Polska lewica nie rozumie społeczeństwa. Tak jak Unia Wolności chciała zbudować polską chadecję według modelu niemieckiego, tak partia Razem próbuje dziś zaszczepić u nas skandynawską czy brytyjską socjaldemokrację. Jednak takie śmiałe rozwiązania pochodzą zazwyczaj z kręgów wielkomiejskiej inteligencji, która jest stosunkowo niedużą warstwą społeczną
prof. Michał Bilewicz psycholog społeczny, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami przy Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego fot. Sebastian Lutek/Wytwórnia Marzeń/Materiały prasowe / Dziennik Gazeta Prawna
Tradycyjnie rozumiana lewica stoi dziś przed poważnym zadaniem znalezienia odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób odszukać swój elektorat w społeczeństwie, w którym osoby liberalne obyczajowo reagują alergicznie na postulaty redystrybucyjne i socjalne
Co pan powie na taką tezę: gdy władzę w Polsce przejęło Prawo i Sprawiedliwość (PiS), liberalna część opinii publicznej szybko wskazała odpowiedzialnych za tę sytuację – społeczeństwo. Dlatego teraz, gdy na lewicy kiełkują nowe byty polityczne, poparcie dla nich utrzymuje się na niskim poziomie.
Tu nie chodzi o winę. Raczej o zrozumienie, jak to się dzieje, że w polskim społeczeństwie lewicowe formacje nie są w stanie przebić się przez próg wyborczy – choć jednocześnie postulaty socjalne, tradycyjnie przypisywane lewicy, realizuje z powodzeniem partia radykalnie prawicowa.
Może więc warto zacząć od pytania, czym tak naprawdę lewica powinna dzisiaj być i jaką rolę odgrywać?
To jest kluczowe pytanie. Lewica może dzisiaj działać sprawnie na niwie związków zawodowych, nie wchodząc w politykę na poziomie państwa i nie brać udziału w partyjnych grach politycznych, skupiając się na budowie struktur związkowych. Drugą opcją jest udział w partyjnej grze z myślą o wygrywaniu wyborów. Na coś trzeba się zdecydować.
Wyobraźmy sobie, że zależy jej na wygrywaniu wyborów.
Wtedy powinna wziąć pod uwagę pewne warunki brzegowe, które wyznaczają jej pole działania. Te warunki są dyktowane przez polską kulturę – zdecydowanie odmienną od tego, co znamy z państw skandynawskich, Niemiec czy Wielkiej Brytanii.
W jednej z publicznych wypowiedzi powiedział pan, że partia Razem straciła z horyzontu to, jak w rzeczywistości wygląda społeczeństwo, o którego głosy zabiega. Część lewicy nie rozumie, w jakich warunkach funkcjonuje na co dzień?
Kluczowe w tym kontekście jest to, że zarówno partie polityczne (np. Razem), jak i część lewicowych publicystów nie biorą pod uwagę elementu polskiej kultury, którym jest szczególny rodzaj indywidualizmu. Na poparcie tej tezy chciałbym wspomnieć badania holenderskiego psychologa Geerta Hofstede, który porównując w badaniach różne kraje, zwrócił uwagę na to, że w Polsce mamy wysoki poziom indywidualizmu z jednoczesnym dużym dystansem władzy.
Co to znaczy?
Dystans władzy można rozumieć jako rodzaj autorytaryzmu, który przejawia się społecznym zapotrzebowaniem na rządy silnej ręki oraz akceptacją dla społecznej hierarchii, według której jedni mają władzę, a drudzy są jej pozbawieni. W takiej konfiguracji indywidualizm dotyczy przede wszystkim wolności jednostkowych, np. wolności gospodarowania, która nie powinna być ograniczana przez państwo, i wzmacnia przekonanie, że każdy człowiek jest odpowiedzialny za siebie.
Treść całej opinii można przeczytać w piątkowym, weekendowym wydaniu DGP.

>>> Polecamy: Lewestam: Prawicy i lewicy kłopoty z logiką [FELIETON]