Chodzi o serial na podstawie powieści kryminalnej Marka Krajewskiego pt. „Erynie” z cyklu, którego głównym bohaterem jest komisarz Edward Popielski. Akcja rozgrywa się na kilku planach czasowych: w XXI w. we Wrocławiu, w 1939 r. we Lwowie i krótko po wojnie we Wrocławiu.

Rozmowy Netflixa i TVP o koprodukcji są zaawansowane. Światowy gigant internetowy chciałby ją jednak połączyć z szerszą współpracą – tzn. włączyć do swojej oferty pozycje z biblioteki programowej polskiej telewizji publicznej. I tu zaczynają się schody, bo dotychczasowa strategia TVP na rynku wideo na żądanie (VOD) nie dopuszcza udostępniania własnych produkcji innym graczom. Takie podejście wprowadził w 2016 r. zarząd Jacka Kurskiego i Macieja Staneckiego. Nie chodziło jednak o konkurowanie z Netflixem, bo pozycja tego serwisu na polskim rynku nie była wtedy jeszcze znacząca. Seriale i inne programy TVP znajdowały się natomiast w ofercie internetowej konkurencyjnych nadawców – najwięcej w Ipli Polsatu – oraz na YouTubie. Usunięcie treści z tych platform zwiększyło popularność własnego serwisu z wideo na żądanie TVP.

Jak się jednak dowiedzieliśmy, obecnie nadawca publiczny rozważa, czy szersza współpraca z Netflixem byłaby dla niego korzystna i czy w związku z tym warto zrewidować obecną strategię. Oficjalnie telewizja wypowiada się na ten temat dyplomatycznie. – Misją TVP jest produkcja treści najwyższej jakości, które interesują naszych widzów, z uwzględnieniem trendów i zmian na rynku, także w zakresie sposobu konsumpcji treści przez widzów – stwierdza biuro prasowe spółki w odpowiedzi na nasze pytania.

Marcin Klepacki, pełnomocnik zarządu TVP ds. dystrybucji zasobów programowych, zwraca uwagę, że poza aspektem finansowym współpraca z Netflixem może stworzyć telewizji publicznej szansę promocji wśród osób, które inaczej nie miałyby kontaktu z jej programami. – Potencjalna koprodukcja serialu to dla nas szansa zaprezentowania się młodszej widowni – mówi Klepacki. Z drugiej strony znacząca część audytorium telewizyjnego – które w przypadku TVP w dużej mierze tworzą ludzie starsi, często z małych miejscowości – nie korzysta z Netflixa.

Internetowy gigant nakręcił dotychczas tylko jeden polski serial – „1983” w reżyserii m.in. Agnieszki Holland i Kasi Adamik – który miał premierę pod koniec ub.r. Platforma kupiła też od kanału AXN prawa do emisji serialu „Ultraviolet”, ale nie zrealizowała jeszcze żadnej wspólnej produkcji z działającym w Polsce nadawcą telewizyjnym. Pozostali główni gracze – Polsat i TVN Discovery – wobec wideo na żądanie stosują podobne reguły jak TVP: udostępniają swoje produkcje we własnych serwisach, odpowiednio Ipli i Playerze. Jak zauważa Kinga Maliszewska z agencji Dentsu Aegis Net work, mają już w tej dziedzinie spore doświadczenie.

Jaki może być więc bilans ewentualnej współpracy polskiego nadawcy z Netflixem? – Polskie stacje mogłyby zarówno zyskać, łącząc grupę odbiorców tradycyjnej telewizji z unikalnym światem Netflixa, jak również dużo stracić w kontekście swoich własnych serwisów VOD, których jedną z największych konkurencji poza YouTube’em jest właśnie amerykańska platforma – analizuje Kinga Maliszewska. – W wielu obszarach Netflix może być wzorem dla rodzimych nadawców – dodaje ekspertka, wskazując na wykorzystywanie nowych technologii i informacji o użytkownikach do wydłużenia czasu spędzanego przez nich przed ekranem.

Z kolei Sergiusz Geller z agencji Havas Media Group zwraca uwagę, że współpraca z Netflixem może być dobrym rozwiązaniem raczej dla telewizji bez własnego serwisu VOD, z pomysłem na program, ale mniejszymi możliwościami finansowymi i dystrybucyjnymi.

– Netflix ma silną markę i dość znaczący zasięg, dając potencjalnemu nadawcy bez platformy do dystrybucji treści w internecie dostęp do nowych odbiorców – stwierdza Geller. – A dzięki globalizacji kontentu przez Netflix możliwości zwrotu z inwestycji są większe niż w przypadku tworzenia produkcji jedynie na rynek polski – dodaje.

Marcin Klepacki podkreśla, że zasada nieudostępniania programów TVP w innych serwisach VOD wciąż obowiązuje. Czy tak pozostanie, zdecyduje zarząd, którego skład często się ostatnio zmienia. Od odwołania Macieja Staneckiego dwa tygodnie temu (odpowiadał za online) i zawieszenia Piotra Pałki tydzień temu, kompetencji w tym zakresie nikomu nie przydzielono.

Agencja PR obsługująca Netflix w Polsce odpowiedziała nam, że nie ma informacji na temat wspólnego serialu platformy i TVP. O tym, jak pewnie internetowy gigant poczuł się nad Wisłą, może świadczyć niedawne wyłączenie bezpłatnego miesiąca próbnego w naszym kraju.

>>> Czytaj też: W zarządzie TVP nadal decyduje Jacek Kurski