Od stycznia do sierpnia firmy z Polski sprzedały za granicę artykuły rolno-spożywcze o wartości 15,7 mld euro, z czego tylko do Unii Europejskiej trafiły produkty warte 12,6 mld euro. Licząc rok do roku, są to kwoty niższe – odpowiednio o 0,1 proc. i 0,9 proc.

Widać więc hamowanie, bo jeszcze niedawno mieliśmy do czynienia z dwucyfrowymi wzrostami, ale nie oznacza to końca żywieniowej hossy. Eksperci uspokajają: w kolejnych latach znów możemy się spodziewać wzrostów eksportu. – Dynamika jest mniejsza, ale sprzedaż ciągle rośnie. W tym roku powinna przekroczyć kwotę 24 mld euro. Trzeba wziąć pod uwagę, że skalę eksportu rozpatrujemy pod względem wartości. Tymczasem na skutek rosyjskiego embarga artykuły rolno-spożywcze potaniały na terenie Europy, w tym w Unii, która jest ich głównym odbiorcą. Jest to widoczne zwłaszcza w mleczarstwie i mięsie – wyjaśnia Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Eksperci, ale i producenci nie ukrywają jednak, że osiąganie sukcesów poza granicami naszego kraju będzie przychodziło z roku na rok z większym trudem. Niską ceną nie da się bowiem konkurować w nieskończoność. Szczególnie że koszty pracy i produkcji rosną.

– Wciąż udaje nam się zachować nasz najważniejszy atut, którym jest dobra relacja jakości do ceny. Z tego powodu ciągle nie mamy konkurencji na świecie. Dysponujemy też stosunkowo nowym, w porównaniu do innych krajów w Europie, parkiem maszynowym. W momencie przystąpienia do UE firmy postawiły na modernizację, by móc skorzystać z otwarcia granic – tłumaczy Andrzej Gantner.

Moce przerobowe powoli osiągają jednak kres. Dlatego zdaniem niektórych ekspertów powinna przyjść kolejna fala inwestycji, która zwiększy skalę sprzedaży, ale i ograniczy koszty produkcji. Jak zauważa Paweł Wyrzykowski, analityk banku BGŻ BNP Paribas, już ma to miejsce. W 2013 r. wartość inwestycji w branży spożywczej wyniosła 5,81 mld zł, w 2014 r. – 7,47 mld zł, a w roku ubiegłym – 7,77 mld zł. Wzrost jest widoczny też w tym roku. W pierwszym półroczu firmy wydały na inwestycje 3,3 mld zł, wobec 3 mld zł rok wcześniej.

>>> Czytaj też: Bazary upodabniają się do centrów handlowych. Ubywa kupców

Hamulcem dla naszych eksporterów może być nasilający się protekcjonizm, co może wpływać na swobodną wymianę handlową. Wiele krajów wprowadza regulacje, których celem jest ochrona ich wewnętrznego rynku przed napływem towarów importowanych. – Przykładem mogą być Czechy, gdzie wzmogły się kontrole importerów polskiej żywności oraz pojawiły się dla nich dodatkowe obowiązki administracyjne, np. składania deklaracji na temat ilości sprowadzanych produktów i ich ceny. Odstępstwa od deklaracji są surowo karane – dodaje Andrzej Gantner.

Dlatego tak istotne staje się zdobywanie nowych rynków. Według części naszych rozmówców szansą dla żywności przetworzonej może być umowa o wolnym handlu z Kanadą. I to nie tylko dlatego, że zyskamy łatwiejszy dostęp do tego rynku. – Doprowadzi do wzrostu konkurencji, co wymusi na firmach specjalizację, a skupienie się na wąskim asortymencie przekłada się pozytywnie na koszty produkcji. Staniemy się tym samym jeszcze bardziej atrakcyjni pod względem cen na arenie międzynarodowej – zauważa Rafał Trzeciakowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju. Branży może pomóc specjalizacja, ale też rozszerzenie palety produktowej. Według firmy analitycznej Euromonitor najszybciej rosnącą kategorią produktów w Unii jest bowiem żywność przetworzona, której sprzedaż w tym roku ma osiągnąć wartość 466,8 mld euro. W 2021 r. ten rynek ma być wart już 527 mld euro. Tymczasem jeśli spojrzeć na statystyki, żywność przetworzona, której sprzedaż za granicę liczona jest razem z napojami i tytoniem, stanowiła zaledwie połowę naszego eksportu.

W specjalizacji i rozwijaniu palety produktowej polskim firmom sprzyja to, że przez lata obecności za granicą zdobyły doświadczenie. Teraz zaczynają od tego odcinać kupony – pozyskiwanie nowych odbiorców, wchodzenie na nowe rynki jest dla nich łatwiejsze i przychodzi dużo szybciej. Wreszcie doczekaliśmy się sytuacji, w której polskie przedsiębiorstwa nie tylko sprzedają w innych krajach swoje towary, ale i otwierają przyczółki, kupując lokalne firmy. Przykładem mogą być Mokate czy Maspex, który przeprowadził już 10 akwizycji za granicą.

Co prawda w ubiegłym tygodniu Holendrzy zgłosili do unijnego systemu szybkiego informowania o żywności i paszach (RASFF, z ang. Rapid Alert System for Food and Feed) pochodzące z Polski jajka z salmonellą, ale zaufanie do naszej żywności rośnie, co jest m.in. efektem wyraźnego spadku liczby zgłoszeń naszych produktów do tego systemu. W 2015 r. było ich 126, o 22 mniej niż rok wcześniej. Najczęściej pochodziły z takich krajów, jak: Czechy, Dania, Francja, Niemcy czy Słowacja. Należą one do największych odbiorców żywności z Polski. – Odsetek kwestionowanej żywności z naszego kraju nie odbiega od średniej w UE. Żywność wytwarzana w Europie, w tym u nas, uchodzi za najbezpieczniejszą na świecie. Nie jest możliwe, aby przy setkach milionów produktów i kilkunastu tysiącach przedsiębiorców nie dochodziło do błędów – podkreśla Andrzej Gantner. 

>>> Czytaj też: Resort rolnictwa: Polski eksport żywności może wzrosnąć do 25 mld euro

Ostrożnie ze zmianą przepisów

DR DOBRAWA BIADUN - radca prawny, ekspertka od ochrony zdrowia, departament dialogu społecznego i stosunków pracy w Konfederacji Lewiatan

Zagrożeniem dla polskiego eksportu mogą być planowane zmiany przepisów. Przewiduje się m.in. powołanie Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności, która ma przejąć zadania trzech inspekcji podległych ministrowi rolnictwa i rozwoju wsi (Inspekcji Weterynaryjnej, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych) oraz zadania Państwowej Inspekcji Sanitarnej i Inspekcji Handlowej, w zakresie urzędowej kontroli żywności. Co do zasady, przynajmniej w pierwszym okresie funkcjonowania w jej skład powinny wchodzić pracownicy wszystkich łączonych instytucji, po to, by wspólnie przeprowadzać kontrolę i uczyć się od siebie nawzajem. Istnieje jednak ryzyko, że tak się nie stanie, a dobór pracowników będzie przypadkowy. To może odbić się na jakości polskiej żywności. W największym stopniu zagrożone stanie się mięso, które wymaga już teraz wnikliwego sprawdzania ze względu na wysokie ryzyko wystąpienia nieprawidłowości. Powstały chaos w zasadach kontroli może być wykorzystany przeciwko naszej żywności i krajowym producentom. Może bowiem doprowadzić do rozszerzenia embarga na rodzime artykuły żywnościowe. Pamiętajmy, że obecnie 80 proc. eksportu żywności odbywa się w ramach Unii Europejskiej. Już teraz część krajów podejmuje działania mające na celu zmniejszenie naszego eksportu. Handel zagraniczny może być więc zagrożony, szczególnie że projektodawcy nie uwzględnili kompleksowego nadzoru nad warunkami produkcji i obrotu żywnością z nadzorem nad wodą do picia, będącą składnikiem żywności i wykorzystywaną w procesach produkcji oraz z nadzorem nad epidemiologią chorób zakaźnych, w szczególności nad zatruciami pokarmowymi i nosicielstwem chorób zakaźnych. Są to kompetencje ministra zdrowia i Państwowej Inspekcji Sanitarnej w obszarze zdrowia publiczne go . ⒸⓅ

Podbój świata dopiero się zaczyna

WITOLD CHOIŃSKI - prezes zarządu Związku Polskie Mięso

Przed polską żywnością – a przede wszystkim przed polskim mięsem – rysują się doskonałe perspektywy na wzrost sprzedaży za granicą. Branża wciąż widzi możliwość rozepchnięcia się na rynku europejskim, ale naprawdę perspektywiczne są przede wszystkim kraje poza Starym Kontynentem. Mowa o Chinach, Tajwanie, Indiach, Korei Południowej, Japonii, Republice Południowej Afryki. Można je nazwać najbardziej obiecującymi dla naszego przemysłu spożywczego. Warto jednak zaznaczyć, że obecnie stawiamy na nich dopiero pierwsze kroki. Co to oznacza? Przede wszystkim nawiązanie współpracy pomiędzy nadzorami weterynaryjnymi. Z tego względu inspektorzy z innych krajów przeprowadzają u nas wizyty studyjne, podczas których opiniują działalność polskiej weterynarii. Przeprowadzają także kontrole zakładów przetwórczych pod kątem spełniania wymogów danego rynku. Dla przykładu półtora tygodnia temu zakończyła się kontrola inspektorów chińskich służb weterynaryjnych, która była efektem podpisanego w czerwcu br. porozumienia między służbami obydwu krajów.

Co prawda chwilowo nasza ekspansja w Azji została powstrzymana przez wirusa ASF, czyli afrykańskiego pomoru świń, niemniej jednak to ten kontynent jest kierunkiem, który z perspektywy naszych producentów jest najbardziej przyszłościowy i rozwojowy. I chodzi nie tylko o to, że polskie firmy będą w stanie więcej sprzedać, czyli więcej zarobić; chodzi również o dywersyfikację i zdobycie rynków alternatywnych wobec tych, na których już teraz jesteśmy silni.

A silni już jesteśmy w Europie. Tutaj trafia większość naszego drobiu, wołowiny oraz wieprzowiny. Na Stary Kontynent wysyłamy głównie mięso nieprzetworzone, którego sprzedaje się teraz we Wspólnocie najwięcej. Dobrą wiadomością jest również to, że nasze mięso obecne jest tam, gdzie sprzedaje się go przede wszystkim – czyli w supermarketach i dyskontach

>>> Czytaj też:  Eksport polskiej żywności rośnie, ale import – jeszcze bardziej