Jak obrabować samorządy w biały dzień? Władza dobrała się do kasy samorządu

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
7 października 2018, 14:04
Choć do wyborów usłyszymy jeszcze wiele deklaracji o planowanym rządowym wsparciu dla gmin, tak naprawdę tylko zaostrza się apetyt centrali na ich pieniądze. Polska lokalna choruje z braku funduszy.

? Wystarczy jedną ręką umiejętnie majstrować przy ustawach, które z pozoru nie mają zbyt wiele wspólnego z podatkami, a drugą ręką skrycie podbierać miliony złotych.

To nie teoria spiskowa. To rzeczywistość, o której bez wahania opowie niejeden wójt, burmistrz lub prezydent. Zwłaszcza ci z najmniejszych miejscowości. Dlaczego właśnie oni? Bo to samorządowcy działający w gminach o zaledwie kilkunastomilionowych budżetach muszą najczęściej mierzyć się z molochami, które zaciekle walczą o – jak uważają – należne im wpływy. . Najczęściej do spółek Skarbu Państwa. Ale nie tylko tam. Na finansowy zastrzyk coraz częściej mogą też liczyć ogromne firmy, które postawione pod legislacyjną ścianą, potrafią bić się o swoje. Udowodniły już nieraz, że w kryzysowych momentach mają moce przerobowe, by zasypywać sądy setkami skarg i grać na zwłokę z zapłatą podatków. A w międzyczasie, w kuluarach gabinetów, rękami lobbystów, ramię w ramię z politykami, wykuwać nowe, korzystne dla siebie prawo.

Lokalni politycy nie boją się mówić o tym głośno, bo większość z nich już wie, że ich głos, choćby dotarł do ministerialnych korytarzy, spotka się z głuchym echem obojętności i niezrozumienia. Niestety, przekonali się o tym nie raz.

Problem w tym, że przy coraz mniejszym wsparciu samorządowcy muszą finansować coraz więcej zadań. Nie ma bowiem tygodnia, by nie wchodziło w życie nowe prawo, które oznacza dla nich kolejne obowiązki, zadania, a przy tym nowe koszty. Te ostatnie są oczywiście bagatelizowane. Zwykle chodzi wszak o „zaledwie kilkanaście, kilkadziesiąt milionów złotych”.

Wystawieni do wiatru

To ostre sądy. Ale obiema rękami podpisują się pod nimi pełni rozgoryczenia skarbnicy z kilkuset gmin w Polsce, którzy nagle – po kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii – obudzili się z milionowymi dziurami w budżetach.

Przetrzebiły je wiatraki. A dokładniej – zmiana zasad ich opodatkowania. Bo chociaż śmigła kręcą się tak samo teraz, jak i kilka lat temu, to każdy ich obrót jest już mniej lub więcej wart, zależnie od obowiązujących w danym okresie przepisów. Te zmieniają się stale. Praktycznie każdego roku właściciele farm wiatrowych płacili podatek od nieruchomości w innej wysokości, na różnych zasadach. Obecnie przywrócono „stare” reguły – korzystne dla inwestorów. Oznaczają przy tym niższe wpływy do gmin.

Dla samorządowców to jak zły sen. Okazało się bowiem, że w Warszawie uchwalono prawo, które zmienia reguły podatkowej gry w trakcie roku budżetowego i to – co gorsza – z mocą wsteczną. Innymi słowy, zamiast przyciąć dochody gmin dopiero w nadchodzących latach, dać im czas na dostosowanie się i np. zmianę inwestycyjnych priorytetów, kazano im oddać pieniądze za poprzednie miesiące. Uznano bowiem, że teraz się one gminom nie należą. W sumie, według różnych szacunków (i to bynajmniej nie szacunków rządu, ten bowiem podał, że zmiany nie odbiją się na budżetach gmin), czekają je straty w dochodach rzędu od 300 mln do 500 mln zł rocznie.

Niestety, o ile z perspektywy budżetu centralnego jest to kropla w morzu, to dla wielu małych gmin wiejskich (wiatraków nie stawia się w końcu w miastach) punkt widzenia jest zgoła inny. A utracone nagle kwoty oznaczają realne problemy, jak m.in. zahamowane inwestycje. – U nas w pierwszej kolejności do odstrzału będzie walka ze smogiem, czyli przygotowywane przez nas ocieplenie szkoły i wymiana źródeł ciepła w gminnym ośrodku pomocy społecznej. To jest inwestycja wartości ok. 7 mln zł. Połowę tej kwoty będziemy pewnie musieli oddać firmie, a druga połowa, czyli unijne dofinansowanie, przepadnie – mówi Przemysław Szczepanowski, zastępca wójta w gminie Świecie nad Osą (woj. kujawsko-pomorskie, powiat grudziądzki).

W innych jednostkach samorządu terytorialnego (JST) jest podobnie. Gminy stoją przed koniecznością zaciągania kredytów, by dokończyć już rozpoczęte inwestycje. – Z trwogą myślę, jak ja ułożę budżet na przyszły rok, aby nie wpakować się w program naprawczy – mówi pewien skarbnik, prosząc o zachowanie anonimowości.

>>> Polecamy: Finisz kampanii z ukłonami wobec elektoratu. W Sejmie sypią się ustawy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj