W sobotę system e-myta viaTOLL rozszerzył się o kolejne 150 km. To najmniejszy z dotychczasowych przyrostów. Teoretycznie można by objąć systemem nawet 1000 km, co dałoby dodatkowe 400 mln zł przychodów rocznie. – Rząd jednak nie chce wzmacniać pozycji obecnego operatora przed planowanym przetargiem – twierdzi osoba zbliżona do resortu infrastruktury.

Tymczasem termin wyboru nowego operatora jest zagrożony. Potwierdzają to zarówno źródła zbliżone do rządu, jak i eksperci. – Ostatnie działania, o których można powiedzieć, że zawierały w sobie jakiś plan, miała minister Bieńkowska, ale to było cztery lata temu. I od tego czasu drepczemy w miejscu. Mamy przynajmniej roczne opóźnienie w przygotowaniach. Nawet rozpisanie w tym roku przetargu nie daje gwarancji, że zdążymy – mówi Krzysztof Król, przewodniczący rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. I dodaje, że walka o kontrakt będzie zażarta, a to również wpłynie na przygotowania. – Na rynku jest wielu graczy, a dużych projektów informatycznych jest jak na lekarstwo – wyjaśnia.

>>> Czytaj też: Od października dodatkowe 150 km w sieci płatnych dróg w Polsce

Resort infrastruktury uspokaja. – Ostateczne decyzje jeszcze nie zostały podjęte. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIiB) nie widzi zagrożenia dla terminowego wdrożenia nowego systemu poboru opłat po upływie okresu obowiązywania obecnej umowy – twierdzi rzeczniczka ministerstwa Elżbieta Kisil. We wrześniu Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) miała otrzymać od MIiB wstępne wytyczne, by w październiku rozpisać przetarg na nowy system, a wiosną 2017 r. wybrać jego wykonawcę. GDDKiA wciąż jednak czeka. – Trwają prace przygotowawcze do przetargu na wykonawcę Krajowego Systemu Poboru Opłat (KSPO). Oczekujemy na wytyczne do tego postępowania z resortu infrastruktury – mówi rzecznik dyrekcji Jan Krynicki. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk na razie powołał zespół ds. systemu poboru opłat od pojazdów ciężkich i lekkich.

Czasu jest mało, bo w listopadzie 2018 r. kończy się umowa z operatorem, austriackim koncernem Kapsch. A według naszych ustaleń terminy trzeszczą. Najpóźniej za rok powinno dojść do przekazania nowemu operatorowi kodów dostępu i danych technicznych, które mają umożliwić wdrożenie nowego rozwiązania bez przerywania ciągłości poboru opłat. W umowie z Kapschem jest zapisane, że powinno się to stać najpóźniej w listopadzie 2017 r., czyli rok przed inauguracją KSPO. Sprawa nie jest łatwa, bo o ile w przypadku ciężarówek można po prostu wykorzystać dotychczasowe rozwiązania (urządzenia pokładowe i system bramownic), o tyle w przypadku osobówek pod uwagę jest brane np. wprowadzenie e-winiet, dzięki którym nie będziemy musieli stać na bramkach.

A więc mowa o dość rewolucyjnej zmianie, na którą trzeba sporo czasu. – Zgodnie z przyjętymi założeniami rok przed uruchomieniem systemu powinny się zacząć testy nowych rozwiązań – przyznaje Jan Krynicki z GDDKiA. Kontrakt może być wart grubo ponad 1,5 mld zł, a w grze o takie pieniądze niewykluczone są odwołania i protesty. Docelowa umowa zostanie udzielona prawdopodobnie na siedem lat (wcześniej Kapsch też otrzymał zlecenia na lata 2011– 2018). A do przetargu daleka droga. Dopiero w połowie października MIiB zamierza zorganizować seminarium technologiczne, którego celem będzie umożliwienie dostawcom z różnych krajów zaprezentowania swoich rozwiązań. Na razie wiadomo, że przedstawiciele naszego rządu są pod wrażeniem systemu funkcjonującego od trzech lat na Węgrzech, łączącego system satelitarny z radiowym (urządzenia pokładowe dla ciężarówek i e-winiety dla osobówek). Węgrzy byli w Polsce pod koniec września, żeby zaprezentować swoje rozwiązanie.

Jeśli dojdzie do poślizgu, scenariusze są dwa. Pierwszy: od listopada 2018 r. nikt nie będzie w stanie pobierać opłat. Wszystkie ciężarówki przez jakiś czas jeździłyby za darmo. – Dla osobówek na odcinkach GDDKiA opłaty też trzeba będzie zawiesić, jeśli rozwiązanie docelowe będzie niegotowe, a dotychczasowa obsługa zejdzie ze stanowisk – usłyszeliśmy od specjalisty zaangażowanego w rządowy projekt. Drugie rozwiązanie to proteza, czyli przedłużenie umowy z Kapschem np. o rok, żeby dać sobie czas na wdrożenie. Niedawno pytany przez nas o to wiceminister Jerzy Szmit potwierdził jedynie, że „doszły do niego takie słuchy”. Na razie jednak MIiB zakłada, że zdąży.

Noga powinęła się już naszym sąsiadom z Czech. Tam 10-letnia umowa z Kapschem potrwa do końca 2016 r., jednak rząd już stwierdził, że nie zdąży z przetargiem. Dlatego we wrześniu zapadła decyzja, żeby z wolnej ręki przedłużyć umowę z austriacką firmą o kolejne trzy lata, za co zapłaci dodatkowo niemal 195 mln euro. Polska również zaczyna się liczyć z podobnym scenariuszem.

>>> Zobacz też: Elektryczne auta podbijają świat motoryzacji. Oto największe premiery na paryskim Moto Show