Naczelny Sąd Administracyjny oddalił w czwartek wnioski Gronkiewicz-Waltz w sprawie sporu kompetencyjnego między prezydentem stolicy a komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji w Warszawie. NSA uznał, że kompetencje obu organów są w istocie zbliżone, chociaż nie są tożsame. Gronkiewicz-Waltz odmawia udziału w posiedzeniach komisji; w czwartek po raz kolejny poinformowała, że "nie planuje" przed nią zeznawać.

"Ja jestem do dyspozycji - jeszcze raz powtórzę - prokuratora, nie będę (...) przed komisją weryfikacyjną wydawała się na lincz. To nie jest kwestia jakiegoś wizerunku (...). To jest kwestia naruszenia godności" - powiedziała w TVN24 prezydent Warszawy.

Pytana o to, co musiałoby się stać, by stanęła przed komisją weryfikacyjną, odpowiedziała, że mogłoby to być stwierdzenie, że w sprawie reprywatyzacji jest stroną. "Gdyby się okazało, że w orzeczeniu, które mówi, że ja jestem wyraźnie stroną - a NSA powiedziało, że jestem organem, a nie stroną - no to oczywiście wtedy można byłoby się nad tym zastanowić. Aczkolwiek strona, czyli Urząd Miasta zawsze może działać przez pełnomocników" - powiedziała Gronkiewicz-Waltz.

Reklama

Prezydent Warszawy wskazała, że dzięki wyrokowi NSA "pewne rzeczy", na których jej zależało, "zostały wyjaśnione". "Po pierwsze, że jestem organem, a nie stroną; jestem wzywana jako strona, w związku z tym pod tym względem nic się nie zmieniło. A po drugie, mimo że Patryk Jaki (szef komisji weryfikacyjnej - PAP) napisał, że jest organem administracji publicznej, wyraźnie jest (...) napisane (w orzeczeniu NSA - PAP), że jest organem administracji rządowej" - powiedziała.

"To oznacza, że nie może wkraczać w działalność samorządu" - dodała. Według Gronkiewicz-Waltz komisja "nie ma uprawnień, by ją wezwać".

>>> Czytaj też: Gramy o więcej. Cała prawda o polskim rynku pracy