Premier już mniej socjalny czy #MuremZaBeata [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
7 grudnia 2017, 11:03
Beata Szydło i Jarosław Kaczyński
Beata Szydło i Jarosław Kaczyński/PAP
Kwestia rekonstrukcji rządu z medialnej opery mydlanej zmienia się w drugi po prezydenckich wetach krytyczny punkt w tej kadencji. W PiS trwa nieuzewnętrzniony spór między politycznym mieć czy być.

Czyli między tymi, którzy obawiają się utraty własnej pozycji, a tymi, dla których pewne jest, że jeśli nie będzie dużych zmian – za chwilę trend w dobrych notowaniach zostanie odwrócony. Spór jest o to, jak ma wyglądać polityka co najmniej przez najbliższy rok. Z jednej strony jest diagnoza prezesa, że bez zmian – łącznie z wymianą premiera – rząd będzie miał kłopoty. Z drugiej obawy, że to zmiana je przyniesie. Dla sceptyków istotne jest zdanie wiernego elektoratu, który kibicuje Beacie, a nie Mateuszowi, czego świadectwem była akcja czy owacja zgotowana premier podczas obrad Zgromadzenia Narodowego. Wydaje się, że pierwszy raz w PiS w tej kadencji widać tak silne wewnętrzne napięcie. Z jednej strony zaufanie do prezesa i wyznaczanych przez niego strategii. Z drugiej wahanie czy wręcz niechęć wobec zmian ocierająca się o pytanie: „Co stałoby się, gdyby premier nie podała się do ?”. To przekłada się na pytanie, na ile działa magia Kaczyńskiego? Czy dalej większość w partii jest przekonana, że ich prezes dostrzega zagrożenia, których nie widzi szeregowy polityk PiS.

Bo ten proponując , nie proponuje zmiany architektury władzy, lecz zmianę typu premiera. Zamiana na Morawieckiego mogłaby symbolicznie oznaczać przejście od premiera socjalnego do gospodarczego. – Prezes mówi na niego brylant. Bo do czego się nie dotknie, zamienia w złoto – mówi polityk partii rządzącej. Pierwsza połowa kadencji upłynęła właściwie pod szyldem programu „Rodzina 500 plus” i obniżki wieku emerytalnego. Chociaż jest Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, credo polityki gospodarczej PiS, to sondażowe sukcesy należy łączyć z hojnymi wydatkami społecznymi.

Mateusz Morawiecki dzisiaj dość alergicznie reaguje na kolejne pomysły zwiększania nakładów budżetowych na socjal. Zaakceptował wyborcze obietnice, ale już program wypłacania raz w roku dodatku dla seniorów, który przyjął się pod nazwą , przyblokował, otoczył warunkami i  przesunął na bliżej nieokreśloną przyszłość. Argumentem dla wicepremiera jest to, że tylko w latach 2016–2017 emeryci dostaną od rządu w formie waloryzacji świadczeń i obniżki wieku emerytalnego ponad 20 mld zł. Rachunek za przyszłoroczną politykę społeczną – według jego obliczeń – opiewa na 7 5 mld zł.

Dlatego zainstalowanie wicepremiera na stanowisku szefa rządu mogłoby symbolicznie, ale też realnie zmienić jego wizerunek z wyłącznie socjalnego na rozwojowy. Zresztą na duże wydatki społeczne w budżecie nie ma już specjalnie przestrzeni, bo poprawa ściągalności podatków nie będzie trwała w nieskończoność, podobnie jak dobra koniunktura w gospodarce. Inwestycje za to są coraz bardziej palącą potrzebą. Budowa krajowych oszczędności jest piętą achillesową naszej gospodarki. Jeśli chcemy, żeby dynamiczny wzrost PKB trwał dłużej, to lepiej w  budżecie państwa wyhodować trochę tłuszczyku, który spalimy w chudszych czasach, i zapewnić sobie stabilnie pracujący motor inwestycyjny, który będzie jak znalazł, gdy apetyty konsumpcyjne Polaków osłabną.

Ale gospodarczy premier budzi obawy wśród części polityków i wyborców PiS. Właśnie z powodu odejścia od socjalu. Na razie wydaje się jednak, że mimo tych wątpliwości Jarosław Kaczyński ma większość dla swojej koncepcji w najważniejszym gremium, czyli komitecie politycznym PiS, który kandydaturę wicepremiera ma zatwierdzić. Współpracownicy Mateusza Morawieckiego są gotowi do przeprowadzki w Aleje Ujazdowskie. Ale nie można wykluczyć, że ta kandydatura napotka opór. Jeśli będzie on poważny i prezes będzie musiał ustąpić, to będzie miał dwa rozwiązania. Pierwsze – zostawić obecną premier, co w praktyce oznacza przyznanie się do porażki własnej koncepcji. Drugie – przejąć samemu stery rządu.

Jak wynika z informacji DGP, po tym jak komitet polityczny PiS zatwierdzi kandydaturę Mateusza Morawieckiego na premiera, szybko ma dojść do zmian. Prawdopodobnie zastąpi on Beatę Szydło już w poniedziałek. Ale na początku zmiana dotyczyłaby tylko jego i ewentualnie jego dotychczasowych resortów. Na roszady w pozostałych ministerstwach i przygotowanie całościowej koncepcji nowy szef rządu miałby mieć dwa miesiące. ⒸⓅ

>>> Czytaj też: Szydło: "Nie jesteśmy rządem elit". Opozycja "wywołuje awantury w kraju i zagranicą"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj