Prezes Jacek Kurski w swoim stylu przypomniał widzom TVP swój własny film „Nocna zmiana” o kulisach odwołania rządu Jana Olszewskiego. Nachalność (sześć emisji w ciągu dwóch dni) i bezwstydny serwilizm Kurskiego (projekcję opatrzono komentarzem wyłącznie przedstawicieli jedynie słusznej opcji) nie powinny jednak przesłaniać tego, że „Nocna zmiana” to dobry film. A na dodatek jeden z najlepszych kluczy do zrozumienia mentalności rządzącego dziś Polską obozu.

Na początek przypomnienie dla tych, którzy jakimś cudem nie wiedzą, o co chodzi. Ten trwający nieco ponad godzinę film relacjonuje wydarzenia z gorącej politycznej wiosny 1992 r. Głównym bohaterem i „białym kapeluszem” jest tu rząd Jana Olszewskiego, który z braku stałej sejmowej większości znajduje się w fazie permanentnego kryzysu. Jednocześnie ten sam rząd stawia sobie bardzo ambitne i kontrowersyjne zadanie: chce przeprowadzić lustrację najważniejszych polityków w państwie. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (kierowanym przez Antoniego Macierewicza) powstaje specjalna komórka młodych „pistoletów” przeczesujących archiwa służb specjalnych PRL.

Wypadki gwałtownie przyspieszają, gdy poseł Janusz Korwin-Mikke zgłasza wniosek, by Macierewicz nie czekał z prezentacją znalezisk swojej grupy do jesieni (jak pierwotnie planowano), tylko żeby ujawnił je w trybie natychmiastowym. Wniosek niespodziewanie przechodzi i bomba zegarowa zaczyna tykać. Przeciwnicy takiej formuły lustracji (a może i lustracji w ogóle?) jednoczą siły wokół prezydenta Lecha Wałęsy. W zapomnienie idą dawne swary i urazy z czasów wojny na górze. Godziny rządu Olszewskiego są policzone.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU „DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ”