Uratowanie chłopców z Tajlandii to cud. Prof. Góralczyk: "Jak większość ludzi Zachodu, ja bym tego nie przeżył"

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 lipca 2018, 15:00
Tajlandia
Tajlandia/ShutterStock
Całe to wydarzenie jest niezwykłe, powiedziałbym: hollywoodzkie. Bo jak wytłumaczyć to, że po tym, jak wyciągnięto ostatnią osobę, padły pompy wysysające wodę i całe jaskinie zostały zalane? Cud - mówi prof. Bogdan Góralczyk, politolog, sinolog, obecnie dyrektor Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.

Jestem przekonany, że – podobnie jak większość ludzi Zachodu – bym nie przeżył. To, co zaszło w tych jaskiniach, od początku do końca było wydarzeniem ekstremalnym. Zwłaszcza przez pierwszych dziewięć dni, zanim nie odnaleziono zaginionych: uwięzieni nie wiedzieli przecież, czy ktokolwiek ruszy im na pomoc, czy mają choćby cień szansy na przeżycie. Nadzieja pojawiła się dopiero potem, ale oni potrafili przetrwać ten czas, nie gubiąc człowieczeństwa i zdrowych zmysłów. Tych chłopców uratowały medytacja, dyscyplina i wiara buddyjska. Potrafili się wyłączyć mentalnie z tego, co się działo, przejść myślami w inny świat, odejść w odmienny stan świadomości, próbując doświadczyć uczucia nirwany. Ja sam nie medytuję, ale wiem, jak to działa na ludzi. Dlatego jestem przekonany, że mimo przeżycia takiego koszmaru, to wydarzenie nie będzie zapewne miało większych niekorzystnych skutków na zdrowie psychiczne tych młodych ludzi. Ale jeszcze raz powtórzę – ja bym tego nie przeżył. Inna sprawa, że bym tam nie wszedł. Raz, że za ciasno. Dwa, że wiszą tabliczki z ostrzeżeniami, aby tego nie robić w porze deszczowej.

Tego jeszcze nikt nie wie. Lipiec to na tych terenach okres pory deszczowej, która trwa aż do listopada. Gdy przychodzi tropikalna ulewa, jaskinie są całkiem pozalewane, pojawiają się wodospady, wchodzenie tam to samobójstwo. Nie chcę spekulować, co spowodowało, że ci młodzi ludzie podjęli takie ryzyko. Trener namówił chłopaków, czy może to oni namówili jego? Chcieli pozwiedzać, nie zdawali sobie sprawy z ryzyka, czy może było to wyzwanie rzucone losowi? Wiadomo tylko, że planowali tę wyprawę od dawna, mieli ze sobą niewielkie racje żywnościowe, co zresztą pozwoliło im przetrwać.

Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj