Pozostawanie na zewnątrz tego projektu oznaczać będzie konsekwentną marginalizację Polski i stopniowe zmniejszanie wpływu rządu na kształt kluczowych polityk Unii. Chodzi nie tylko o politykę pieniężną, ale całość architektury funkcjonowania i zarządzania strefą euro, która tworzy stopniowo coraz silniejsze powiązania integracyjne państw członkowskich. Przyjęcie euro oznaczałoby udział w coraz głębszej integracji w obrębie tak pomyślanej Unii.

Polityczne ryzyko marginalizacji, nieobecności w procesie podejmowania istotnych politycznych decyzji w Unii, rośnie istotnie w kontekście brexitu, gdy równowaga pomiędzy państwami członkowskimi, które przynależą do strefy euro, i tymi poza obszarem wspólnej waluty zmienia się na niekorzyść tych ostatnich.

Grupa państw spoza strefy euro zostanie po wyjściu Wielkiej Brytanii znacznie osłabiona politycznie i ekonomicznie. Odejdzie duża gospodarka, której rola polityczna w Unii wykraczała poza jej wagę ekonomiczną. Pozostanie relatywnie mała pod względem potencjału gospodarczego zróżnicowana grupa małych i średnich krajów: państwa Europy Środkowo-Wschodniej oraz Dania i Szwecja. Są to kraje o różnej strukturze gospodarczej, odrębnych kulturach politycznych i zróżnicowanych priorytetach. Stanowi to zdecydowany kontrast ze strefą euro, która wychodzi z kryzysu wzmocniona, lepiej zorganizowana i bardziej spójna gospodarczo i politycznie.

Wiele wskazuje na to, iż Szwecja, z silnie rozwiniętą demokratyczną kulturą konsensusu, może nie potrzebować kolejnego referendum w sprawie przystąpienia do obszaru wspólnej waluty, jeśli podział sił w parlamencie umożliwi wspólną decyzję. Stworzyłoby to nową sytuację dla Danii. Najprawdopodobniej pozostanie poza strefą euro byłoby wtedy politycznie trudne do utrzymania.

Co więcej, brexit przyczynił się do zwiększenia apetytu na wzmocnienie jedności strefy. Rezultatem jest wykluwające się przekonanie, że wraz z odejściem Wielkiej Brytanii słabnie zbieżność interesów pomiędzy strefą euro a Unią Europejską jako całością. Wzrasta przekonanie o konieczności znalezienia politycznej zgody na pogłębianie już zresztą funkcjonującej zróżnicowanej dynamiki integracji. W tym kontekście przyjęcie przez Polskę euro tworzyłoby polityczny parasol ochronny.

Grupa, w której znajduje się obecnie Polska (Czechy, Węgry, Bułgaria, Rumunia i Chorwacja), prowadzi zróżnicowaną politykę w tym zakresie i podział ten będzie się pogłębiał. W niektórych z tych państw elity polityczne demonstrują brak szacunku dla wartości europejskich oraz głęboki sceptycyzm, jeśli chodzi o przyszłość integracji europejskiej, co dodatkowo osłabia ich pozycję polityczną i możliwość kształtowania kierunków rozwoju Unii. Bez Wielkiej Brytanii grupa ta stanie się jeszcze bardziej zróżnicowana. Trzon polityczny integracji przesunie się zdecydowanie silniej w stronę obszaru wspólnej waluty. Integracja tego obszaru będzie ulegała pogłębieniu w tempie przyspieszonym. Ewentualne zabezpieczenia systemowe chroniące integralność wspólnego rynku, w tym w szczególności spójności polityk sektorowych i wspólnych mechanizmów finansowych, będą najprawdopodobniej w gestii Komisji Europejskiej, z której rząd Polski uczynił w ostatnim okresie chłopca do bicia.

Argumenty ekonomiczne przemawiające za członkostwem w strefie euro są dość dobrze rozpoznane. Euro jest przede wszystkim swoistym mechanizmem ubezpieczeniowym. Szczególnie dla gospodarki, która buduje swe mechanizmy stabilności i wzrostu. Jest, o czym w Polsce rzadko się słyszy, drugą globalną walutą. W porównaniu z krajowymi walutami niewielkich gospodarek euro charakteryzuje się mniejszą wrażliwością na ataki spekulacyjne i generalnie większą stabilnością. Gospodarkę strefy euro cechują także niższe długookresowo stopy procentowe, a także niższa inflacja.

