Wiceminister finansów Tomasz Robaczyński odpowiadając na pytania posłów m.in. o zrównoważony budżet postulowany przez posłów Kukiz'15 zauważył, że równocześnie przedstawiciel tej partii złożył poprawki, które zwiększają wydatki.

"Jednak trzeba zawsze brać pod uwagę, że to są wszystko naczynia połączone. To znaczy trudno nie odnieść wrażenia, że jest pewna niekonsekwencja w tych głosach, które z jednej strony proponują budżet zrównoważony, czy obniżanie deficytu, równocześnie proponując poprawki na rzeczy bardzo potrzebne, ale które de facto prowadzą do zwiększania deficytu, zwiększania długu publicznego" - wyjaśnił Robaczyński.

"Od strony czysto finansowej (...), nie można mieć jednocześnie wszystkiego" - ocenił. Dodał, że to samo dotyczy też utrzymanej stawki VAT, która daje budżetowi dodatkowe 7 mld zł.

"Są głosy, aby obniżyć tę stawkę do 22 proc. równocześnie zgłaszając dalsze poprawki zwiększające wydatki budżetu państwa" - dodał.

Wiceminister apelował, by odnosząc się do kwestii deficytu sektora finansów publicznych nie porównywać Polski np. do Grecji, czy Niemiec. Według niego trudno stawiać Grecję jako wzór, zaś w przypadku Niemiec to gospodarka z PKB sześć, siedem razy większym od Polski.

"To jest nieporównywalne. Tempo rozwoju i czas rozwoju gospodarczego Niemiec i Polski zdecydowanie się różnią, co widać w sile gospodarki polskiej i niemieckiej. To, że akurat Niemcy mają nadwyżkę budżetową nie oznacza, że rzeczywiście jest to możliwe w Polsce" - powiedział.

Dodał, że w porównywalnych krajach, jak Francja, czy Hiszpania, deficyty są zdecydowanie wyższe niż w Polsce.

Odniósł się też do tezy, że Polacy ze swoich podatków finansują to, co potem wraca z UE do Polski w postaci funduszy unijnych. "Od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej saldo przepływów między Polską a Unią Europejską to jest ponad 104 mld euro na plusie. Tych środków byśmy nie mieli" - powiedział.

Ponieważ w trakcie drugiego czytania złożono poprawki, a także wnioski o odrzucenie projektu (przez PO-KO i Nowoczesną), projekt ponownie trafi do komisji finansów publicznych.

"Trzecie czytanie budżetu przewidziane jest na pierwszym posiedzeniu Sejmu w styczniu 2019 r." - powiedział PAP przewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych Andrzej Szlachta.

W imieniu klubu PiS złożył 22 poprawki. Jak wyjaśnił PAP, przewidują one przesunięcia w ramach poszczególnych części budżetowych i uszczegóławiają niektóre pozycje.

Jedna z poprawek o większych skutkach finansowych zakłada, jak poinformował poseł, przesunięcie ok. 500 tys. zł z budżetu Naczelnego Sądu Administracyjnego do Krajowej Rady Sądownictwa.

Wśród poprawek PO-KO znalazł się natomiast wniosek w sprawie zwiększenia subwencji oświatowej. Jak tłumaczyła podczas debaty Krystyna Szumilas z PO-KO, jej klub "mając na uwadze dobro polskiej edukacji i szanując polskiego nauczyciela" zaproponował zwiększenie subwencji oświatowej o dodatkowe 2 mld zł i wprowadzenie podwyżki minimum 10 proc. dla nauczycieli w roku 2019.

Ministerstwo finansów przewiduje w projekcie, że przyszłoroczny deficyt będzie nie większy niż 28,5 mld zł. Natomiast deficyt sektora finansów publicznych (liczony według metodologii UE) ma wynieść 1,7 proc. PKB. Przygotowując projekt resort finansów założył, że PKB w ujęciu realnym wzrośnie o 3,8 proc., średnioroczna inflacja wyniesie 2,3 proc., przeciętny roczny fundusz wynagrodzeń w gospodarce narodowej oraz emerytur i rent wzrośnie nominalnie o 6 proc., a konsumpcja prywatna będzie wyższa o 5,9 proc.

Parlament ma 4 miesiące na przedłożenie budżetu prezydentowi, licząc od momentu przekazania projektu przez rząd. Jeśli tego nie zrobi, prezydent ma prawo go rozwiązać. (PAP)

Autor: Marcin Musiał