W przeddzień wyjazdu ludzie ci spotkali się w poniedziałek w ambasadzie RP w Kijowie, która organizuje ich podróż. Do Brukseli pojadą w towarzystwie polskiego ambasadora Jana Piekły. „Nie jedziemy szukać tam litości czy współczucia. Chcemy od eurodeputowanych konkretnych działań, by nasi bliscy odzyskali wolność” – mówili.

Wśród poszukujących jest syn, który od czterech lat bezskutecznie oczekuje na wiadomości o zaginionej w Donbasie matce, są żony wziętych do niewoli żołnierzy oraz ojciec porwanego na Białorusi i znajdującego się w areszcie w Rosji 19-letniego Pawła Hryba.

Matka Witalija Kowalczuka z Winnicy zaginęła w Donbasie w pierwszych miesiącach konfliktu z separatystami w 2014 roku. Witalij był wtedy żołnierzem ukraińskiej armii, który został schwytany przez separatystów. W ich niewoli spędził 45 dni.

Reklama

„Gdy byłem tam przetrzymywany, mama pojechała do Donbasu, żeby mnie odnaleźć. Ja zostałem wymieniony, a ona przepadła. Od tego czasu nie możemy ustalić, gdzie się znajduje i kto ją więzi. Pod koniec 2014 roku jej nazwisko było jeszcze na listach jeńców. Potem nie mieliśmy już żadnych informacji na jej temat” – powiedział Witalij PAP.

Wiktoria Pantiuszenko z Białej Cerkwi poszukuje męża Bohdana, który przetrzymywany jest w Doniecku, od ponad trzech lat. Trafił do niewoli jako oficer wojsk pancernych. „Nie mamy z nim kontaktu prócz listów, które przekazuje przez Czerwony Krzyż raz na trzy miesiące. Walczę o jego odzyskanie najlepiej, jak umiem. Nasze władze mówią, że klucze do uwolnienia naszych żołnierzy znajdują się na Kremlu. Jedziemy więc do Europy, żeby za jej pośrednictwem wzmóc naciski na Rosję” – mówi w rozmowie z PAP.

Od 450 dni czeka na powrót męża Wiktoria Iwanczuk z Chmielnickiego z dwoma córkami w wieku szkolnym. „Serhij jest w niewoli w ŁRL (separatystycznej Ługańskiej Republice Ludowej – PAP). Od 2017 roku nie mieliśmy z nim żadnego kontaktu. O tym, że żyje, wiemy tylko z nagrań z przesłuchań, które separatyści umieszczają w internecie” – opowiedziała PAP.

Ambasador Polski na Ukrainie Jan Piekło podkreślił, że wyjazd rodzin ukraińskich jeńców do Brukseli ma przypomnieć, że w kraju, w którym pracuje, trwa wojna, łącząca się m.in. z takimi tragediami.

„Ich historie są przejmujące i to ważne, by opowiedzieli o tym w Parlamencie Europejskim i w siedzibie NATO, dokąd też zostali zaproszeni. To jest coś, o czym Europa powinna wiedzieć i nie możemy o tym zapomnieć, bo jeżeli zapomnimy, to może nas czekać los, który spotkał nas, Polskę, w 1939 roku” – powiedział PAP.

Inicjatorką wyjazdu jest Monika Andruszewska, mieszkająca w Kijowie polska dziennikarka, współpracowniczka Tygodnika Powszechnego, która angażuje się również w pomoc dotkniętym konfliktem na wschodzie Ukrainy.

„Pracując w strefie konfliktu spotykałam się z rodzinami żołnierzy, którzy trafili do niewoli; szukały one wszelkich sposobów, żeby wydostać swoich bliskich. Uznałam, że polska ambasada w Kijowie może pomóc w rozpowszechnieniu wiedzy o nich w Europie i stąd pomysł tego wyjazdu, który – wszystko na to wskazuje – będzie pomyślny” – wyjaśniła PAP.

Rodziny ukraińskich jeńców zostały zaproszone do Brukseli przez europosłów PiS Annę Fotygę i Kosmę Złotowskiego. W środę wezmą tam udział w konferencji „Ludzki koszt rosyjskiej agresji na Ukrainie. Świadectwa uprowadzeń, tortur i morderstw”.

W grudniu ub. roku szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyl Hrycak oświadczył, że od początku działań wojennych w Donbasie zaginęło 403 obywateli jego kraju. Wśród nich jest 123 przedstawicieli służb mundurowych. Przedstawiciele ukraińskich władz szacują, że w niewoli u separatystów znajduje się ponad 100 osób.