Po sierpniu nadwyżka wynosi niemal 5 mld zł. Chociaż górka w publicznym budżecie w każdej chwili może zamienić się w dziurę, to jest już pewne, że nie będzie ona tak głęboka, jak zakładano.

Ekonomiści od wielu miesięcy przekonują, że zamiast niemal 60 mld zł na minusie na koniec roku zobaczymy wynik nawet o połowę lepszy. A na forum Unii Europejskiej będziemy mogli się pochwalić poprawą kondycji finansów publicznych.

– W tym roku deficyt sektora może spaść nawet poniżej 2 proc. PKB i utrzymać się na tym poziomie także w 2018 r. – podkreśla Karol Pogorzelski, ekonomista ING BSK.

Jeśli uda się wypracować taki wynik, to łączna luka w finansach rządu, władz lokalnych i sektora ubezpieczeń społecznych będzie najniższa od 2007 r. Wiele zależy jednak od tego, co się stanie pod koniec roku z wydatkami. Dzisiaj, po upływie dwóch trzecich roku, ich plan jest zrealizowany w niespełna 60 proc. Z jednej strony budżet mniej dokłada do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a z drugiej – wciąż kuleją inwestycje finansowane przez państwo.

Zdaniem ekspertów powodów do zmartwień nie dostarcza za to strona dochodowa. Ministerstwo Finansów korzysta z efektów dobrej koniunktury w gospodarce i wysiłków wkładanych w uszczelnienie systemu podatkowego. Skarbówka może się pochwalić dwucyfrowym wzrostem dochodów z podatków i – co szczególnie ważne – tym, że szerokim strumieniem do budżetu płynie VAT, który stanowi najważniejsze źródło dochodów w publicznej kasie.

Co złożyło się na taki wynik?

O ponad 11 mld zł niższe od zakładanych wydatki i o ok. 13,5 mld zł wyższe dochody z podatków. Do tego jeszcze ponad 8 mld zł nieuwzględnionego w prognozach budżetowych zysku Narodowego Banku Polskiego.

Dla resortu finansów szczególnym powodem do zadowolenia może być strona dochodowa budżetu. Udało się już zrealizować 72,2 proc. tegorocznego planu. Między styczniem a sierpniem na ministerialne rachunki wpłynęło ponad 20 mld zł więcej niż rok temu o tej porze.

– Dochody już nie zaskakują tak pozytywnie, bo idą zgodnie z „trajektorią” ustaloną w poprzednich miesiącach. Widać, że uszczelnienie i szybkie tempo wzrostu gospodarczego służą budżetowi – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista ING BSK.

Dobrze wygląda najważniejsza pozycja dochodowa – podatek od towarów i usług. Z VAT udało się zebrać o 23,5 proc. więcej niż przed rokiem, co daje nominalnie ok. 20,3 mld zł. Rosną też wpływy z podatków dochodowych: z CIT o 13,3 proc. i z PIT o 8,3 proc. Wicepremier Mateusz Morawiecki uważa, że to głównie zasługa uszczelnienia systemu podatkowego oraz wysiłku, jaki skarbówka wkłada w odbudowę dochodów z danin.

– Nie zasypiamy gruszek w popiele i jesteśmy dalecy od triumfalizmu – mówi minister finansów i rozwoju. Przypomina, że szykowane są kolejne działania uszczelniające. Rząd zaakceptował już split payment – mechanizm podzielonej płatności w VAT, a wkrótce zajmie się projektem STIR, czyli koncepcją wykorzystania sektora bankowego do wyłapywania podejrzanych transakcji na rachunkach firm, które mogą być przygotowaniem do karuzeli podatkowej.

Zdaniem ekonomistów pewnym rozczarowaniem może być akcyza. Wpływy z niej rosną najmniej dynamicznie. Od stycznia do sierpnia zwiększyły się o nieco ponad 4 proc. rok do roku. MF wyjaśniało, że mniej imponujące statystyki to wynik... uszczelnienia. Przestępcy, wwożąc do kraju paliwo, często płacili akcyzę, ale za to „zarabiali” na VAT. Działania podjęte przez skarbówkę ograniczyły patologie w obrocie paliwami płynnymi, a co za tym idzie budżet nie zyskuje mocno z akcyzy, ale za to mniej traci w podatku od towarów i usług. – Druga noga podatków pośrednich, czyli VAT, rekompensuje słabą akcyzę z nawiązką – podkreśla Karol Pogorzelski.

Kondycję kasy państwa mocno wspierają też budżety gospodarstw domowych. W dwóch pierwszych kwartałach roku konsumpcja prywatna zwiększyła się o odpowiednio 4,7 i 4,9 proc. Ostatni raz rosła tak mocno pod koniec 2008 r.

Nie byłoby jednak tak dużej nadwyżki w budżecie, gdyby nie słabe wykonanie planu wydatków. Na koniec sierpnia rząd wydał 230,1 mld zł. To ledwie 59,8 proc. planu na cały rok i grubo poniżej założeń oficjalnego harmonogramu. Wydatki miały być o 11 mld zł wyższe.

To jednocześnie dobra i zła wiadomość. Dobra, bo w dużym stopniu mniejsze wydatki są pochodną dobrej koniunktury, zwłaszcza na rynku pracy. W oczy rzuca się niewielkie wykorzystanie dotacji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Przez osiem miesięcy tego roku FUS dostał 54,6 proc. kwoty zaplanowanej na cały 2017 r. To dużo mniej niż przed rokiem, wtedy plan wykonano w ponad 68 proc. FUS potrzebuje mniej pieniędzy niż w 2016 r. Do końca sierpnia przekazano mu bowiem 25,5 mld zł, o 5,8 mld zł mniej niż przed rokiem. – To efekt dobrej sytuacji na rynku pracy. Wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń sprawia, że ZUS ma większe przychody ze składki – i nie potrzebuje budżetowego wsparcia w takim zakresie, jak szacowano, pisząc ustawę budżetową – podkreśla Mateusz Sutowicz, ekonomista Banku Millennium.

Według planu na cały rok FUS miał potrzebować 46,7 mld zł z państwowej kasy. To kwota, która miała pokryć wydatki na świadczenia, które nie miałyby pokrycia w dochodach. Ale te FUS ma teraz wysokie, co potwierdza zarządzający nim Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Ściągalność składek jest lepsza, niż zakładał plan finansowy ZUS. Z najnowszych danych wynika, że przypis składki do lipca (ostatnie dane) wyniósł 98 mld zł. Wpływy z tego tytułu do funduszu były o 8 proc. wyższe niż rok temu w porównywalnym czasie. Jeśli takie tempo utrzyma się do końca roku, to zamiast 161,1 mld zł w funduszu znajdzie się 165,2 mld zł, czyli ponad 4 mld zł więcej. Zakład szacuje to nieco skromniej – na 3,7 mld zł.

Czy o tyle będzie można zmniejszyć dotację? Niekoniecznie, bo nie wiadomo, jakie będą ostatecznie finansowe skutki obniżenia wieku emerytalnego. Być może całość dodatkowych dochodów pójdzie właśnie na sfinansowanie większych wypłat emerytur.

Dane o niskich wydatkach można też potraktować jak łyżkę dziegciu w beczce budżetowego miodu. Bo stoi też za nimi słabe tempo realizacji planu wydatków majątkowych, w tym inwestycyjnych. A bez inwestycji gospodarka nie zwiększa potencjału. Ministerstwo Finansów nie podało szczegółów, ale w ciemno można zakładać, że wydatki majątkowe nie przyspieszyły jakoś radykalnie w sierpniu. A po siedmiu miesiącach ich roczny plan zrealizowano zaledwie w 19 proc.

Przedstawiciele resortu w nieoficjalnych rozmowach podkreślają, że i w tej dziedzinie „ożywienie” powinno nastąpić w najbliższych miesiącach. A pierwsze symptomy w postaci coraz większej liczby faktur spływających do MF już widać. Według Mateusza Sutowicza założenie MF nie jest pozbawione podstaw. O tym, że nadciąga inwestycyjne ożywienie, mogą świadczyć również ostatnie dane z gospodarki, np. te wskazujące na silne przyspieszenie produkcji przemysłowej.

>>> Czytaj też: Koniec ery tanich pracowników? Bloomberg: Brak rąk do pracy hamuje już rozwój polskich firm