Niemieckie media: Flagi USA płoną, a Rosja wraca na Bliski Wschód

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 grudnia 2017, 10:21
Bliski Wschód
Bliski Wschód/ShutterStock
Obie największe niemieckie gazety opiniotwórcze, "Sueddeutsche Zeitung" i "Frankfurter Allgemeine Zeitung", ostrzegają we wtorek przed wzrostem wpływów Rosji na Bliskim Wschodzie, będącym konsekwencją utraty przez USA władzy i prestiżu w tej części świata.

"Władimir Putin podróżuje po Bliskim Wschodzie. Prezydent Rosji odwiedził najpierw bazę lotniczą w Syrii, gdzie zapowiedział - po raz kolejny - częściowe wycofanie swoich oddziałów" - pisze Paul-Anton Krueger w "SZ". Następnie Putin spotkał się w Kairze z prezydentem Abd el-Fatahem es-Sisim, z którym nie tylko dobił targu w sprawie elektrowni atomowej, lecz także omówił kwestię korzystania przez Rosję z egipskich lotnisk wojskowych.

"Od dawna krążą spekulacje o większym zaangażowaniu Moskwy w Libii po stronie faworyzowanego przez Egipt mocnego człowieka, generała Chalify Haftara" - dodaje.

"W Bejrucie, Ammanie i na obszarach palestyńskich płoną amerykańskie flagi; Putin przyjeżdża w momencie, gdy upadek Ameryki w tej części świata jest tak widoczny, jak nigdy przedtem" - ocenia komentator. Prezydent Donald Trump zrezygnował - zdaniem publicysty - z wiodącej roli USA. "Nie widać amerykańskiej strategii ani dla Iraku, ani dla Syrii czy Jemenu" - pisze Krueger dodając, że niedawną decyzją w sprawie Jerozolimy Trump "pogorszył, jeśli nie definitywnie pogrzebał" szanse na proces pokojowy.

Z europejskiego punktu widzenia odwrót USA z Bliskiego Wschodu "musi napawać niepokojem, tym bardziej, że w próżnię wchodzi Rosja i w coraz większym stopniu także Chiny" - ostrzega Krueger.

Jego zdaniem powinna pokusić się o własną niezależną politykę na Bliskim Wschodzie. Taka polityka, aby była skuteczna, nie może się ograniczać do współpracy gospodarczej i pomocy dla krajów rozwijających się - tłumaczy autor komentarza. Potrzebna jest "twarda siła" - zaznacza Krueger. Jak dodaje, konieczność posługiwania się wojskiem udowodnił Putin interweniując w Syrii. Wpływy Iranu w Iraku, Syrii i Libanie są też wynikiem działań szyickich milicji - twierdzi komentator.

"Kto uważa, że można mieć wpływy Bliskim Wschodzie nie sięgając po czynnik militarny, ten przeżyje niejedno rozczarowanie" - konkluduje Krueger na łamach "SZ".

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze, że chociaż wojna w Syrii jest daleka od zakończenia, to Putin ma bez wątpienia powody do świętowania. Podczas podroży po Bliskim Wschodzie, która zaprowadziła go do Egiptu i Turcji, prezydent Rosji "zbiera owoce interwencji w Syrii" - stwierdza autor. "Ameryka straciła i wpływy i prestiż na Bliskim Wschodzie, a Rosja umacnia się na południowo-wschodniej rubieży NATO" - ostrzega "FAZ".

>>> Czytaj też: Szeremietiew: Mamy nieodpowiednią strategię obronną. Konflikt wojenny jest prawdopodobny [WYWIAD]

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj