Według danych podawanych przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w pierwszym kwartale 2026 roku Rosja straciła 89 tys. żołnierzy – o około 9 tys. więcej, niż była w stanie w tym czasie zrekrutować. Dla Kremla – którego ofensywa od tygodni nie przynosi większych postępów – stanowi to poważny problem. Dlatego nasilono ukrytą mobilizację.
Pobór prowadzony jest w taki sposób, aby ograniczyć polityczną odpowiedzialność władz. W ostatnim czasie pojawiły się doniesienia o dwóch nowych mechanizmach rekrutacyjnych wprowadzanych przez Kreml.
Firmy muszą wskazać nowych poborowych
Sygnały o nowej formie mobilizacji pojawiły się w obwodzie riazańskim. Jego gubernator, Pawieł Małkow, podpisał 20 marca dekret zobowiązujący średnie i duże przedsiębiorstwa w regionie do wytypowania pracowników, którzy mają podpisać kontrakty z rosyjskim Ministerstwem Obrony (MON). Przepisy mają obowiązywać co najmniej do 20 września 2026 roku.
Zgodnie z dekretem firmy zatrudniające od 150 do 500 osób muszą wskazać od dwóch do pięciu pracowników – w zależności od wielkości przedsiębiorstwa. Jako podstawę prawną wskazano kilka dekretów federalnych podpisanych przez prezydenta Rosji Władimira Putina w październiku 2022 roku.
Do armii mogą trafić dziesiątki tysięcy studentów
Ukryta mobilizacja obejmuje nie tylko przedsiębiorstwa, ale także uczelnie wyższe. Według informacji niezależnej rosyjskiej dziennikarki Faridy Rustamowej, autorki kanału Faridaily w serwisie Telegram, minister nauki Walery Falkow przekazał na początku 2026 roku rektorom największych uczelni, że powinni wytypować 2 proc. studentów do podpisania kontraktów z rosyjskim MON.
Szacuje się, że gdyby wyłącznie uniwersytety zrealizowały wyznaczony limit, na front mogłoby trafić co najmniej 44 tys. osób. Jeśli jednak wymóg objąłby także szkoły techniczne i zawodowe, liczba ta mogłaby wzrosnąć o kolejne 76 tys.
Kreml rekrutuje do wojsk dronowych
Inna kampania rekrutacyjna w placówkach edukacyjnych trwa od grudnia 2025 roku, jednak – według Faridaily – znacząco przyspieszyła w lutym 2026 roku. Dziennikarze oceniają, że objęła już około 200 instytucji. Celem jest skłonienie studentów do podpisywania kontraktów z MON i służby w rosyjskich wojskach dronowych.
W wewnętrznych dokumentach rosyjskiego ministerstwa obrony, które trafiły do internetu za pośrednictwem stron kilku uczelni, pojawiła się liczba 78 800 osób, które mają zasilić wojska bezzałogowe w 2026 roku.
Studentom oferowany jest standardowy pakiet zachęt: świadczenia państwowe i przywileje przysługujące weteranom wojennym, możliwość przejścia z płatnych studiów na miejsca finansowane przez państwo oraz prawo powrotu na uczelnię po zakończeniu kontraktu. Niektóre szkoły wyższe proponują dodatkowe zachęty – Uniwersytet Moskiewski i Uniwersytet Petersburski oferują premie pieniężne, natomiast Moskiewski Państwowy Uniwersytet Techniczny im. Baumana zapewnia bezpłatne turnusy sanatoryjne. Kontrakty mogą podpisywać nawet studenci pierwszego roku w wieku 18–20 lat.
Studenci mający trudności w nauce znajdują się pod dodatkową presją: odmowa ma skutkować skreśleniem z listy studentów, natomiast podpisanie kontraktu oznacza anulowanie zaległości i przygotowanie indywidualnego planu nauki po powrocie z wojska.
Rosyjscy obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że zapowiadany "roczny kontrakt" nie istnieje w rosyjskim systemie prawnym. Podpisywany przez studentów dokument w praktyce nie różni się od standardowej umowy o służbę wojskową na czas nieokreślony.
Kreml chce uniknąć powszechnego poboru
W styczniu 2026 roku tempo pozyskiwania nowych żołnierzy po raz pierwszy od 2022 roku spadło poniżej poziomu strat ponoszonych na froncie. Kierownictwo rosyjskiego MON ma trudności ze znalezieniem nowych sposobów uzupełniania stanu osobowego armii i docierania do kolejnych grup potencjalnych rekrutów. Wcześniejsza metoda – czyli oferowanie wysokich jednorazowych premii za podpisanie kontraktu – straciła na skuteczności pod koniec 2025 roku.
"Wiele wskazuje na to, że Kreml będzie kontynuował regionalne, stopniowe działania mobilizacyjne o ograniczonej skali, starając się uniknąć ogłoszenia powszechnego poboru, a jednocześnie uzupełniać straty ponoszone w Ukrainie" – ocenili analitycy z Instytutu Studiów nad Wojną.