Dla każdego kto myślał, że zakończenie kampanii przeciw Państwu Islamskiemu zakończy wojnę domową w Syrii, ostatnie kilka tygodni było twardym przebudzeniem. Daleki od wystudzenia konflikt w Syrii nasila się jeszcze bardziej, czego przejawem jest m.in. brutalny atak reżimu na obszary rebeliantów obok Damaszku (być może z użyciem broni chemicznej), ostre spięcia między siłami Izraela, Iranu i Syrii oraz krwawa i jednostronna konfrontacja pomiędzy amerykańskimi siłami powietrznymi i rosyjskimi „najemnikami”.

Wszystkie te wydarzenia pokazują znacznie więcej niż to, że w wyniku konfliktu w Syrii mamy do czynienia z katastrofą humanitarną. Otóż znacznie ważniejsze jest to, że Syria stanowi ogniwo destabilizujących trendów, które mogą przekształcić cały globalny porządek w kryzys.

Porządek ten został pierwotnie stworzony po II wonie światowej, ale jego pełny rozkwit przypada na czas po upadku ZSRR. Era po zimnej wojnie charakteryzowała się szeroko rozpowszechnionymi nadziejami, że siły porządku i cywilizacji ostatecznie pokonały agresję i bestialstwo; że demokracja stała się prawdziwie uniwersalna; że rywalizacja między wielkimi potęgami zanikła; oraz że ryzyko wybuchu wielkiej wojny stało się tak małe, jak nigdy przedtem. Prawie po trzech dekadach od upadku ZSRR wcześniejszy optymizm ustąpił miejsca ciemnym trendom, które dziś kształtują rzeczywistość w Syrii.

Zacznijmy o oczywistego stwierdzenia: Syria reprezentuje dziś zamach na ideę moralnego postępu. Ale Syria nie jest wyjątkiem. Na całym świecie długotrwałe normy prawne i etyczne są podmywane, a świat wchodzi w bardziej bezwzględną i ciemną epokę. Chiny, kawałek po kawałku, podkopują swobodę żeglugi na zachodnim Pacyfiku. Rosja złamała tabu agresywnych wojen i podbojów nie tylko na Ukrainie, ale też w innych miejscach.

Syria natomiast jest miejscem, gdzie erozja starych zasad jest najbardziej zaawansowana, a konsekwencje – najpoważniejsze. Z jednej strony stosowanie przez reżim w Syrii głodu jako broni, bomb baryłkowych oraz nielegalnej broni przeciw cywilom, a z drugiej strony niemożność lub brak woli ze strony społeczności międzynarodowej do zakończenia tego dramatu boleśnie pokazują, że osiągnięty wcześniej postęp zwija się, a ustanowione reguły są łamane. Ani administracja Baracka Obamy z fiaskiem polityki „czerwonej linii” z 2013 roku, ani administracja Donalda Trumpa z jej dyplomatycznym wycofaniem się, nie przyniosły rozwiązania tej sytuacji.

Wojna w Syrii pokazuje także drugą niepokojącą cechę dzisiejszej polityki – powrót konfliktu ideologicznego. Nie chodzi tu tylko o to, że syryjska wojna domowa to stracie pomiędzy autorytaryzmem a młodymi demokratami. Wielu Syryjczyków, którzy początkowo protestowali i walczyli z reżimem w 2011 i 2012 roku, chcąc zmiany w kierunku systemu bardziej pluralistycznego, dziś już albo nie żyje, albo ulegli radykalizacji albo zniknęli w inny sposób. Niemniej jednak syryjski konflikt odzwierciedla szersze odrodzenie się autorytaryzmu. Prezydent Bashar al-Assad stanowi najbardziej brutalny i bezwzględny przykład tego, że światowi dyktatorzy nie zostali zmieceni przez siły liberalizacji, ale zamiast tego stali się jeszcze bardziej twardsi i wytrwali w dążeniu do utrzymania władzy.

Co więcej, syryjski konflikt pokazuje, jak bardzo różnice ideologiczne znów napędzają światową politykę. Większość zachodnich demokracji naciskała, przynajmniej retorycznie, że zabijanie musi się skończyć, a Assad musi odejść. Tymczasem główne reżimy autorytarne na świecie – Chiny, Rosja i Iran – odrzucały pomysł sterowanej z zewnątrz zmiany w Syrii, oferując w zamian rozmaite formy pomocy, aby Assada utrzymać przy władzy. Rywalizacja pomiędzy demokracją a autorytaryzmem odnowiła się i nigdzie na świecie nie ujawniła się tak ostro, jak właśnie w Syrii.

Dramat syryjskiej Wschodniej Guty

więcej
Wideo

W tym samym czasie powróciła intensywna rywalizacja geopolityczna i w Syrii także znajduje się „strefa zero”. Iran oraz Izrael manewrują przy tej okazji, często z użyciem przemocy, w ramach walki regionalnej. Co bardziej uderzające, Syria stała się polem odnowionej rywalizacji pomiędzy mocarstwami – Rosją i USA. Państwa te nie tylko po prostu nie zgadzają się ws. losu Assada. Potęgi te przy pomocy sił wojskowych tworzą swoje strefy wpływów oraz zgłaszają roszczenia do przywództwa w Syrii oraz szerzej na Bliskim Wschodzie.

Rosja w szczególności wykorzystuje Syrię jako pole testowe dla zaawansowanych systemów broni i taktyki wojny hybrydowej, które później może wykorzystać w przyszłym konflikcie z Zachodem oraz stać się istotnym gracze w geopolityce Europy Wschodniej.

Od Ukrainy po Morze Południowochińskie, tarcia pomiędzy globalnymi potęgami znów stały się normą, a Syria stała się swoistym „kokpitem rywalizacji”. Wiąże się to z ostatnim sposobem, w jaki Syria pokazuje narastający kryzys globalnego porządku – chodzi o rosnące ryzyko wybuchu znacznie większego konfliktu wojskowego. W całej Eurazji ryzyko wybuchu wielkiej wojny rośnie, gdy geopolityczni rywale zbroją się, udoskonalają swoje plany wojenne oraz podżegają przeciwko sobie. Tylko w ostatnim miesiącu wojna w Syrii dostarczyła dwóch osobnych incydentów, które mogłyby posłużyć jako iskra do wybuchu konfliktu na większą skalę.

Ostatnie tarcia pomiędzy Izraelem, Iranem a siłami reżimu w Syrii, które rozpoczęły się wtargnięcia irańskiego drona na teren izraelskiej przestrzeni powietrznej oraz izraelskiej odpowiedzi w formie ataku na syryjskie siły powietrzne, mogły się przekształcić w coś znacznie poważniejszego. Gdyby izraelski F-16 zestrzelony przez syryjską obronę przeciwpowietrzną na początku lutego nie zdążył przejść przez izraelską granicę zanim jego załoga się katapultowała, potyczka w powietrzu mogła się przekształcić w walkę z użyciem wojsk lądowych.

Starcie amerykańskich sił z rosyjskimi najemnikami z ubiegłego miesiąca było jeszcze bardziej niebezpieczne. Decyzja Rosji, aby przy pomocy sił hybrydowych zaatakować bazę, w której byli obecni amerykańscy żołnierze pokazuje, jak śmiała stała się Moskwa. Amerykańska odpowiedź w formie nalotów, w wyniku których zginęło ok. 200 osób personelu rosyjskiego, pokazuje potencjał wielkiej rywalizacji potęg w Syrii, który szybko może przekształcić się w coś znacznie bardziej śmiercionośnego. Jeśli ktoś szuka dowodów na to, że era relatywnego pokoju po zakończeniu zimnej wojny kończy się, wystarczy spojrzeć na amerykańsko-rosyjską quasi-wojnę w Syrii.

Niektóre wojny są ostatecznie zapamiętywane nie poprzez pryzmat krzywdy i zniszczenia, jakie ze sobą niosą, ale przez pryzmat tego, co ujawniają o sytuacji na świecie. Po latach widzimy, że np. hiszpańska wojna domowa była nie tylko tragicznym epizodem w historii tego kraju, ale przede wszystkim pokazała naprężenie ówczesnego systemu międzynarodowego.

Dziś nasz własny system międzynarodowy rozpada się na naszych oczach. Jeśli proces ten będzie trwał dalej, to za jakiś czas kryzys w Syrii będziemy postrzegali jako zapowiedź znacznie większego chaosu, który przyjdzie później.

>>> Czytaj też: Chiny i Rosja kwestionują amerykański ład. To punkt zwrotny dla polityki zagranicznej USA [ANALIZA]