Na wtorkowej konferencji prasowej Jerzy Meysztowicz, Grzegorz Furgo i Marta Golbik, odnosząc się do publikacji "Dziennika Gazety Prawnej" nt. powrotu delegacji z Londynu, zapowiedzieli złożenie w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

"Informacje o organizacji wizyty pani premier w Londynie dają pełną podstawę do takiego wniosku" - ocenił poseł Meysztowicz.

"Po raz kolejny mamy do czynienia z dramatycznym wręcz łamaniem procedur, jeżeli w ogóle takie procedury istnieją. Ta ekipa nie wyciągnęła żadnych wniosków po katastrofie smoleńskiej, po katastrofie helikoptera rządowego z premierem Millerem, czy też po katastrofie CASY" - dodał poseł Furgo.

"Jest parę pytań: gdzie było Biuro Ochrony Rządu, kto decydował o tym, że ten samolot jest tak mocno przeciążony" - mówił Furgo. Jak podkreślił, ekipa rządząca "traktuje transport powietrzny jak taksówki, nie zwracając w ogóle uwagi na procedury bezpieczeństwa".

Z kolei posłanka Golbik pytała, ile takich sytuacji, w których do takiego zagrożenia dochodziło, zdarzyło się wcześniej. "Nie wiemy również, kto podjął decyzję o połączeniu tych lotów i dlaczego ta osoba nie była w stanie podjąć decyzji o tym, żeby te loty rozłączyć" - zaznaczyła.

W poniedziałek "Dziennik Gazeta Prawna" opublikował artykuł dotyczący powrotu w ubiegłym tygodniu polskiej delegacji rządowej z wizyty w Londynie, gdzie odbyły się polsko-brytyjskie konsultacje pod przewodnictwem premierów: Beaty Szydło i Theresy May.

Jak napisał "DGP" wojskowa CASA, którą do Londynu przylecieli dziennikarze, miała odlecieć do kraju sześć godzin później niż rządowy embraer, którym podróżowała delegacja. Dziennik pisze, iż okazało się, że dziennikarze mają wracać embraerem i wówczas na pokładzie tego samolotu znalazło się najpierw więcej osób niż było miejsc, samolot był źle wyważony.

Kempa powiedziała w poniedziałek PAP, że "+cywilna+ instrukcja HEAD nie została w żaden sposób złamana". "Jest to dokument niejawny. W sytuacji braku samolotów mogą zdarzać się sytuacje, kiedy są decyzje, czy to lotniska, czy przewoźników, na które trzeba reagować w trakcie" - dodała.

We wtorek w radiowej Jedynce, Kempa tłumaczyła, że są dwie instrukcje: jawna i z klauzulą zastrzeżoną, o której nie może mówić publicznie. "Za każdym razem, gdy jest zapotrzebowanie na lot, muszą być układane te kwestie zgodnie z instrukcjami, to jest oczywiste, tak się stało teraz" - zaznaczyła. "Natomiast, jeśli czytam, że ktoś miał lecieć na stojąco, albo ktoś się buntował, bo nie chce wykonać polecenia pilota (...), my tej sytuacji tolerować nie będziemy i te gorzkie żale pozostawimy na boku" - powiedziała minister.(PAP)