Prezydent Andrzej Duda dla DGP: Dla mnie weryfikacja SN przez prokuratora generalnego jest nie do przyjęcia

Ten tekst przeczytasz w 15 minut
26 września 2017, 20:15
Andrzej Duda
Andrzej Duda/PAP
W pierwszym wywiadzie po przedstawieniu projektów ustaw o KRS oraz Sądzie Najwyższym prezydent Andrzej Duda mówi Piotrowi Zarembie, dlaczego nie zgadza się na weryfikację SN przez prokuratora generalnego oraz czy jest gotowy do zgłoszenia ponownego weta.

Proponowałem, aby przy wyborze KRS, jeśli nie zostanie uzyskana większość trzech piątych, decydował prezydent. Wobec wątpliwości konstytucyjnych i braku większości w Sejmie do nowelizacji konstytucji w tym zakresie zaproponowałem nowe rozwiązanie. Teraz drugą fazą miałyby być wybory, w których każdy poseł mógłby głosować na jednego kandydata. To spowoduje, że w KRS przewagę będą mieli sędziowie popierani przez sejmową większość, ale będą i tacy, których poprą posłowie opozycji. W odpowiedzi PiS chce, aby w drugim etapie decydował większością trzech piątych Senat. Tam klub PiS ma taką większość. W efekcie spór sprowadza się do pytania, czy obóz rządowy ma wybierać wszystkich 15 członków KRS.

Zapewne PiS wolałby odwołanie całego Sądu Najwyższego. Ja się na to nie godzę. Dla mnie weryfikacja Sądu Najwyższego przez prokuratora generalnego jest nie do przyjęcia, bo to rozwiązanie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i logiką.

Niektórzy ludzie próbują wytworzyć takie wrażenie. Szkodząc tyleż mnie, co Prawu i Sprawiedliwości. Różnimy się co do metod, ale nie co do celów. Zmiana musi być głęboka, ale nie musi być rewolucyjna. Nieprzypadkowo ja zawsze byłem w PiS politykiem umiarkowanym.

Nie zgodzę się, aby Krajowa Rada Sądownictwa była wybrana w całości głosami jednej tylko partii. To jedno zastrzeżenie.

To proszę mi wskazać punkt w programie PiS, gdzie zapowiadaliśmy wygaszenie całego Sądu Najwyższego. Albo wybór wszystkich 15 członków KRS głosami samego PiS. To ja nawiązuję do programu PiS – pomysłem skargi nadzwyczajnej czy zamiarem wprowadzenia ławników do Sądu Najwyższego. To są zmiany prospołeczne. Jeśli ktoś ma do mnie pretensje za pewien umiar, to odpowiem: dlatego właśnie Polacy wybrali mnie na prezydenta. Nie dlatego, że chciałem dzielić, a dlatego, że chciałem łączyć. Oni chcą dobrej zmiany, nie dobrej rewolucji.

Zawsze będą politycy krytykujący prezydenta. Mam wrażenie, że działam w zgodzie z wolą Polaków. Szukam kompromisu, to jest zadanie prezydenta jako arbitra. Chcę jak najlepiej tę rolę wypełniać. Wierzę, że reforma zostanie przeprowadzona; i ja, i środowisko PiS jesteśmy odpowiedzialni i potrafimy dojść do porozumienia.

Platforma dała pokaz bojkotowania prezydenta, nie przychodząc na konsultacje. Pan Petru przyszedł i powiedział, że nie zgadza się na pomysł zmiany konstytucji, z którego ostatecznie sam zrezygnowałem i zaproponowałem inny, wcześniej już przygotowany.

Przedstawiłem propozycje głębokich zmian. Przeciwnicy zmian jakichkolwiek to widzą, więc tego poprzeć nie chcą. Zarazem w niektórych punktach jestem mniej radykalny niż autorzy ustaw, które zawetowałem. Ale ja przypominam: sięgnąłem do korzeni, czyli wyborczego programu PiS. Stąd instytucja skargi nadzwyczajnej. Ona ma zapewnić ludziom większe poczucie sprawiedliwości. Może być ostatnią deską ratunku dla podsądnych, którzy czują się skrzywdzeni niesprawiedliwymi wyrokami.

A co do innych moich propozycji: duża część sędziów Sądu Najwyższego będzie musiała odejść na emeryturę. To załatwia w moim przekonaniu problem tych, którzy kiedyś należeli i sądzili w imieniu PZPR. I w Sądzie tym pojawi się, w związku z powołaniem dwóch nowych izb: Dyscyplinarnej oraz Kontroli Nadzwyczajnej, wielu nowych ludzi. To będzie przewietrzenie tego Sądu, zarazem mieszczące się w granicach konstytucji.

Ja krytycznie oceniałem obecną Krajową Radę Sądownictwa. To przedstawiciele społeczeństwa powinni ją wybierać, tak jest zresztą w wielu krajach, tu akurat autorzy poprzedniej reformy mieli rację. Takimi przedstawicielami narodu są posłowie. Ja tylko chcę wykluczyć sytuację, kiedy wszystkich 15 pochodzących z wyboru członków KRS wybiera jedna i ta sama partia, mająca większość w Sejmie. Stąd pomysł wyłaniania ich większością trzech piątych – to pozwoli uwolnić sędziów wprowadzonych do KRS od partyjnej łatki.

Krajowa Rada stała się reprezentacją sędziowskiej elity. Tam się na ogół spotykało prezesów sądów. Posłowie, wybierając nowych członków, mogą jej zapewnić większą reprezentatywność. Na dokładkę ja proponuję, aby kandydatów mogli zgłaszać obywatele. Może się okazać, że do KRS wejdą prawnicy naprawdę wspierani przez ludzi. Wymiar sprawiedliwości może stać się bardziej społeczny.

Ja wierzę w to, że PiS ten projekt zaakceptuje.

Niczego takiego nie mówię. Sprzeciwiam się tylko takiemu oto rozwiązaniu, że najpierw arbitralnie usuwamy Sąd Najwyższy, a potem prokurator generalny decyduje, kogo w nim pozostawić. Wizja sędziów piszących do ministra sprawiedliwości prośby, żeby ich zostawiono, to coś, co nie powinno mieć miejsca. I w oparciu o jakie obiektywne kryteria jednych ma się zostawiać, a innych nie? W oparciu o ich przekonania ideowo-polityczne? Jak ma taka weryfikacja wyglądać?

Ponad 70 proc. Polaków jest za reformą sądów. I ponad 70 proc. poparło moje weta. Ludzie reformy polegającej na bezrefleksyjnym wyrzuceniu całego Sądu Najwyższego nie chcieli.

Ale myśmy o tym nie rozmawiali – ani z prezesem Kaczyńskim, ani z nikim innym.

Proponowałem, aby przy wyborze KRS, jeśli nie zostanie uzyskana większość trzech piątych, decydował prezydent. Wobec wątpliwości konstytucyjnych i braku większości w Sejmie do nowelizacji konstytucji w tym zakresie zaproponowałem nowe rozwiązanie. Teraz drugą fazą miałyby być wybory, w których każdy poseł mógłby głosować na jednego kandydata. To spowoduje, że w KRS przewagę będą mieli sędziowie popierani przez sejmową większość, ale będą i tacy, których poprą posłowie opozycji. W odpowiedzi PiS chce, aby w drugim etapie decydował większością trzech piątych Senat. Tam klub PiS ma taką większość. W efekcie spór sprowadza się do pytania, czy obóz rządowy ma wybierać wszystkich 15 członków KRS.

Zapewne PiS wolałby odwołanie całego Sądu Najwyższego. Ja się na to nie godzę. Dla mnie weryfikacja Sądu Najwyższego przez prokuratora generalnego jest nie do przyjęcia, bo to rozwiązanie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i logiką.

Niektórzy ludzie próbują wytworzyć takie wrażenie. Szkodząc tyleż mnie, co Prawu i Sprawiedliwości. Różnimy się co do metod, ale nie co do celów. Zmiana musi być głęboka, ale nie musi być rewolucyjna. Nieprzypadkowo ja zawsze byłem w PiS politykiem umiarkowanym.

Nie zgodzę się, aby Krajowa Rada Sądownictwa była wybrana w całości głosami jednej tylko partii. To jedno zastrzeżenie.

To proszę mi wskazać punkt w programie PiS, gdzie zapowiadaliśmy wygaszenie całego Sądu Najwyższego. Albo wybór wszystkich 15 członków KRS głosami samego PiS. To ja nawiązuję do programu PiS – pomysłem skargi nadzwyczajnej czy zamiarem wprowadzenia ławników do Sądu Najwyższego. To są zmiany prospołeczne. Jeśli ktoś ma do mnie pretensje za pewien umiar, to odpowiem: dlatego właśnie Polacy wybrali mnie na prezydenta. Nie dlatego, że chciałem dzielić, a dlatego, że chciałem łączyć. Oni chcą dobrej zmiany, nie dobrej rewolucji.

Jestem prezydentem Rzeczypospolitej.

To jest wyzwanie dla nowej Krajowej Rady Sądownictwa. KRS będzie wyłaniać skład Izby Kontroli Nadzwyczajnej, a to ona będzie rozpatrywać skargi nadzwyczajne. Mam nadzieję, że znajdą się tam sędziowie o najwyższych kwalifikacjach i poziomie etycznym.

Od razu sprostujmy: te skargi nie będą masowe. Dlatego powierzyłem prawo składania skargi kilku instytucjom: prokuratorowi generalnemu, rzecznikowi praw obywatelskich i rzecznikowi praw dziecka...

Działających za pośrednictwem marszałka Sejmu lub Senatu. Proszę mi wierzyć, sam byłem posłem i wiem, że wyborcy przychodzą się skarżyć przede wszystkim na niesprawiedliwe sądy.

Bo mam inne uprawnienia wobec Sądu Najwyższego, łącznie z nominacją sędziów.

Na pewno określenie „kasta”, użyte zresztą przez pewną prawniczkę w pozytywnym znaczeniu, pokazuje problem. Są tam osoby, których być nie powinno. Jeśli sędziowie uważają się za nadludzi, to trzeba im przypomnieć, że nimi nie są. Przecież to jest służba zakładająca wielką władzę nad życiem ludzi. Ja zawsze powtarzam sędziom przy nominacjach: stanie przed wami człowiek, który być może raz jeden będzie w sądzie. Na podstawie tego, jak zostanie potraktowany, oceni potem cały wymiar sprawiedliwości. Jak w każdym środowisku, są wśród sędziów ludzie przyzwoici i zepsuci. Sam znam tych bardzo przyzwoitych i rzetelnych. Ale kiedy słuchałem w internecie nagrania rozmowy sędziego Sądu Najwyższego z wyraźnym wątkiem korupcyjnym, miałem mocne poczucie, że sądownictwo wymaga zmiany. Dlatego zresztą zaakceptowałem ustawę o sądach powszechnych.

Prezes sądu to funkcja administracyjna. Zwiększenie nadzoru administracyjnego ministra sprawiedliwości nad sądami nie jest żadną ingerencją w orzekanie.

Jeżeli są patologie, dlaczego o nich nie mówić? Natomiast sama kampania mogła być bardziej przemyślana. W przestrzeni publicznej podkreślano jej liczne błędy.

Naprawa wymiaru sprawiedliwości jest w interesie Polaków. Nie tylko zwolenników jednej partii. Ale od oceniania, czy taka forma finansowania kampanii jest właściwa, są odpowiednie instytucje.

Jestem z każdym, komu leży na sercu dobro Polski i Polaków.

Prezydent dlatego nie należy do żadnej partii, bo ma być prezydentem wszystkich. Nie jest jego rolą mechaniczne popieranie każdego pomysłu jednej partii. Ale ja pozostaję wierny programowi, z którym szedłem do wyborów. Zdecydowaną większość swoich wyborczych zobowiązań realizuję. Nie zapominam, skąd się wywodzę. Ale chcę zmian, które okażą się trwałe i będą przyjęte. Moim zdaniem Polacy nie chcą wyrzucenia jednego dnia całego Sądu Najwyższego i nie chcą podporządkowania KRS tylko jednej partii.

Moje drogi z rządem się nie rozjeżdżają. Są różnice zdań między mną a ministrem obrony narodowej czy ministrem sprawiedliwości, czasem także ministrem spraw zagranicznych. Zdecydowana większość tematów nas łączy. Dalsze dobre zmiany dla Polski wymagają współpracy prezydenta i rządu. Współpraca polega również na wspólnym dochodzeniu do konsensusu w wielu trudnych sprawach.

Ja chcę jak najlepiej realizować zadania najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych. To polega na swoistej opiece nad wojskiem. Bywa, że dochodzi między mną i Antonim Macierewiczem do odmiennych stanowisk. To także problem konstytucji, która nie określa jasno uprawnień w tym zakresie.

Dostrzegam na pewno ten problem i martwię się nim. Poglądy nie mogą zależeć od punktu widzenia. Należy być konsekwentnym.

Nie widzę tu na razie zmian na lepsze.

Trzeba napisać nową konstytucję, mamy teraz dobry czas, żeby to zrobić, sprzyja temu choćby atmosfera związana ze stuleciem niepodległości. Jest okazja, żeby spytać Polaków, jakiego chcą ustroju. Konstytucja z 1997 r. ma wiele niedostatków. Pokazała to nawet wstępna dyskusja nad moją reformą sądów. Okazało się, że według PiS nie mogę wyznaczyć członków KRS, o ile dojdzie do pata. A przecież jestem według innego konstytucyjnego przepisu „gwarantem ciągłości władzy państwowej”. Widzę tu sprzeczność. Te niedoskonałości warto poprawić.

Ale ja stawiam problem bardziej zasadniczo. Jeśli prezydent wybierany w wyborach powszechnych, to silniejszy, zwłaszcza o uprawnienia związane z polityką zagraniczną. Albo system kanclerski, ale wtedy prezydenta powinien wybierać parlament.

Jeśli taka będzie decyzja narodu, dlaczego nie? Muszą najpierw zatwierdzić nową konstytucję w referendum. Tylko czy Polacy to zaakceptują? Tak się składa, że wolą mieć prezydenta wybieranego przez naród, a nie przez Sejm. Skądinąd ludzie myślą, że prezydent ma potężną władzę.

O ustroju prezydenckim czy parlamentarnym ma się wypowiedzieć naród. Jak to będzie wyglądało w szczegółach? Pracujemy nad pytaniami, jeżdżąc po kraju, rozmawiając z różnymi środowiskami. Kluczowe, ustrojowe kwestie zostaną ujęte w pytania, na które Polacy odpowiedzą w referendum.

Będę przekonywał senatorów, by oddali wyborcom głos w tej sprawie. Senatorowie są wybierani w okręgach jednomandatowych, wyborcy także za to ich rozliczą podczas wyborów.

Więc niech rozstrzygną dylemat: system kanclerski albo prezydencki. Ja będę namawiał do prezydenckiego, uważam go za bardziej sprawny. Tak jak wspomniałem wcześniej, poglądy nie mogą zależeć od punktu widzenia. Ja nie będę premierem, ale jeśli naród w referendum opowie się za systemem kanclerskim, w pełni to zaakceptuję.

Niska frekwencja będzie dla mnie informacją, że Polacy nie chcą zmian w konstytucji. I trzeba ich wybór również uszanować, choć ja osobiście uważam, że powinna powstać nowa ustawa zasadnicza.

Ja nie patrzę w ogóle w ten sposób. Załatwiam sprawy państwowe. I kieruję się osobistym przekonaniem.

Nie ma żadnej wojny na górze, jest różnica w paru kwestiach. Nie mogę zrozumieć ludzi, którzy przedstawiają to jako jakiś koniec świata, ostateczną konfrontację decydującą o tym, czy będzie dobra zmiana, czy nie. Ja słucham ludzi i uważam, że ludzie to doceniają.

Powiedzmy otwarcie, mecenas Królikowski nie kierował żadnym zespołem pracującym nad moimi ustawami. Nie jest nawet doradcą prezydenta. Znałem go, zgłosił się, aby zaproponować swoje pomysły związane z Sądem Najwyższym. Był jednym z kilku prawników, każdy z nich pracował oddzielnie. Ja zebrałem ich propozycje, a potem przygotowałem ustawy z prawnikami pracującymi w mojej kancelarii.

Dziwi mnie, że nagle znalazł się w oku prokuratorskiego cyklonu. Ale nie przesądzam, czy prokuratura ma rację, czy nie, zajmując się jego rolą jako adwokata.

Frakcją prezydencką jest naród, innej nie będzie.

Ludzie opowiadają różne rzeczy. Popularni prezydenci zawsze są o to posądzani – to był przykład Aleksandra Kwaśniewskiego. Dla mnie partyjność jest zaprzeczeniem prezydentury.ⒸⓅ

Rozmawiał Piotr Zaremba

>>> Polecamy: Wygasa decyzja ws relokacji uchodźców; nowych przymusowych kwot nie będzie

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj