Organizacja ta zdecydowała się wziąć udział w dyskusji o bezwarunkowym dochodzie podstawowym (BDP), ponieważ coraz więcej krajów chce eksperymentować z tą formą wsparcia finansowego od państwa, a lewicowi politycy włączają postulat wprowadzenia BDG do swoich programów. Jak dotąd Finlandia i Kanada prowadzą dwa zakrojone na szeroką skalę pilotaże tego pomysłu, a już we wrześniu może do nich dołączyć także Holandia. Co więcej, BDP jest także badany niezależnie od państw w ramach prywatnych eksperymentów.

Piękno BDP polega na tym, że realizuje socjalistyczny ideał eliminacji skrajnego ubóstwa, ale może się podobać także libertarianom, którzy życzyliby sobie zmniejszenia roli państwa w redystrybucji bogactwa. Część pomysłów na BDP idzie po „socjalistycznej linii”, np. te w Ontario w Kanadzie, gdzie suma dochodu wypłacanego danemu obywatelowi jest zmniejszona o 50 proc. tego, co zarabia. Inne pomysły na BDP są z kolei bardziej libertariańskie w duchu, jak np. w Finlandii, gdzie przyjęto założenie, aby każdemu płacić po równo. Wciąż nie jest jasne, czy BDP zmniejszy lęk o utratę pracy czy też zachęci ludzi o porzucania swoich zajęć. Eksperymenty nie mówią także nic pewnego o tym, jaki system wynagrodzeń jest preferowany bardziej.

OECD także nie odpowiada na te pytania. Celem organizacji było natomiast sprawdzenie, czy różne kraje rozwinięte mogą podołać wprowadzeniu BDP.

OECD przyjęła zestaw prostych założeń, które nie są realizowane w żadnym z prowadzonych eksperymentów. Mianowicie przyjęto, że BDP jest opodatkowany, a kwota dochodu po opodatkowaniu powinna być równa minimalnemu wynagrodzeniu, lub co najmniej równa temu, co otrzymuje osoba bez dochodów w ramach istniejącego systemu socjalnego. Przy czym istniejące dodatki mieszkaniowe oraz pomoc rzeczowa zostają zachowane. Tak samo emeryci utrzymują swoje emerytury. Natomiast likwidacji ulegają wszystkie ulgi podatkowe, aby dzięki nim sfinansować BDP.

To bardzo przejrzyste założenia, OECD przetestowało je w czterech krajach: w Finlandii, Francji, we Włoszech oraz w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że pod względem ekonomicznym wprowadzenie BDP jest do zrealizowania w trzech branych pod uwagę państwach.

Reklama

W wielu rozwiniętych krajach, szczególnie na południu Europy, sieci zabezpieczenia społecznego są zaprojektowane w skandaliczny sposób. W Grecji, we Włoszech, w Portugalii i Hiszpanii więcej transferów socjalnych trafia do 20 proc. najbogatszych obywateli niż do 20 proc. najbiedniejszych.

Częściowo wynika to z faktu, że nie wszystkie programy mają na celu redukcję biedy. Co więcej, sieci systemów wsparcia socjalnego są skomplikowane, więc biedniejsi ludzie często nie potrafią skorzystać ze swoich uprawnień. Do tego dochodzi jeszcze dziedzictwo politycznych decyzji, z których przez dekady korzystały różne grupy interesu. I właśnie w tych krajach, gdzie system nie działa zbyt dobrze, bezwarunkowy dochód podstawowy może ulepszyć go w kierunku większej sprawiedliwości, a co więcej, może również zwiększyć oszczędności w państwowej kasie. To przypadek Włoch, gdzie prawie 80 proc. osób z niższych grup dochodowych skorzystałoby na zastąpieniu obecnego systemu systemem bezwarunkowego dochodu podstawowego. Dodatkowo system BDP kosztowałby mniej niż obecny system wsparcia społecznego.

Oprócz kształtu systemu transferów socjalnych, liczy się także hojność systemu. Dlatego też symulacje OECD są już mniej oczywiste np. w Finlandii, gdzie wprowadzenie BDP co prawda dałoby jakieś oszczędności, ale już liczba osób, których sytuacja uległaby poprawie, nie byłaby tak wysoka jak we Włoszech. Podobnie byłoby we Francji, gdzie aby pokryć koszt wprowadzenia BDP, trzeba by było podnieść podatek dochodowy o 2 proc., a stopa ubóstwa zwiększyłaby się względem sytuacji w ramach obecnego systemu.

Natomiast w czwartym badanym kraju – Wielkiej Brytanii, gdzie system transferów socjalnych jest hojny i dobrze zaprojektowany, projekt BDP w założeniach OECD zdecydowanie nie sprawdziłby się (jego wprowadzenie wymagałoby 25-proc. podwyżki podatku oraz zwiększyłoby stopę ubóstwa o ok. 50 proc.).

Skala BDP, którą OECD założyło w swoich obliczeniach, może być wielkim rozczarowaniem. To ok. 158 euro miesięcznie we Włoszech, czyli ok. 21 proc. tego, co jest określane jako granica ubóstwa. Jednocześnie to połowa oficjalnego poziomu ubóstwa w Finlandii i Francji. Życie za 158 euro miesięcznie to prawdziwe wyzwanie, więc jeśli ktoś traktuje BDP jako ubezpieczenie na wypadek dalszej automatyzacji pracy, to rozwiązanie to sprawdziłoby się tylko w odniesieniu do najgorzej wykwalifikowanych pracowników.

Dodatkowo w wielu krajach likwidacja zwolnień podatkowych, aby sfinansować BDP, byłaby politycznie nie do przeprowadzenia. Na przykład Francuzi musieliby zrezygnować nie tylko z dodatku na wynajęcie pomocy domowej, z czego niewiele osób korzysta, ale przede wszystkim musieliby zrezygnować z ulg związanych z kosztami edukacji czy opieki pielęgniarskiej. Trudno sobie wyobrazić, aby większość kasy średniej zgodziła się na taki krok w zamian za małą sumę pieniędzy, której wysokość zostałaby dodatkowo obniżona podatkami.

Poza tym ci biedni, którzy “zasługują” na pomoc, otrzymują dziś większe transfery socjalne niż wyniósłby BDP. Zatem choć wiele rządów doceniłoby uproszczenie systemu, to taki krok spowodowałby gniew społeczny, na co niewielu polityków może sobie pozwolić.

Niemniej jednak, nie można lekceważyć jednego z wniosków, który płynie z obliczeń OECD – że na wprowadzeniu bezwarunkowego dochodu podstawowego skorzystałyby najbardziej te państwa, które są postrzegane jako najmniej zdolne do sfinansowania takiego projektu. Reformowanie dysfunkcyjnego systemu bezpieczeństwa socjalnego, jaki występuje na południu Europy, to istny labirynt, w którym zgubiło się wielu polityków. Zatem ktoś, kto spróbowałby przeciąć węzeł gordyjski za pomocą BDP, może odnieść większy sukces wyborczy niż obecni politycy są w stanie to sobie wyobrazić.