Zapłacimy więcej za prąd, ale nie wiadomo kiedy. Chaos się pogłębia

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 kwietnia 2019, 13:03
światło, prąd, energia, żarówka
światło, prąd, energia, żarówka/ShutterStock
Karuzela z cenami energii kręci się intensywnie od kilku miesięcy. Trwają prace nad nowelizacją przyjętej pod koniec grudnia ustawy, która miała powstrzymać wzrost rachunków za energię. To nie będzie ostatnia zmiana.

- Słyszymy o kolejnej nowelizacji ustawy o cenach energii, co tylko pogłębia chaos na rynku - mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Powodem nowelizacji jest zapewnienie jednolitości interpretacyjnej i wyjaśnienie powstałych niejasności wokół ustawy przyjętej 28 grudnia 2018 r. To odpowiedź na zastrzeżenia Komisji Europejskiej, która miała wątpliwości, co do tego, czy ustawowe regulowanie stawek za dystrybucję i przesył nie naruszają uprawnień regulatora rynku energii w Polsce, czyli Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. W efekcie rozmów z przedstawicielami Komisji Europejskiej pod koniec stycznia, minister energii zapowiedział pilną nowelizację ustawy z grudnia ubiegłego roku. Zakładała ona zmniejszenie akcyzy na energię z 20 do 5 zł za MWh i obniżenie o 95 proc. opłaty przejściowej. Ustaliła ona także ceny dla odbiorców końcowych na 2019 rok, na poziomie z 30 czerwca 2018 roku. Różnicę między rynkową ceną zakupu a ceną dla odbiorcy końcowego ma pokrywać Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny, który w 80 procentach ma być zasilany środkami, pochodzącymi ze sprzedaży w 2019 roku, dodatkowych 55,8 mln uprawnień do emisji CO2.

Niepewność na rynku jest gigantyczna, czego efektem jest całkowita zapaść ofertowania klientów końcowych.

Swoje obawy wyraził URE. Według regulatora zaistniała sytuacja jest bezprecedensowa i niepokojąca. W efekcie prezes URE zwrócił się ministra energii i prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o przyjrzenie się sprawie i podjęcie stosownych działań.

Lista wątpliwości jest dłuższa, jak ocenia BiznesAlert.pl. Dotyczą kosztów nowelizacji ustawy, w której wskazano, że jej zapisy obejmą wszystkie rodzaje umów zawieranych pomiędzy przedsiębiorstwem obrotu a odbiorcą końcowym, np. jeśli są one wynikiem przetargu albo indywidualnych negocjacji.

Zdaniem prezesa URE, koszty ustawy są niedoszacowane i mogą być o 30 proc. wyższe niż pierwotnie zakładano. Przypomnijmy, że koszt mechanizmów wprowadzonych przez ustawę z grudnia 2018 roku miał oscylować wokół 9 mld złotych, z których 4 mld złotych miały zostać przeznaczone na rekompensaty dla spółek energetycznych.

Jednak nie były to jedyne zastrzeżenia ze strony regulatora. Według prezesa URE ustawa cofa Polskę o 30 lat i oznacza w naszym kraju koniec rynku energii. Mimo to uważa, że przewidziane ustawą obniżenie akcyzy i opłaty przejściowej są krokami w dobrą stronę.

- Niepewności dodaje też to, że o to jak subsydiować ceny energii spierają się dwa ministerstwa - komentuje Wojciech Jakóbik.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MarketNews24
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj