– Cieszy mnie wyraźna przewaga zwolenników tego pomysłu – mówi Piotr Apel z Kukiz 15, który forsuje tę koncepcję od początku kadencji Sejmu. – Wyniki sondażu potwierdzają intuicję, że społeczeństwo oczekuje, by proste sprawy były załatwiane w prosty sposób, praktycznie od ręki – podkreśla Bartłomiej Wróblewski z PIS.

– Pierwszym zadaniem dla polityków, którzy chcieliby wprowadzać taką zmianę jest publiczna dyskusja o tym, czym sędziowie pokoju mieliby się zajmować, jak mieliby być wyłaniani i jaki miałby być system ich weryfikacji – podkreśla Borys Budka z PO.

Pomysł Kukiz 15 zakłada, że sędziowie pokoju mieliby rozstrzygać najdrobniejsze sprawy. Takie jak kiegdyś kolegium do spraw wykroczeń plus drobne sprawy cywilne. – Jeśli sąsiedzi sądzą się o gruszę to pewnie chcieliby zakończyć sprawę w 2-3 tygodnie a nie lata – podkreśla Piotr Apel. W tym punkcie nie ma różnicy zdań między partiami rozważającymi pomysł i resortem sprawiedliwości.

Celem takiej instytucji byłoby zarówno sprawne rozpatrywanie drobnych zatargów czy wykroczeń, jak i wzmocnienie wśród lokalnych społeczności poczucia wpływu na wymiar sprawiedliwości. Stąd pomysł zakłada aby sędziowie pokoju mieli nie tylko wykształcenie prawnicze, ale też aby byli wybierani w wyborach powszechnych.

– Taka osoba wiedząc, że w kolejnych wyborach może nie zostać wybrana, będzie starała się odzwierciedlić sprawiedliwość społeczną. Prawo ma służyć społeczeństwu a nie społeczeństwo prawu – deklaruje Piotr Apel.

Jego zdaniem kwestia łączenia wyborów na sędziego z innymi wyborami powinna być starannie przedyskutowana. Z jednej strony połączenie ich np. z elekcją do samorządów czy wyłanianiem prezydenta może zwiększyć frekwencję. Ale z drugiej rodzi ryzyko, że kandydaci będą odpytywani o polityczne sympatie, co może zmniejszyć zaufanie do nich.

Bartosz Wróblewski z PiS zwraca uwagę, że tworzenie takich sądów jako odrębnego szczebla sądownictwa może okazać się wątpliwe konstytucyjnie. Uważa, że wyjściem byłoby utworzenie specjalnych wydziałów przy najniższym szczeblu sądów. Kolejna kwestia to realne wypełnienie nie tylko postulatu szybkiego rozstrzygania spraw, ale i jakościowego. – Chodzi o to by nie była to armia ludzi wydających szybko orzeczenia, które natychmiast będą kwestionowane i od których będą odwołania – podkreśla Borys Budka. Tak było z sądami dwudziestoczterogodzinnymi. W tym celu Bartłomiej Wróblewski proponuje, aby stworzyć nieco inny model rozwiązywania sporów. Sędzia pokoju pełniłby jednoczenie rolę mediatora. – Nie powinien zadowalać się formalnym wydaniem orzeczenia, ale szukać rozwiązań, które racje obu stron będą brały pod uwagę – zauważa polityk PIS.

Kukiz 15 zakłada, że sędziowie pokoju mogliby awansować z czasem do orzekania w wyższych szczeblach sądownictwa. Staliby się więc naturalnym zapleczem rezerwy kadrowej dla sądownictwa powszechnego. ⒸⓅ