Jeśli padnie pytanie o dwa najbardziej wpływowe kraje w Unii Europejskiej, odpowiedź jest zawsze taka sama: Francja i Niemcy. Berlin i Paryż przewodziły wszystkim ważnym inicjatywom w historii integracji europejskiej – począwszy od utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali.

Jednak ze względu na wielkość oraz zaangażowanie w projekt europejski, Włochy równie często odgrywały wiodącą rolę w UE pisze Ferdinando Giugliano w serwisie Bloomberg. Przez ostatnie kilka lat był to jedyny kraj, którego przedstawiciele zasiadali na czele dwóch z pięciu instytucji europejskich: Mario Draghi kierował Europejskim Bankiem Centralnym, a Antonio Tajani przewodniczył Parlamentowi Europejskiemu. Pozostałe trzy najwyższe stanowiska – szef Komisji, Rady Europejskiej i Eurogrupy ministrów finansów – trafiły odpowiednio do przedstawicieli Luksemburga, Polski i Portugalii.

Podczas gdy liderzy zaczynają targować się o miejsca pracy na najwyższych szczeblach UE, wpływy Włoch wydają się słabnąć. Zamiast nich coraz bardziej widoczna zaczyna być Hiszpania. Emmanuel Macron, prezydent Francji i zapewne najważniejszy przywódca w Europie po tym, jak Angela Merkel zapowiedziała przejście na emeryturę, rozpoczął rundę spotkań, by ustalić, kto może liczyć na jakie stanowisko. Na początku spotkał się z Pedro Sanchezem, premierem Hiszpanii. Tymczasem Giuseppe Conte, włoski odpowiednik Sancheza, wyruszył na nieformalny szczyt UE – na co uwagę zwróciło niewiele osób.

Obniżenie ratingu Włoch może odbić się szerokim echem w EBC. Kraj ten posiada obecnie dwa kluczowe stanowiska Banku Centralnego: prezesurę i przewodnictwo w Jednolitej Radzie Nadzorczej, która nadzoruje banki strefy euro. Populistyczny rząd Włoch domaga się, aby po ustąpieniu Maria Draghiego pod koniec października, jedno z sześciu miejsc w zarządzie EBC trafiło do Włocha, tak jak to zawsze miało miejsce. Ale w Brukseli niewielu przyklaskuje temu rozwiązaniu.

>>> Czytaj też: Na Czechów działa co innego niż na Polaków. Zobacz, jak Rosja tworzy dezinformację w regionie [WYWIAD]

Zarząd Banku Centralnego składa się z prezesa i wiceprezesa oraz czterech innych zarządzających. Jeśli kandydatom z Niemiec i Francji nie uda się zdobyć najwyższych stanowisk, to zapewne zajmą dwa ze wspomnianych czterech pozostałych miejsc. Hiszpan Luis de Guindos, były minister finansów, objął już stanowisko wiceprzewodniczącego EBC. To nie pozostawia wiele miejsca dla Włoch we frankfurckiej grze w zajęte krzesła.

Zdobycie najlepszych pozycji w Komisji będzie kolejnym testem dla Rzymu. Włoski rząd chce jednej z kluczowych posad, która mogłaby pomóc w naginaniu unijnych zasad w sprawach budżetu i pomocy państwa. Problem polega na tym, że dwie rządzące partie populistyczne we Włoszech nie będą znaczącą siłą w nowym Parlamencie Europejskim – a to właśnie ma wpływ na wybór komisarzy.

Ruch Pięciu Gwiazd poniosło porażkę w zeszłotygodniowych eurowyborach. Liga triumfowała w kraju, zdobywając ponad jedną trzecią głosów, ale trudno jej będzie przekuć to na realne wpływy. Każda grupa antyrządowa zajmie swoje miejsce wśród opozycyjnych prawodawców Parlamentu Europejskiego, podczas gdy przewodniczący Komisji będzie pochodził z proeuropejskiej większości.

W międzyczasie Hiszpania manewruje w sprawie cennych posad w Brukseli po dobrym wyniku w głosowaniu europejskim. Financial Times donosi, że Sanchez chciałby, aby Josep Borrell, hiszpański minister spraw zagranicznych i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, został wiceprezesem odpowiedzialnym za kwestie gospodarcze. Paradoksalnie, może to być o wiele łatwiejsze do osiągnięcia, jeśli przewodniczącym Komisji zostanie Manfred Weber – niemiecki konserwatysta, któremu sprzeciwiają się Sanchez i Macron. Gdyby Weber mimo wszystko wygrał, Hiszpania miałaby silny argument, że Komisja potrzebuje lewicowego wiceprezesa dla przywrócenia równowagi.

>>> Czytaj też: Kto zostanie nowym szefem KE? Merkel: Chcemy uzgodnić kandydaturę tak szybko, jak to możliwe

Gdyby Madryt zdołał zająć miejsce Rzymu w roli trzeciej siły polityki strefy euro, nastąpiłaby dekada, w której Hiszpania gospodarczo wyprzedziłaby Włochy. W 2008 r. PKB Hiszpanii na mieszkańca wynosił 87 proc. włoskiego. Teraz jest to 94 proc.

To prawda, że ​​Hiszpania skorzystała z programu ratunkowego strefy euro, po tym, jak poprosiła o pomoc w naprawie banków, podczas gdy Włochom odmówiono pomocy. Jednak kolejne rządy Madrytu wdrażały coraz bardziej śmiały i spójny program reform, zwłaszcza na rynku pracy. W rezultacie wzrost gospodarczy Hiszpanii wynosił średnio ponad 2,7 proc. w każdym z ostatnich pięciu lat, podczas gdy we Włoszech było to mniej niż 1 proc.

Wiedzą to też inwestorzy. W ciągu ostatnich dwudziestu lat rentowność 10-letnich obligacji Włoch i Hiszpanii była bardzo podobna, a bywało, że Rzym pożyczał taniej niż Madryt. Obecnie rentowność obligacji Hiszpanii jest o prawie 200 punktów bazowych niższa niż we Włoszech.

Oczywiście Hiszpania ma własne problemy. Dla Sancheza wyzwaniem jest utworzenie nowego rządu po tym, jak nie wygrał większości w ostatnich wyborach krajowych. Zawirowania w Katalonii na razie ucichły, ale separatyzm pozostaje głównym zagrożeniem dla gospodarki i międzynarodowej pozycji tego kraju. Nie należy też wykluczać Włoch. Europejscy przywódcy mogą zdecydować się na zaspokojenie ambicji Rzymu, ponieważ alternatywa, czyli pełna konfrontacja z nacjonalistycznym rządem, może być zbyt nieprzyjemna.

Trudno powstrzymać się przed myślą, czy historycy w przyszłości uznają obecny czas jako moment, w którym Hiszpania i Włochy zamieniły się miejscami w najwyższych szeregach UE. Narody powstają i upadają. Rzym powinien o tym pamiętać.

>>> Czytaj też: Unią Europejską rządzą mężczyźni. Kobiety na eksponowanych stanowiskach to wyjątek