Co dalej z siecią 5G? Prezes UKE: Do 2025 r. trzeba będzie zbudować do siedmiu razy więcej masztów [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 7 minut
4 grudnia 2018, 08:22
maszt, internet
maszt, internet/ShutterStock
Do 2025 r. trzeba będzie zbudować do siedmiu razy więcej masztów - mówi w wywiadzie Marcin Cichy, prezes UKE. 

3939898-marcin-cichy-prezes-uke.jpg
Marcin Cichy, prezes UKE fot. Jakub Szymczuk/Sila Obrazu/Materiały prasowe

Pierwsze regulacje PEM pojawiły się w Polsce w 1980 r. i do dziś obowiązują w praktycznie niezmienionej formie. 0,1 wata na metr kwadratowy to sto razy mniejsza dopuszczalna gęstość mocy nadajników niż w większości państw Unii Europejskiej. Dziś to nie tylko przeszkoda w budowie sieci5G,ale też realne zagrożenie obsługi rosnącego ruchu w istniejących sieciach LTE. Jak wynika z danych Boston Consulting Group, do 2025 r. trzeba będzie zbudować do siedmiu razy więcej masztów, niż jest dzisiaj. W perspektywie najbliższych kilku lat mamy dwa wyjścia. Pierwszym jest masowe zagęszczanie sieci radiowych z obecną mocą nadajników i tym samym wzrost kosztów inwestycji. Drugie to standaryzacja norm PEM przez Ministerstwo Cyfryzacji i Ministerstwo Środowiska do europejskiego poziomu.

Resort cyfryzacji ma świadomość wagi problemu. Sprawa wymaga porozumienia na poziomie rządu oraz środowisk samorządowych i organizacji społecznych. Wiadomo, że zagadnienia norm emisyjnych budzą różne emocje.

To pani powiedziała.

Większość krajów Unii stosuje limity na poziomie 7 albo 10 W/mkw. Oczywiście potrzebne są dokładne analizy, ale już dziś możemy podpierać się wiedzą WHO, na poziomie krajowym mamy chociażby raport Collegium Medicum i Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego. Na zlecenie Ministerstwa Cyfryzacji Instytut buduje także system do monitoringu pola elektromagnetycznego, dzięki czemu państwo ma mieć wiedzę i kontrolę nad procesami sterowania gęstością mocy nadajników przez operatorów. To powinno przyspieszyć standaryzację norm z sąsiednimi krajami.

W Unii Europejskiej tylko Włochy i Bułgaria.

To prawda. Bywa, że jesteśmy zapraszani na zebrania spółdzielni mieszkaniowych czy wspólnot, żeby mediować między nimi a operatorami.

Na budynku urzędu mamy maszt sieci komórkowej, który emituje sygnał w promieniu kilku kilometrów. Stacja bazowa promieniuje sygnał o poziomie niezależnym od czynników zewnętrznych. To nasze telefony komórkowe muszą się dostroić do mocy sygnału z nadajnika, zależnie od tego, jak daleko od masztu jesteśmy. Moc, z jaką pracuje telefon, rośnie wprost proporcjonalnie do odległości od masztu. A więc jeśli mamy gdzieś szukać negatywnego wpływu na zdrowie, to raczej w telefonie. Bo im dalej od masztu, tym więcej energii poświęca, żeby się połączyć.

Te racje trzeba mądrze wyważyć i obiektywnie prowadzić komunikację z zainteresowanymi, w tym stroną społeczną. Wszyscy operatorzy mają trudności w negocjacjach w terenie, najtrudniejsza jest sytuacja w przypadku rozwoju sieci i stawiania nowych nadajników. Przez wiele lat patrzyliśmy na telefonię komórkową wyłącznie jako na dobrodziejstwo komunikacyjne. Dziś ludzie są bardziej świadomi, zadają pytania o wpływ nowych technologii na zdrowie i trzeba znaleźć na nie odpowiedzi.

W zeszłym roku wysłaliśmy około trzech tysięcy pism do wójtów, burmistrzów, prezydentów i wojewodów z prośbą, aby wspierali rozwój infrastruktury. Jest odzew, a skoro wiele tych spraw do nas wraca, to znaczy, że problem jest poważny. Jednak normy PEM nie są jedyną przeszkodą we wprowadzaniu nowej technologii. Bez zmiany prawa telekomunikacyjnego nie możemy zacząć refarmingu, czyli przygotowania częstotliwości na 5G.

Nie szacujemy wartości pasm ad hoc. W ostatniej aukcji LTE operatorzy zdecydowali się zapłacić w sumie 9,2 mld zł, chociaż wcześniej takich kwot nie prognozowano. Tak naprawdę dopiero przetarg lub aukcja jest realną oceną tego, ile operatorzy są skłonni zapłacić za tak rzadkie i wartościowe dobro, jakim są częstotliwości radiowe. Spectrum jest dziś najważniejszym elementem przewagi konkurencyjnej na rynku telekomunikacyjnym.

Przygotowanie tych częstotliwości odbędzie się w dwóch krokach. Najpierw cztery multipleksy naziemnej telewizji cyfrowej przejdą na niższe pasmo. Kolejny etap to udostępnienie zwolnionego miejsca na usługi szerokopasmowe, poprzedzone uzgodnieniami międzynarodowymi, m.in. z Rosją, Ukrainą i Białorusią. O zaangażowanie w negocjacje z Rosją poprosiliśmy Ministerstwo Cyfryzacji. Czasu jest niewiele, a problem wykracza poza kompetencje regulatora.

W marcu br. wskazywałem, że analizujemy możliwości w pasmach 3,4–3,8 GHz i 26 GHz. To częstotliwości, które zajmują dziś operatorzy telekomunikacyjni i samorząd terytorialny. W sumie to kilkaset rezerwacji. W przeprowadzonych przez UKE konsultacjach rynkowych operatorzy potwierdzili słuszność tego podejścia. Szukamy sposobów wygospodarowania wystarczająco szerokich bloków widma radiowego.

Nie ma takiego pomysłu w UKE, żeby zabierać operatorom częstotliwości.

Nie da się zjeść ciastka i mieć je. Jeżeli chcemy zgromadzić zasoby częstotliwości niezbędne do budowy 5G w Polsce, trzeba kumulować pasmo w blokach odpowiedniej szerokości. A więc stosować refarming, który oznacza przesuwanie operatorów w inny zakres częstotliwości oraz nieprzedłużanie licencji na kolejne okresy. Mówimy o tym uczciwie, z wyprzedzeniem.

Orange i T-Mobile to firmy międzynarodowe. Budują sieć w tym samym modelu we wszystkich krajach, w których działają. Poza tym niska skłonność do współpracy to specyfika polskiego rynku. Operatorzy sobie nie ufają, wolą konkurować.

Z pewnością, ale ktoś musiałby nią zarządzać. W konsorcjach problemem jest zawsze zachowanie wpływu na proces decyzyjny, a w Polsce wszystkie cztery sieci dzielą rynek praktycznie po 25 proc.

W Polsce działa ok. 6 tys. firm telekomunikacyjnych, które regulator traktuje jednakowo. Jednak faktem jest, że największe podmioty napędzają postęp technologiczny w makroskali, co potwierdzają także zachodzące w Europie procesy konsolidacyjne. Także na poziomie unijnej legislacji pojawiają się ułatwienia dla dużych graczy, jak np. opcje dłuższego okresu rezerwacji częstotliwości.

I nie byliśmy w tym odosobnieni. Ostatecznie PE przyjął projekt kodeksu łączności przewidujący wydawanie rezerwacji na 15 lat z możliwością przedłużenia o 5 lat.

Nie można gwarantować pasma na zbyt długi okres: nie wiadomo, jak w tym czasie zmieni się rynek. Ale opcja przedłużenia daje w sumie 20 lat. To rozsądny kompromis.

W przypadku częstotliwości nie może być mowy o jednostkowych decyzjach. Do problemu trzeba podchodzić systemowo, zwłaszcza gdy w okresie trwania jednej rezerwacji operator ma okazję współpracować z kilkoma prezesami UKE.

>>> Czytaj też: Tylko jeden oferent? Przetargi pozorowane, czyli windowanie cen sprzętu w wojsku i policji

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj