Wspólną walutę trzeba sprzedać jak produkt

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 lutego 2009, 14:18
Kampania informacyjna poprzedzająca wprowadzenie euro powinna rozprawić się z negatywnymi mitami i pokazać korzyści, jakie ze zmiany czekają Polaków - twierdzą specjaliści od strategii reklamowych i marketingu. Ale nie wiadomo, kiedy kampania ruszy.

Na razie nie wiadomo, ile kosztować będzie kampania informacyjna, kto ją wymyśli i jak przeprowadzi. Na Słowacji, która wprowadziła euro z początkiem 2009 roku, nad kampanią informacyjną pracował komitet roboczy ds. komunikacji, któremu przewodniczył Narodowy Bank Słowacji. Kampanię opracował we współpracy m.in. z Ministerstwem Finansów, przedsiębiorcami, mediami, władzami lokalnymi i organizacjami samorządowymi. Czy podobnie będzie w Polsce?

- Niebawem powstanie grupa ds. strategii informacyjnej, której pracę nadzorować będzie najprawdopodobniej UKIE. To ona wypracuje odpowiednią strategię, która z kolei stanie się częścią narodowego planu przyjęcia euro - mówi Ludwik Kotecki, pełnomocnik rządu ds. euro.

Nie wiadomo też na razie, ile pieniędzy przeznaczy Polska na te działania. Statystyki unijne dotyczące kampanii informacyjnych w krajach, które już wspólną walutę wprowadziły, mówią, że średni koszt takiej kampanii na jednego mieszkańca wynosi około jednego euro. Słowacja na swoją kampanię wydała 180 mln koron (110 mln dał rząd słowacki, resztę NBS), co po przeliczeniu na złotówki po ubiegłorocznym kursie słowackiej waluty daje blisko 25 mln zł. Na jednego Słowaka przypada więc około 4,6 zł.

- Uważam, że budżet takiej kampanii w Polsce powinien wahać się między 10 a 20 mln zł, a działania powinny być nastawione głównie na wykorzystanie telewizji, medium o największym zasięgu i największej sile oddziaływania - mówi GP Jakub Bierzyński, prezes Omnicom Media Group, jednej z największych na polskim rynku grupy domów mediowych.

Zdaniem Krzysztofa Najdera, prezesa firmy Stratosfera, specjalizującej się w strategiach marek, trzeba zbadać, czego Polacy boją się w związku ze zmianą waluty.

- Gdy szykuje się duża zmiana, o której ludzie mało wiedzą, to są do niej negatywnie nastawieni. A w przypadku euro mamy jednak sporo informacji negatywnych i niepokojących. Trzeba ich skutki zminimalizować, pokazując, jak wejście do euro przełoży się bezpośrednio na korzyści dla każdego obywatela. Euro trzeba sprzedać jak produkt - dodaje Krzysztof Najder.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj