Produkcja przemysłowa we wrześniu wzrosła w Niemczech o 0,2 proc. w stosunku do sierpnia. Prognozowano stagnację. W górę zrewidowano dane za sierpień. Miesiąc temu niemiecki urząd statystyczny ogłosił, że produkcja wtedy spadła o 0,3 proc. Teraz okazało się, że był wzrost o 0,1 proc. Wprawdzie minimalny, ale to i tak pozytywna niespodzianka.

Dzień wcześniej z Niemiec nadeszła wiadomość o tym, że zamówienia fabryczne we wrześniu wzrosły o 0,3 proc. Wprawdzie miesiąc wcześniej zanotowano wzrost aż o 2,5 proc., ale teraz oczekiwano spadku, który się nie wydarzył. Znów mamy więc niespodziankę.

Te dane nie są w stanie zasadniczo zmienić dominującego wśród analityków poglądu na sytuację w największej europejskiej gospodarce, ale psują one nieco obowiązującą od paru miesięcy narrację jej wyraźnego hamowania. To dla nas istotne, bo jeśli Niemcy wpadną w większe spowolnienie, przełoży się to na znacznie wolniejszy wzrost polskiej gospodarki.

A sygnałów osłabienia koniunktury u naszego zachodniego sąsiada wciąż nie brakuje. Na przykład sprzedaż detaliczna we wrześniu spadła o 2,6 proc. – to wynik najgorszy od czerwca 2013 r. Z opublikowanych na początku listopada badań aktywności w niemieckim sektorze przemysłowym wynika, że produkcja i zatrudnienie rosną tam coraz wolniej, a wartość zamówień pierwszy raz od 2014 r. zaczęła spadać. Indeks PMI obrazujący aktywność w całym niemieckim przemyśle jest na poziomie najniższym od maja 2016 r. PMI dla budownictwa spadł poniżej 50 pkt, co sugeruje recesję w niemieckim sektorze konstrukcyjnym.

Ale największą częścią gospodarki naszych zachodnich sąsiadów są usługi. Tam sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej, zarówno jeśli chodzi o poziom aktywności, jak i nastroje przedsiębiorców. Sytuacja z pewnością nie jest więc jednoznaczna.

Z jednej strony mamy poważne instytucje, które zapewniają, że nie ma się czym martwić. Niemiecki bank centralny Bundesbank w swoim raporcie parę tygodni temu napisał, że z jego wstępnych wyliczeń wynika, iż w III kwartale gospodarka była w stagnacji – zmiana PKB wyniosła 0 proc. Ale jednocześnie bank zapewniał, że to chwilowy przystanek i w IV kwartale znów będzie wyraźny wzrost.

Dokładnie ten sam pogląd przedstawiał niedawno szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi. „Wpadka” w III kwartale ma być związana głównie z problemami w sektorze motoryzacyjnym, który musiał ograniczyć produkcję i sprzedaż z powodu wejścia w życie nowych przepisów dotyczących norm spalania i emisji szkodliwych substancji w spalinach. Nowe przepisy weszły w życie 1 września, a spadek sprzedaży aut z tym związany widać było w całej Europie, ale w Niemczech branża motoryzacyjna ma stosunkowo duży wpływ na całą gospodarkę.

Z drugiej strony na przykład Kiel Institute prognozuje, że PKB Niemiec w III kwartale spadł o 0,3 proc. Czyli że mamy do czynienia z czymś gorszym niż tylko stagnacja. Dość wyraźnie w dół idą też prognozy dotyczące wzrostu PKB w tym i w przyszłym roku. Nikt już nie wspomina o wzroście o ponad 2 proc., chociaż jeszcze pół roku temu wydawało się, że będzie to łatwe do osiągnięcia. W tym tygodniu rada doradców ekonomicznych niemieckiego rządu dość drastycznie obniżyła swoją prognozę wzrostu PKB w tym roku z 2,3 do 1,6 proc. Prognoza na 2019 r. wynosząca wcześniej 1,8 proc. teraz mówi o tempie wzrostu tylko o 1,5 proc.

Dla nas kluczowe może okazać się to, że z prognoz wynika, iż rok 2019 nie powinien być znacząco gorszy od 2018. Jeśli gospodarka niemiecka ustabilizuje się i ponownie zacznie rosnąć, zanim w Polsce poważniej odczujemy spowolnienie u zachodnich sąsiadów, to może się okazać, że i u nas kolejny rok nie musi być wyraźnie gorszy od obecnego. ©℗