ShutterStock

Wszystkie też są efektem działań rosyjskiej propagandy, która od czasu agresji Rosji na Gruzję w 2008 roku uległa znaczącej ewolucji i nauczyła się wykorzystywać do perfekcji nowe środowisko medialne. Ulegają jej nie tylko nieświadomi internauci, ale również profesjonale media. Jak działa i czym jest współczesna rosyjska propaganda?

Na to pytanie próbują odpowiedzieć Christopher Paul i Miriam Metthews, autorzy raportu Rand Corporation pt: The Rusian „Firehose of Falsehood” Propaganda Model.

Jak wynika z ich ustaleń, choć nowy model rosyjskiej propagandy został zbudowany w oparciu o techniki z czasów sowieckich (np. wykorzystujących zjawisko „pożytecznych idiotów”, kiedy to cel propagandy postępuje zgodnie z interesami propagandysty, a przy tym nie jest tego świadomy), to dziś w pełni wykorzystuje nowoczesne środowisko informacyjne, czyli internet, media społecznościowe oraz profesjonalne i amatorskie dziennikarstwo.

Paul i Matthews nowy model rosyjskiej propagandy określają mianem „strażackiego węża nieprawdy i fałszu”. Określenie to wzięło się z połączenia cech nowego modelu. Z jednej strony rosyjska propaganda nowego typu wykorzystuje wiele kanałów i wiele przekazów jednocześnie. Z drugiej strony, rozpowszechnia półprawdy, a nawet całkowitą fikcję i kłamstwa. W efekcie odbiorca jest „zalewany” nieprawdą z wielu kanałów jednocześnie oraz sam ją dalej rozpowszechnia, nie mając świadomości, że przekazywane informacje mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Reklama

>>> Czytaj też: Ekspert: Elity zaczynają sobie zdawać sprawę z zagrożenia rosyjską propagandą

Wielość kanałów, wielość informacji i armia trolli

ShutterStock

Rosyjskie materiały propagandowe są produkowane w dużych ilościach, a następnie trafiają do wielu kanałów przekazu, takich jak radio, telewizja, Internet, sieci społecznościowe. Jednym z bardziej znanych producentów tego typu treści jest telewizja RT, znana wcześniej jako „Russia Today”. Budżet stacji wynosi ok. 300 mln dol. rocznie, co pozwala na nadawanie w wielu językach, w tym po angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku. Kanały RT cieszą się szczególną popularnością w internecie.

Nieodzownym elementem tego systemu jest sieć płatnych trolli, pracujących 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. W czasie 12-godzinnych zmian ich zadaniem jest komentowanie i angażowanie się w dyskusje, w czasie których wspierają rosyjską propagandę oraz atakują wszystko to, co jest z nią sprzeczne. Rosyjskie „trolle” umieszczają dziennie średnio 135 postów o długości co najmniej 200 znaków. Swoją aktywność prowadzą za pośrednictwem tysięcy fałszywych kont internetowych, które mają zachować pozór autentyczności.

Dzięki dużej liczbie kanałów i podobnych treści pojawiających się w przestrzeni medialnej istnieje znacznie większa szansa na to, że dany przekaz propagandowy dotrze do odbiorcy. Co więcej, zmanipulowany odbiorca jest przekonany, że docierająca do niego informacja jest prawdziwa, ponieważ pochodzi z wielu źródeł. Wrażenie to często jest wzmacniane przez postrzegane jako niezależne i prawdziwe opinie komentujących internautów, którzy w rzeczywistości mogą być płatnymi „trollami”.

>>> Polecamy: W Petersburgu podpalono budynek, gdzie mieści się "fabryka trolli"

Szybkość i reaktywność

Pierwsze wrażenie jest ważne nie tylko przy poznawaniu nowej osoby, ale też przy przyswajaniu i uwiarygodnianiu informacji. Z badań z obszaru psychologii eksperymentalnej wynika, że pierwsza wersja usłyszanej informacji, bez względu na to, czy jest prawdziwa czy nie, zachowuje niezwykle dużą żywotność w umyśle odbiorcy. Rosyjscy propagandyści opanowali i tę lekcję, dlatego produkowane przez nich wiadomości są zazwyczaj podawane w dużym tempie i z dużą częstotliwością. Jest to stosunkowo łatwe, gdyż rosyjska propaganda – w przeciwieństwie do rzetelnych mediów – nie musi potwierdzać autentyczności informacji i źródeł. Najważniejszym celem staje się szybkie rozpowszechnienie właściwej interpretacji lub informacji, która jest nieprawdą, a służy celom propagandystów.

W medialnym świecie walki o newsy, nawet te nieprawdziwe informacje rozprzestrzeniają się bardzo szybko w sieciach społecznościowych i są często podawane dalej przez media głównego nurtu. Jako przykład tego typu dezinformacji uwiarygodnianej przez inne media Paul i Matthews wskazują na fałszywe informacje z 2016 roku, kiedy to polski prezydent Andrzej Duda miał rzekomo domagać się od Ukrainy zwrotu przedwojennych terytoriów. Podobnie szybko rozeszły się fałszywe wiadomości o rzekomym przyłączeniu się bojowników Państwa Islamskiego do proukraińskich sił w Donbasie oraz o inspirowanym przez Zachód zamachu stanu w Kijowie.

>>> Zobacz też: Plan rozbioru Ukrainy: Rosja planowała inwazję na Krym już od dawna?

Fabrykowanie materiałów i źródeł

„Produkcja prawdy” w przypadku rosyjskiej propagandy ma długą tradycję. Niekiedy propagandowe treści w części opierają się na prawdziwych wydarzeniach, a tylko część informacji jest fałszywa. Często jednak informacje są całkowicie fałszywe, a skala i rozmach procesu „produkcji prawdy” mogą być zaskakujące. Jednym z takich przykładów może być wykreowanie sztucznej paniki w mediach społecznościowych w 2014 roku na podstawie fałszywej informacji o wybuchu i chemicznym skażeniu w St. Mary’s Parish w amerykańskim stanie Luizjana. Rosyjscy propagandyści, aby zasiać panikę wśród Amerykanów i uwiarygodnić informację o wybuchu, spreparowali „dowody” na podstawie niewyraźnych zdjęć zrobionych rzekomo na miejscu wydarzenia.

Zdarza się, że do produkcji fałszywych wiadomości rosyjscy propagandyści wykorzystują podstawionych aktorów, których zadaniem jest odgrywanie określonej roli. Tak było w przypadku niejakiej Victorii Schmidt, która miała odgrywać ofiarę ataku ze strony syryjskich uchodźców w Niemczech w 2016 roku.

Powszechną praktyką rosyjskiej propagandy jest także produkcja sztucznych źródeł informacji i dezinformacja związana ze źródłami autentycznymi. W tym celu propagandyści wymyślają poważnie brzmiące źródła, które podają w informacji jako prawdziwe lub cytują rzeczywiste źródła, ale przekręcając lub fałszując przekaz. Dla przykładu telewizja RT w jednym ze swoich materiałów powołała się na rzekome ustalenia realnie istniejącego blogera Eliota Higginsa, piszącego pod pseudonimem Brown Moses, jakoby za ataki chemiczne w Syrii z 21 sierpnia 2013 roku odpowiadali syryjscy rebelianci. Tymczasem z prawdziwych ustaleń Higginsa wynikało, że za ataki przy użyciu broni chemicznej odpowiada syryjski rząd Assada. Zdarzało się również, że telewizja RT cytowała fragmenty z nieistniejących książek dziennikarzy i badaczy takich, jak np. Edward Lucas czy Luke Harding.

W obliczu zalewu informacji oraz naturalnych ograniczeń poznawczych po stronie człowieka, odbiorca fałszywego i zmanipulowanego komunikatu pozostaje w dużej mierze bezbronny. Nawet jeśli zdecyduje się samodzielnie sprawdzić podawane informacje, to może natrafić na pewne elementy przekazu zgodne z rzeczywistością, dzięki czemu uzna podaną informację za prawdziwą.

Autorzy raportu Rand zwracają uwagę, że nawet jeśli informacja zostanie zdemaskowana przez odbiorcę jako fałszywa, to jej obraz pozostanie w jego umyśle, wpływając po części na jego poglądy.

>>> Polecamy: Miłosz: Dezinformacja, czyli jak Rosja mąci wodę [OPINIA]

Zaburzenie logiki i spójności przekazu

Brak przywiązania do spójnego przekazu to ostatnia wyróżniona przez autorów z Rand Corporation cecha szczególna nowego modelu rosyjskiej propagandy. W praktyce często sprowadza się to do trzech strategii propagandowych:

- różne media propagandowe nie zawsze muszą rozpowszechniać te same przekazy;
- różne kanały też niekoniecznie rozpowszechniają takie same wersje wydarzeń;
- kanały i media propagandowe nie mają problemów ze zmianą stanowiska, szczególnie wtedy, gdy poprzedni przekaz propagandowy nie do końca się sprawdził.

Przykłady stosowania tego typu strategii można odnaleźć nie tylko w rosyjskich mediach propagandowych, ale także po stronie rosyjskich polityków najwyższego szczebla. Tuż po zajęciu Krymu przez Rosję prezydent Władimir Putin zaprzeczył, jakoby słynne „zielone ludziki” pochodziły z Rosji. Później zaś otwarcie przyznał, że byli to Rosjanie.

Prawda nie zawsze zwycięża

Uwzględniając współczesne środowisko medialne oparte o sieci społecznościowe oraz ograniczenia poznawcze po stronie człowieka (np. fakt, że najbardziej utrwalaną w umyśle informacją jest pierwsza usłyszana), trudno jest w prosty sposób zwyciężyć w propagandowej wojnie informacyjnej. W czasie, gdy rzetelny dziennikarz poświęca czas i weryfikuje informacje, propagandysta może te informacje szybko i w dużych ilościach „wyprodukować” oraz puścić w medialny obieg. Nawet jeśli dziennikarzowi uda się ustalić prawdziwą wersję wydarzeń, sprostowanie fałszywego przekazu jest później bardzo utrudnione.

Paul i Matthews sugerują podjęcie dodatkowych działań, które okazują się znacznie skuteczniejsze niż samo odkręcanie nieprawdy. Chodzi np. o budowę swoistego systemu wczesnego ostrzegania. Jeśli narażona na działania propagandy grupa docelowa zostanie wcześniej uświadomiona na temat możliwości działań informacyjnych ze strony propagandystów, jej skłonność do przyjmowania propagandy spadnie. Z badań wynika, że bardzo pomocne pod tym względem jest bezpośrednie ukazanie mechanizmów działania propagandy. Dzięki temu późniejsze wrogie działania dezinformacyjne tracą walor pierwszeństwa.

Pewnie kroki w tym zakresie podjęły rządy państw UE, finansując projekt "The Disinformation Review". Serwis jest częścią europejskiej kampanii skierowanej przeciw propagandzie. W każdy czwartek autorzy serwisu publikują raport z przypadkami prokremlowskiej dezinformacji, która przebija się do globalnego obiegu medialnego. "The Disinformation Review" ukazuje też mechanizmy i anatomię rosyjskiej wojny informacyjnej.

Okazuje się również, że skuteczniejszym od odkręcania nieprawdy działaniem może być nie tyle skupianie się na samej propagandzie, ile próba realizacji celu odmiennego od celu propagandystów. Jeśli przykładowym celem działań rosyjskiej propagandy będzie osłabienie zaufania danego społeczeństwa do Sojuszu Północnoatlantyckiego, to skuteczną reakcją na poziomie walki informacyjnej będzie przekazywanie treści wzmacniających odmienną narrację, czyli promowanie solidarności w ramach NATO oraz ukazywanie siły i zobowiązań Sojuszu. W tym przypadku adresatem odpowiedzi na akt dezinformacji nie powinni być sami propagandyści, ale przede wszystkim grupa narażona na propagandę.

Wśród sugerowanych przez autorów z Rand Corporation metod walki z propagandą pojawiają się także i te klasyczne środki o bardziej technicznym charakterze. Państwo może starać się blokować czy utrudniać przepływ informacji ze strony ośrodków propagandowych, począwszy od agresywnego egzekwowania warunków umowy z dostawcą Internetu, poprzez zagłuszenie sygnału, utrudnienia techniczne i nakładanie kar, a skończywszy na bezpośrednich operacjach w cyberprzestrzeni, skierowanych wobec źródła propagandy. Wszystkie te działania zmniejszają zasięg i skuteczność celowej dezinformacji.

Pewnym sukcesem pod tym względem może pochwalić się brytyjski regulator ds. komunikacji Ofcom, który we wrześniu 2015 roku nałożył na rosyjską telewizję RT karę za podawanie fałszywych informacji ws. konfliktu w Syrii i na Ukrainie. To jednak wciąż za mało, szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę późniejsze sukcesy rosyjskiej dezinformacji.

Propagandysta zawsze będzie o krok przed ofiarą dezinformacji i rzetelnymi dziennikarzami. Nie tylko bowiem nie jest związany dziennikarskimi standardami, ale celowo je łamie, zyskując na czasie i zdobywając przewagę w medialnym uniwersum. Świadomość tego zagrożenia jest pierwszym krokiem, aby tę przewagę zniwelować.