zaufania do władz oraz ryzyko niezadowolenia społecznego wśród grup, które dotąd uchodziły za filar systemu. Zamiast płynnego przejścia do bardziej rynkowej gospodarki kraj doświadcza gwałtownego załamania kontraktu społecznego: państwo, które przez lata obiecywało ochronę, teraz wypycha ludzi na margines".
Komentator pisze, że jesienią tego roku zwolnieni mogą faktycznie dać upust swojej frustracji, jeśli rząd nie zapewni im wsparcia na przekwalifikowanie się. "Oszczędności budżetowe na papierze przełożą się na koszty polityczne, które bardzo trudno będzie zrównoważyć" – podsumował autor wpisu.