Także na stare argumenty dotyczące niekorzystnych skutków utraty możliwości prowadzenia samodzielnej polityki pieniężnej i walutowej trzeba na pewno spojrzeć na nowo. Skutki dewaluacji zależą przede wszystkim od struktury gospodarki. Całkowity efekt dewaluacji może być nawet negatywny. Jest również oczywiste, iż konkurencyjność gospodarki to nie tylko ceny, ale przede wszystkim jakość, kwalifikacje, struktura gospodarki, produkcji, eksportu i importu.

Nieprawdziwe są również argumenty wskazujące na negatywne aspekty unii fiskalnej, do której zmierzają reformy strefy euro. Nie istnieją realnie rozważane koncepcje unii fiskalnej rozumianej w kategoriach biernego, stałego transferu środków między krajami. Unia fiskalna jest postrzegana jako instrument stabilizacji, wsparcia na pokrycie kosztów szoków, zarówno asymetrycznych, jak i szczególnie wysokich kosztów szoków symetrycznych. Unia fiskalna jest także postrzegana jako instrument dostarczający bodźców dla reform strukturalnych służących budowie konkurencyjności gospodarek, a także jako platforma dla koordynacji polityk służących zmniejszaniu dywergencji konkurencyjności gospodarek należących do obszaru wspólnej waluty. Przygotowywaniu warunków dla rozwoju unii fiskalnej sprzyjają prowadzone od lat reformy budujące równolegle mechanizmy redukujące ryzyko finansowe, nie tylko w sektorze bankowym, ale i na rynkach kapitałowych, oraz uwspólnotowienia tego ryzyka.

W Polsce jest relatywnie małe zainteresowanie mediów, a także środowisk opiniotwórczych, w tym naukowych, rozmiarem reform strefy euro od momentu wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r. Właściwie obszar wspólnej waluty został zbudowany na nowo. Powstały skuteczne mechanizmy ochronne, stabilizacyjne, powstała Unia Bankowa, której ostatni trzeci filar, europejski system ubezpieczenia depozytów, jest w trakcie konstrukcji. Polska nie wykazuje żadnego zainteresowania z trudem wywalczonymi w Parlamencie Europejskim możliwościami udziału państw bez wspólnej waluty w niektórych z tych mechanizmów. Trudno zrozumieć tego typu krótkowidztwo polityczne, szkodliwe dla polskich interesów.

I wreszcie sprawy, które w ogóle nie istnieją w debacie publicznej w Polsce ani też nie są przedmiotem zainteresowania polityków. Ten pociąg stoi dziś na innej stacji, niż stał parę lat temu, a za kolejnych kilka znajdzie się na stacji dużo bardziej odległej. Dystans instytucjonalny między Polską a strefą euro zwiększył się radykalnie. Polska będzie kiedyś przyjmowała wspólną europejską walutę na radykalnie odmiennych warunkach, niż robiły to inne państwa z rozszerzenia w 2004 r. Warunki są coraz bardziej wyrafinowane, reformy ostatnich lat stworzyły nowe instytucje, warunki, wymagania.

Strefa euro była do ostatniego kryzysu projektem niedokończonym. Mobilizacja na rzecz reform jest bezprecedensowa i ciągle trwa. Grudzień 2017 przyniesie nowy pakiet reform przygotowany przez Komisję Europejską. Nowe instytucjonalne rozwiązania w ramach obecnych traktatów będą służyły zapewnieniu, że nie będzie powtórki błędów w polityce krajów członków euro przed kryzysem. Nie będzie powtórki błędów w naprawczych programach pomocowych. Nadal będą wzmacniane mechanizmy odpornościowe i reagowania na kryzysy.

Powtarzane przez polskich polityków zaklęcia o prawdopodobnym wyjściu niektórych państw z obszaru euro świadczą o braku zrozumienia konsekwencji takiego kroku i wprowadzanych reform. Zapowiedzi polskich polityków o rozpadzie strefy euro świadczą o całkowitej alienacji i nieznajomości europejskich realiów. To smutne, ale przede wszystkim szkodzi interesom Polski. Te nierealne i oparte na fałszywych przesłankach opowieści niestety uniemożliwiają Polakom właściwą ocenę błędu politycznego, jakim jest brak planu działań na rzecz przygotowania Polski do przejęcia wspólnej waluty.

>>> Czytaj też: Skiba: Na naszym poziomie rozwoju przyjęcie euro nie jest obecnie korzystne