Bartłomiej Misiewicz?
Tak, Misiewicz to był obciach.
Platforma Obywatelska miała swoich złotych chłopców – i przez nich przegrała. Dlatego mieliśmy pilnować, by żadni złoci chłopcy nie zalęgli się w PiS. A trafił się Misiewicz.
Czasem mnie trafia szlag, opadają ręce.
Dobija mnie, że kampanijny trud wielu osób, w tym mój, jest marnotrawiony. Nie po to harowałem, by teraz nasza praca była przekreślana przez niemądre wypowiedzi, głupie decyzje czy niegodne zachowania ludzi, których wtedy wokół nas nie było. Ja pamiętam, z kim pracowałem.
Wtedy byli zajęci własnymi kampaniami, teraz piastują inne stanowiska, bo taka jest decyzja władz partii.
Dlaczego pan tak mówi?
Bardzo by się nam dzisiaj przydał, ale pracuje w biznesie, zrobił MBA, urodziła mu się córeczka. Wybrał inną drogę zawodową.
Dobrze, wybrano mu tę drogę.
I wiele innych osób. A ja jestem posłem, choć – przyznaję – nie mam żadnego wpływu na PR rządu czy partii.
(śmiech) Jesteśmy w strategicznej rezerwie kadrowej. To były dwie bardzo trudne kampanie i pozwolono nam odpocząć.
To polityka, nigdy nie jest powiedziane, że jak pracujesz w kampanii, to musisz zostać nagrodzony. Była praca do zrobienia, wykonaliśmy ją i już. Fatalnie by to wyglądało, gdybym teraz chodził i płakał, że nie dano mi jakiejś posady. Nikt mi nigdy tego nie obiecywał, nie mam pretensji, nie ma tematu.
Rzecznikiem każdej partii powinna być osoba, która rozumie świat dziennikarski i chce sobie ułożyć z nim poprawne relacje.
Jest rzecznikiem partii.
To wyraz sympatii.
Siedzę u pana wygodnie na kanapie, popijam kawę i co? Mam krytykować koleżanki i kolegów z partii?
A teraz pan sobie żartuje.
Powtarzają jedno: „Nie zachowujcie się jak Platforma, nie wchodźcie w ich buty”. I tłumaczą, że ich zgubiła pycha, poczucie, że nie mają z kim przegrać, bo są lepsi i mogą więcej.
Oczywiście. Platformę wykończyło to, co wbiło się ludziom w pamięć. Wpadki wizerunkowe: Sowa i Przyjaciele, ośmiorniczki, śmiech, że tylko idiota pracuje za 6,5 tys. Bo tak to działa: PO miała na sumieniu poważne grzechy, ale do ludzi to nie trafiało. Za to poległa na sprawach wizerunkowych. I nasi sympatycy przestrzegają nas, żeby i nam woda sodowa nie uderzyła do głowy.
Chyba nie.
Większości jeszcze nie uderzyła, ale jasne, są jednostki, jak Misiewicz. Ludzi to strasznie irytowało, że młody, bez wykształcenia dostaje taką posadę. I jeszcze rozbija się po knajpach służbową limuzyną. Tacy ludzie jak Misiewicz złamali standardy, a my obiecywaliśmy ich przestrzegać.
Szczerze? To był skandal. I to jest poważniejsze, bo wizerunek wizerunkiem, lecz tu była kwestia zasad, które podeptano. To się nigdy nie powinno zdarzyć. Skończyło się mocnym cięciem, choć wcześniej był to temat numer jeden we wszystkich mediach, wałkowany bardzo długo.
Nie, bo gdyby to się trafiło Platformie, to sami byśmy ją za to rozjeżdżali.
Teraz pan koloryzuje.
Pamiętam, była przesadzona. Przykład kumoterstwa PiS – profesor ekonomii wybrana głosami Sejmu do Rady Polityki Pieniężnej. Przecież to absurd!
Jest pan przekonany, że aż tylu znajdzie? To wszystko są ludzie niekompetentni?
(śmiech) Nie wiem, mam nadzieję, że mają jakieś kompetencje.
Została osobą na eksponowanym stanowisku?
Niech za te nominacje odpowiadają ci, którzy o tym decydowali. Wie pan, że ja nie miałem na to wpływu, więc nie chcę tego komentować. Nie będę bronił nepotyzmu, ale nie znam sprawy, więc nie będę zawczasu nikogo potępiał.
Że pan Berczyński chciał sobie dodać rangi i znaczenia.
Tak się nie robi.
Każda taka wypowiedź powoduje taką reakcję jak pańska – jeśli w jednej sprawie Berczyński okazał się niewiarygodny, to może i w innych jest równie niegodny zaufania. I nawet gdyby w innych sprawach był superwiarygodny, to dał argument przeciwnikom.
Raczej nie. Widzą wpadki wizerunkowe, ale nie są one jednoznaczne z chęcią pozbycia się ministra.
Nawet jeśli ktoś się śmiał z jego przejęzyczeń, to raczej mówi, że przecież się zna, ma wielkie doświadczenie, doktorat, jest kompetentny, że dobrze pracuje. A skoro zdarzają mu się wpadki, to niech nie chodzi do telewizji, tylko robi swoje.
On ma bardzo wielu zwolenników wśród naszych wyborców, ale nawet reszta mówi, by zajął się robotą, bezpieczeństwem kraju, a swoimi wypowiedziami nie dawał powodów do ataków. Za to, że zmienia wojsko, jest chwalony, a za obronę Misiewicza czy wpadki PR-owskie krytykowany.
Przekonać Polaków, że nie jesteśmy pławiącą się w luksusie bandą cwaniaków jak poprzednia władza i że spełniamy swoje obietnice.
Spełniamy.
Ludzie się cieszą, że dostają te pieniądze, ale równie często słyszę coś takiego: „Głosowałem na was, ale nie wierzyłem, że te 500 plus nam dacie”. Kręcą z niedowierzaniem głową, że spełniliśmy to i że zrobiliśmy to tak szybko. Poza tym w Warszawie nikt nie zauważa, że pensja minimalna wzrosła do 2000 zł, a przecież jeszcze rok przed wyborami płacono ludziom po 4–5 zł za godzinę, a jak się nie podoba, to do widzenia. Tymczasem na prowincji ludzie to widzą i doceniają. W mniejszych miastach czy na wsiach ludzie mają trochę inną perspektywę. Cieszy ich na przykład, że otwieramy u nich posterunek policji, który niedawno zlikwidowano, albo ratujemy ten, który miał być zamknięty.
Zamykano je często nie dlatego, że analiza wykazywała taką konieczność, ale dlatego, że tak najprościej. Potrzeba oszczędności? Zamknijmy komisariat i załatwione. To samo było z pocztą czy połączeniami kolejowymi.
Likwidowano je, bo przeszkadzały menedżerom z Warszawy, a teraz wyborcy nam mówią, że wreszcie ktoś o nich pomyślał. Za rządów Donalda Tuska zlikwidowano dziesiątki komisariatów, zamykano poczty i wykreślano z rozkładów jazdy pociągi, bo tak było prościej.
Z pewnością nie wystarczy ani to, ani 500 plus. Gdybyśmy nie spełnili tej obietnicy, to ludzie by nas zlinczowali. Krzyczeliby, że jesteśmy bandą oszustów. A skoro zrobiliśmy, to w dniu głosowania wyborcy powiedzą nam: „Obiecaliście, więc musieliście spełnić. Spełniliście? No to rządziliście, a teraz jesteśmy kwita”.
A już na pewno nikt nie będzie wokół nas biegał z podziękowaniami. Było, minęło, teraz czas na nowe wybory i nowe wyzwania.
To czeka nas bolesna pobudka z takiego snu. Żeby Polacy na nas zagłosowali ponownie, będą potrzebowali dodatkowych działań rządu, dodatkowych pomysłów, obietnic. 500 plus już raz zaskoczyło jako obietnica w kampanii i jeśli nikt z opozycji nie będzie chciał go odebrać, to PiS nie będzie mógł go wykorzystać, chyba że jako dowód na dotrzymywanie słowa.
Na pewno nie przekłada się ona na głosy. Żeby wygrać, musimy uniknąć błędów PO i mieć przekaz pozytywny.
PiS będzie musiał skupić się na gospodarce, na poziomie życia Polaków i znaleźć odpowiedź na ich potrzeby, a te są jasne: emeryci chcą wyższych emerytur, młodzi takiej pracy, by nie musieli w poszukiwaniu jej wyjeżdżać za granicę, no i chcą mieszkań.
Bardzo wielu młodych ludzi nie stać nie tylko na mieszkanie, ale i na morderczy kredyt. To dla nich ma być Mieszkanie plus – program znacznie trudniejszy logistycznie od 500 plus, lecz o ogromnej sile.
Mógłby się nią stać, gdyby program ruszył do wyborów. I żeby nie było to kilka bloków, a kilkanaście tysięcy mieszkań. To by wszystkim pokazało, że nie tylko obiecujemy, ale jesteśmy w stanie pomóc Polakom w kupnie mieszkania.
To będzie dla tego programu kluczowy okres. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że nam się uda. Wie pan, czego od nas jeszcze ludzie chcą?
Rozbicia klik w samorządach i sądach. To ich boli, te sprawy naprawdę się pojawiają na spotkaniach z wyborcami. Oni chcą od nas zdecydowanego działania.
Ludzie pytają, kiedy wreszcie posadzimy do więzienia tych wszystkich złodziei. Ostatnio na stacji benzynowej zaczepia mnie sprzedawca i mówi: „Tak trzymać, ale musicie ich wszystkich wyłapać i rozliczyć! Tyle nakradli, tyle nakombinowali, nie może tak być, że im odpuszczacie!”. I takie głosy słyszę regularnie.
Że inni nam zarzucają, że łamiemy konstytucję, a my jesteśmy praworządni, musimy się trzymać reguł. Najpierw trzeba zebrać dowody, które obronią się przed sądem.
To im odpowiadam, że to nie jest takie proste, bo w czasie poprzednich rządów afery nie polegały na tym, że kradli tak, że ktoś komuś wyrywał torebkę w biały dzień na oczach 30 świadków, tylko że wyprowadzano pieniądze za pomocą wyrafinowanych metod i robili to ludzie na swój sposób cwani. Ściganie takich przestępstw jest trudniejsze i musi potrwać.
Ludowa sprawiedliwość występuje przy rewolucjach. Wtedy szybko wieszają na szubienicach, nie patrząc na pomyłki.
Chcieli porządku, uczciwości i żeby nie było tak, jak było, czyli odwrotnie, niż chciała pani Agnieszka Holland.
Wie pan, bardzo wielu działaczy PiS, część naszych wyborców też, powtarza, że media, które nas tak mocno krytykują, szybko zapomniały o tym, co działo się za Platformy.
Zawsze mnie ten dowcip śmieszył.
W tak dużej ekipie zawsze znajdą się różni ludzie, także i ci, którzy szybko zatracili miarę. Sądzę jednak, że naszym problemem nie jest kompletne oderwanie od realiów, tylko fatalne błędy komunikacyjne, choć ja rozumiem, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą...
A my tymczasem bohatersko zwalczamy problemy, które sami stworzyliśmy. Jesteśmy jak socjalizm z definicji Stefana Kisielewskiego. Mówię to półżartem, bo faktycznie często rozwiązujemy problemy, które sami tworzymy.
Nie mamy na sumieniu żadnych gigantycznych afer, nie było korupcji, decyzji, które naraziłyby państwo na straty. Wszystko, co mamy do odrobienia, to porażki wizerunkowe, wpadki i skandaliki, które łatwo są zapamiętywane przez opinię publiczną i traktowane albo jako przejaw arogancji, albo jako obciach. I zgadzam się, że takie rzeczy przyćmiewają znacznie większe sukcesy.
To się nigdy nie powinno zdarzyć, bo dla wielu ludzi to był moment, kiedy mogli powiedzieć: „Patrzcie, ten PiS jest obciachowy”.
Estetyczna, społeczna, polityczna również, bo wszystko jest polityką. My przez lata mieliśmy przyklejoną łatkę partii obciachowej. Udało nam się ją odkleić, a nawet w kampanii wyborczej 2015 r. przekonać Polaków, że obciachowi są Bronisław Komorowski i PO. Dlatego dziś nie możemy pomagać w ponownym stygmatyzowaniu nas. Tym bardziej że przećwiczyliśmy to w latach 2005–2007, kiedy wyniki gospodarcze były bardzo dobre, nie mieliśmy jakichś gigantycznych skandali, ale pokonało nas poczucie, że PiS to obciach. Pamięta pan hasło Platformy „Rządzi PiS, a Polakom wstyd”?
Ono padło na podatny grunt. I boję się powtórzenia sytuacji – będziemy dobrze rządzić, nie wpakujemy się w wielkie afery korupcyjne, ale drobnymi wpadkami, głupimi wypowiedziami i nominacjami ludzie się od nas odwrócą. I mówię to jako przestrogę, bo jeszcze możemy tego uniknąć.
Jedyne, co w tym dobrego, to fakt, że to się nie dzieje w kampanii. Przecież gdyby takie rzeczy działy się w kampanii, to nigdy byśmy jej nie wygrali.
Nie, dlaczego? Jeśli nie mam na coś wpływu, to przecież nie będę z tym walczył, nie będę walił głową w mur, bo sobie ją tylko rozwalę.
Patrzę z troską, czasem z nutą żalu, że marnujemy społeczną energię, poparcie i kampanijny wysiłek. Ale nie płaczę do poduszki. Robię swoje i siedzę na ławce rezerwowych. ⒸⓅ
>>> Czytaj też: Krzysztof Łapiński zostanie rzecznikiem prasowym prezydenta Andrzeja Dudy
