Jean-Claude Trichet, francuski ekonomista pełniący funkcję prezesa EBC w latach 2003-2011, ocenił w wywiadzie dla agencji Kyodo, że dostrzega "wiele powodów, by niepokoić się o przyszłość gospodarczą i finansową wielu najbardziej rozwiniętych krajów, a także światowej gospodarki jako takiej".

"Podsumowałby to tak: jeżeli wiele państw, ale i cała społeczność międzynarodowa nie skorygują kierunku, w jakim zmierza ich polityka finansowa i gospodarcza, jest duże prawdopodobieństwo, że znów możemy się znaleźć w sytuacji kryzysowej" - powiedział, cytowany przez agencję, szef EBC, który odgrywał jedną z kluczowych ról w przeciwdziałaniu skutkom globalnego kryzysu finansowego 2008 r, wywołanego przegrzaniem rynku kredytów hipotecznych typu subprime w USA.

Trichet, który był też prezesem Banku Francji, wyraził zaniepokojenie tym, że mimo kryzysu 2008 r. "pozwala się, by światowy dług rósł".

"Publiczny i prywatny dług globalny liczony jako procent PKB po kryzysie nadal narasta, tak jak to było przed jego wybuchem" - wskazał. Dodał, że jest to "szczególnie niepokojące", zważywszy, że poziom lewarowania finansowego był niewątpliwie główną przyczyną ogólnoświatowego kryzysu.

Trichet ostrzegł, że w razie kolejnego kryzysu rządy i banki centralne będą miały ograniczone pole manewru, ponieważ wykorzystały już swój arsenał bodźców fiskalnych i ultra luźniej polityki monetarnej. "Dlatego też kolejna recesja może być długotrwała i głęboka" - ocenił.

Za początek wielkiego światowego kryzysu finansowego uważa się 15 września 2008 roku, dzień upadku amerykańskiego banku Lehmann Brothers. Kryzys, zażegnany po kilku latach, dotknął również strefy euro, ale Polska ucierpiała w stosunkowo niewielkim stopniu.

15 września 2008 roku czwarty co do wielkości bank inwestycyjny Lehman Brothers ogłosił upadłość, po tym, jak amerykański bank centralny (Fed) nie udzielił mu oczekiwanej pomocy. Uruchomiło to lawinę.

Bezpośrednią przyczyną załamywania się funkcjonowania światowego systemu finansowego była hossa na rynku kredytów hipotecznych. Kredytów tych w poprzednich latach udzielały banki w Stanach Zjednoczonych osobom o niewystarczających możliwościach finansowych.

Do zaciągania kredytów zachęcały niskie stopy procentowe i rosnące ceny mieszkań. Jednak w 2006 i 2007 roku doszło do załamania cen na rynkach nieruchomości, co wywołało kłopoty większości banków amerykańskich. Największe banki zostały dokapitalizowane, ale nie zapobiegło to upadkowi Lehmann Brothers, który wsparcia już nie otrzymał. (PAP)

autor: Magdalena Jarco