Kraje bałtyckie należą do najszybciej wyludniających się państw w regionie (Łotwa, Litwa i w mniejszym stopniu także Estonia). Od 2000 roku Łotwa straciła już jedną piątą swojej populacji w wyniku zarówno bardzo niskiego tempa przyrostu naturalnego ludności, jak również emigracji z kraju głównie ludzi młodych.

Każdego dnia populacja niewielkiej Łotwy, w której na początku bieżącego roku żyło 1,95 mln mieszkańców, kurczy się o 74 osób. O ile w 2016 roku liczba ludności tego kraju zmniejszyła się tylko o 0,97 proc., to w 2917 roku spadek ten wyniesie aż 18,8 proc.

Nie jest to jedyny niepomyślny trend demograficzny w tym kraju. Równie poważny i niepokojący problem to szybkie starzenie się ludności. Już za trzynaście lat, tj. w 2030 roku, ponad jedna czwarta ludności Łotwy będzie w wieku powyżej 65 lat . Łotewscy demografowie Daunis Auers i Sergejs Gubins przewidują, że do tego czasu nieco zwiększy się tempo przyrostu naturalnego ludności, o ile zahamowany zostanie exodus ludzi młodych za granicę w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. To ostatnie trudno będzie zrealizować w biedniejszych regionach Łotwy, takich jak Latgale, gdzie miesięczny dochód na 1 mieszkańca tego regionu wynosi obecnie zaledwie 283 euro. Dla porównania, w stolicy Łotwy dochód ten wynosi 508 euro. Średnia płaca w całym kraju to 592 euro na miesiąc, a w Rydze aż 971 euro.

W biedniejszych regionach Łotwy, w tym w Latgale, jedna trzecia dochodów gospodarstw domowych pochodziła w 2015 roku z emerytur i zasiłków. Ten sam wskaźnik dla Rygi wyniósł nieco ponad jedną piątą. W regionie Latgale utrzymuje się jednocześnie najwyższa stopa bezrobocia w kraju (17,4 proc.). Ten sam wskaźnik dla całego państwa to 9,6 proc. Nie dziwi więc fakt, że z tego i innych biedniejszych regionów, ludzie masowo emigrują zarówno w ramach migracji wewnętrznych ze wsi do miast (w tym przypadku głównie do Rygi) oraz za granicę, głównie do krajów „starej” Unii Europejskiej.

>>> Czytaj też: Setki tysięcy Ukraińców to za mało. Demograficzna bomba na rynku pracy tyka

Łotwa nie jest jednak jedynym krajem bałtyckim, w którym występują niekorzystne dla gospodarki tego kraju tendencje demograficzne. Już w 2015 roku Litwa notowała najszybszy ubytek ludności w porównaniu do wszystkich krajów UE (a nie tylko w odniesieniu do krajów bałtyckich). Na początku 2016 roku liczba mieszkańców tego kraju wynosiła 2,887 mln i było ich o 32,7 tys. mniej niż w roku poprzednim. Populacja Litwy kurczy się rocznie w tempie -11,3 proc. na 1000 mieszkańców tego kraju. Ten sam wskaźnik dla Łotwy wynosi -8,7 proc., a dla Chorwacji (która pod tym względem zajmuje trzecie miejsce w całej Unii ) -8,2 proc. Dla porównania populacja takich krajów UE, jak Luksemburg czy Austria, zwiększa się co roku o odpowiednio 23.3 proc. i 14,4 proc.

Najlepsza w omawianym regionie sytuacja demograficzna występuje w Estonii, w której na początku 2017 roku żyło 1,315 mln ludzi, czyli tylko o 309 mniej niż w roku poprzednim. Jednak w tym kraju od kilku lat utrzymuje się wyższy od przyrostu naturalnego ludności wskaźnik umieralności (w 2016 roku urodziło się 14,1 tys. nowych obywateli tego kraju, a zmarło 15,4 tys. ludzi). W odróżnieniu od innych krajów bałtyckich, wskaźnik migracji jest tu pozytywny – w ubiegłym roku do Estonii przyjechało 14,8 tys. migrantów z innych krajów, a wyemigrowało 13,8 tys. mieszkańców tego kraju. Według The Human Development Report 2016/2017 populacja Estonii także będzie się jednak kurczyć i na końcu bieżącego stulecia liczba ludności tego kraju wyniesie tylko 900 tys. Wskaźnik dzietności kobiet w wieku rozrodczym, w tym relatywnie najzamożniejszym w regionie bałtyckim, wynosi tylko 1,6. Tymczasem, aby zapewnić w ciągu najbliższych kilkunastu lat reprodukcję prostą ludności tego kraju, powinien wynosić 2,1. Natomiast, aby zwiększyć liczbę mieszkańców tego kraju, w tym szczególnie „deficytowych” ludzi zdolnych do pracy, należałoby „wpuścić” do Estonii 200 tys. migrantów z innych krajów. Na to rozwiązanie nie chce się jednak zgodzić obecny rząd. Nie bez znaczenia są także antyimigranckie postawy pewnej części Estończyków. Potencjalni migranci, także nie kwapią się do osiedlania się na stałe w tym europejskim kraju, w którym , podobnie jak w Finlandii i na Węgrzech, „mówi się” trudnym, ugrofińskim językiem pochodzenia azjatyckiego i w którym trudno się zintegrować z miejscową ludnością.

>>> Polecamy: Stary Kontynent jest coraz starszy. W UE mieszka ponad 27 mln osób w wieku powyżej 80 lat [WYKRES]