Trzeba by go spytać.
Nie znam jego poglądów na wiele tematów.
Jakoś w rozmowach na to nie zeszło.
Jego formacja była zawsze za kompromisem aborcyjnym. Proszę mnie więcej o to nie pytać, bo nie czuję się powołany do tego, żeby być rzecznikiem Donalda Tuska.
Nie zabrałem głosu w żadnej sprawie w imieniu Donalda Tuska. Porównałem się do wówczas mało znanego Prince’a występującego przed Rolling Stonesami.
Świadomie użyłem tego porównania. Prince grał nie dla swojej publiczności, ale starał się dać jak najlepszy koncert.
Prince’a zgonili ze sceny.
Miałem swoje pięć, a właściwie osiem minut. I je wykorzystałem. Po to, żeby zarysować nową wizję polityki. Wystąpiłem z własnym przekazem, skierowanym do trochę innego pokolenia. Nie uważam, że to było wybitne przemówienie, ale powiedziałem o wielu ważnych sprawach, o których wielu ludzi myśli, ale nie mówi o nich głośno.
A więc mamy i takie opinie mądrych ludzi, których szanuję. To, co powiedziałem, było uderzeniem w samo centrum układu, który negatywnie cementuje polskość. Układu między władzą a Kościołem. Postanowiłem zaatakować tego kluczowego wroga nowoczesności.
Myślałem o tym nawet dzisiaj, bo jednak potrzebowałem kilku dni na refleksję. Mówiłem o krzyżu.
W pewnym sensie, choć wiem, że to może brzmieć paradoksalnie, czuję się obrońcą krzyża. Przed tymi, dla których krzyż to po prostu poręczna broń.
Cały wywiad przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP
