Obóz rządowy spodziewał się wniosku Komisji Europejskiej do TSUE. – Organizacja wymiaru sprawiedliwości jest kompetencją państw członkowskich. Nie podzielam argumentów KE, zgadzam się ze stanowiskiem rządu – mówi wiceszef Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha. Ale wypowiedzi polityków PiS pokazują, że nie ma pewności, co się stanie, jeśli TSUE zgodnie z sugestią Komisji szybko zgodzi się na środek zabezpieczający. To oznaczałoby żądanie przywrócenia do orzekania sędziów odesłanych w stan spoczynku i zaniechanie konkursu na wakaty po nich.

– Moim zdaniem nie ma podstaw do stosowania środków zabezpieczających, ale to są rozstrzygnięcia, jakie będzie podejmował TSUE i na pewno Polska będzie w tym postępowaniu aktywna – mówi wiceszef Kancelarii Prezydenta. W obozie rządowym nikt na razie nie chce składać wiążących deklaracji co do reakcji na możliwe decyzje TSUE.

W PiS są na ten temat różne zdania. – TSUE nie ma prawa stosować środków zabezpieczających, nie ma o tym mowy w traktacie. Gdyby to zrobili, należałoby to ze świadomością wszelkich konsekwencji zlekceważyć. Natomiast co do wyroku będziemy się starali maksymalnie wykonywać orzeczenia, ale są pewne granice – mówi jeden z polityków PiS. Z kolei opozycja liczy, że TSUE przychyli się do zdania Komisji i jego interwencja okaże się skuteczna. – Skoro można ustawy uchwalać w ciągu jednej nocy, to można szybko wdrożyć takie zabezpieczenie. Nie ma rzeczy, których nie da się naprawić, najszybciej i najprościej można to uczynić, przyjmując przepisy w parlamencie – mówi wiceszef PO Borys Budka.

W PiS zapanowało wyczekiwane. – Decyzja będzie należała do prezesa. Jeśli zostałby postawiony pod ścianą przez TSUE za tydzień, to zapewne pójdzie na totalną konfrontację, licząc, że pomoże mu to wygrać wybory samorządowe. Jeśli orzeczenie nie nastąpi szybko, to PiS będzie się zastanawiał, jak postąpić – ocenia politolog prof. Antoni Dudek.

Komisja podważa przepisy dotyczące obniżenia wieku przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku. Kwestionuje rozwiązanie, zgodnie z którym ci sędziowie, którzy mimo osiągnięcia 65. roku życia chcą nadal orzekać, muszą uzyskać zgodę prezydenta. Podkreślono, że w ustawie o SN zabrakło jasnych kryteriów, którymi powinien się kierować prezydent, podejmując taką decyzję. Komisji nie podoba się też to, że rozstrzygnięcie co do dalszych losów zawodowych sędziów SN podjęte przez głowę państwa nie podlega sądowej kontroli. To wszystko powoduje, że, zdaniem strony skarżącej, ustawa o SN narusza zasadę nieusuwalności sędziów, więc jest niezgodna z prawem UE.

Komisja zwróciła się też do TSUE z wnioskiem o zastosowanie środków tymczasowych, co, jak głosi komunikat, miałoby doprowadzić do „przywrócenia w polskim Sądzie Najwyższym stanu sprzed 3 kwietnia 2018 r. (data wejścia w życie spornej ustawy – red.)”. Z komunikatu nie wynika wprost, na czym miałoby to zabezpieczenie polegać, ale, jak udało nam się ustalić, KE ma żądać od TSUE, aby ten nakazał powrót do orzekania wszystkich sędziów, którzy zostali odesłani w stan spoczynku sporną ustawą (do tej grupy należy też Małgorzata Gersdorf, której strona rządząca nie uznaje za I prezes SN). Komisja chce również wstrzymania procesu obsadzania SN nowymi sędziami. Ten zakaz miałby dotyczyć procedury konkursowej wszczętej na miejsca, które powstały po odesłaniu sędziów SN w stan spoczynku. Wniosek o zabezpieczenie nie odnosi się natomiast do procedury zmierzającej do obsadzenia nowo utworzonej w SN Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych ani do czwartkowej decyzji prezydenta o powołaniu do drugiej, nowej Izby Dyscyplinarnej 10 sędziów.

Zadowoleni z decyzji KE są przedstawiciele stowarzyszeń sędziowskich. Beata Morawiec, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”, mówi, że nie wyobraża sobie, aby rządzący zignorowali decyzje, jakie podejmie TSUE. – Mam nadzieję, że władza jest w stanie przewidywać konsekwencje swoich działań i jest świadoma tego, że niestosowanie się do orzeczeń europejskiego trybunału będzie pierwszym krokiem do polexitu – zauważa. Zadowolenia nie kryje również Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, który liczy na to, że skarga KE zostanie rozpatrzona wyjątkowo szybko, a więc w ciągu pięciu–sześciu miesięcy.

Choć KE nie kwestionuje powołania dwóch nowych izb w SN, to nie będzie obojętna dla procesu ich obsadzania. A to dlatego, że, jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, dziś Naczelny Sąd Administracyjny ma podjąć decyzję w sprawie wniosków o udzielenie zabezpieczenia. Te pojawiły się w związku z odwołaniami, jakie złożyli do NSA ci, którzy bezskutecznie starali się o miejsce w Izbie Dyscyplinarnej lub Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Ich zdaniem procedura wyboru kandydatów jest nieważna, m.in. dlatego, że obwieszczenie prezydenta o wolnych miejscach w SN nie miało kontrasygnaty premiera, a powinno. W odwołaniach padają też argumenty o niekonstytucyjnym obsadzeniu organu, który wybiera kandydatów na sędziów, a więc Krajowej Rady Sądownictwa. W uzasadnieniu skargi KE również ma się pojawiać wątek upolitycznienia rady. – Mam nadzieję, że sędziowie NSA, którzy dziś pochylą się nad wnioskami o udzielenie zabezpieczenia, będą brali pod uwagę kontekst międzynarodowy, a więc i decyzję Komisji Europejskiej o skierowaniu skargi przeciwko Polsce. To silne argumenty – zauważa prezes Markiewicz.

Na czym więc takie zabezpieczenie, o ile zostanie udzielone, mogłoby polegać? W przypadku Izby Dyscyplinarnej, jako że prezydent, nie czekając na decyzję NSA, powołał sędziów do tej izby, już tylko na nakazie powstrzymania się przez powołane osoby od orzekania. Jeżeli natomiast chodzi o Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, zabezpieczenie może przybrać formę np. zakazania wybranym w konkursie osobom odebrania aktu powołania na urząd sędziego SN.