"Czym jest ten pakt? Jeśli wierzyć jego przeciwnikom, jest to +ukryty program przesiedleń dla migrantów ekonomicznych i uciekających przed biedą+, który nakładałby na Niemcy daleko idący obowiązek ich przyjmowania i zapewnienia wszystkim dostępu do systemu świadczeń społecznych" i który sprawi, że "do Niemiec setkami tysięcy będą napływać migranci" - odnotowuje w czwartek niemiecki dziennik.

Jak pisze, prawicowi populiści w Europie, w Niemczech reprezentowani przez partię AfD, zdołali "rozpowszechnić swoją skrzywioną interpretację tego dokumentu w różnych częściach Unii (Europejskiej - PAP)".

Zdaniem gazety są ku temu dwa powody. Po pierwsze - wskazuje "SZ" - niemieckie MSZ "zbyt późno rozpoznało lęki i obawy narastające w informacyjnych bańkach (w jakich żyją użytkownicy) mediów społecznościowych", co gazeta ocenia jako "poważne niedopatrzenie w czasach, gdy coraz ważniejsze jest, by nie pozostawiać objaśniania (rzeczywistości) populistycznym mącicielom".

Po drugie - pisze "SZ" - pakt "sam siebie chwali jako kamień milowy, nadając sobie ważności, której nie posiada". To "oświadczenie woli", które "w rzeczywistości nie nakłada prawnych zobowiązań na żadne zgadzające się na nie państwo"; ponadto "nie ogranicza ono, a wręcz wzmacnia +suwerenne prawo państw do samodzielnego kształtowania narodowej polityki migracyjnej+" - wskazuje gazeta. To "najmniejszy wspólny mianownik, który jest lepszy niż nic" - dodaje.

Zdaniem "SZ" nawet bez udziału niektórych państw, takich jak "USA, Australia i kraje europejskie, w których współrządzą prawicowi populiści lub w których panuje obawa przed prawicowo-populistycznymi nastrojami", pakt migracyjny to "pierwszy krok do zrozumienia, że globalne zjawisko migracji da się zarządzać tylko w sposób globalny".

Jako paradoks ocenia gazeta fakt, że zgody na pakt odmawia kilka krajów zachodnich, bo - jak wskazuje - wiele zawartych w pakcie postulatów, m.in. zobowiązanie do zapobiegania nieregularnej migracji, walki z przemytnikami i handlarzami ludźmi oraz przyjmowania z powrotem swoich obywateli (...)", uwzględniało właśnie ich interesy.

"Krytyka z prawicy dotyczy tego, że pakt kładzie nacisk na elementarne prawa tych ludzi (tj. migrantów - PAP), nawet wtedy, gdy nie uciekają przed wojną i prześladowaniem" - ocenia "SZ", pisząc, że w pakcie "nie ma nic, co w Niemczech nie było już od dawna regulowane w sposób wiążący przez prawo niemieckie lub europejskie".

Rząd Niemiec nie zajął dotąd oficjalnego stanowiska w sprawie "Globalnego porozumienia na rzecz bezpiecznej, uporządkowanej i legalnej migracji". Kanclerz Angela Merkel, przemawiając w środę podczas debaty budżetowej w Bundestagu, wyraziła zaniepokojenie wzrastającym nacjonalizmem i broniła paktu migracyjnego ONZ, krytykowanego także w jej własnej partii CDU.

We wtorek rząd Polski zdecydował, że nie poprze tego dokumentu. Wcześniej brak poparcia dla paktu migracyjnego wyraziły m.in. USA, Węgry, Austria, Bułgaria, Chorwacja i Czechy.

>>> Czytaj też: Turcja chce zerwać z NATO? Ankara musi wybrać: albo Sojusz, albo Rosja