Premier nawiązując w Polsat News do zbliżających się jesiennych wyborów parlamentarnych, podkreślił: "Nie można zasypiać gruszek w popiele".

"Trzeba zakasać rękawy, ruszać w Polskę. To dla mnie największe zobowiązanie. Oczywiście chcę dalej przekonywać Polaków. Będziemy mieli propozycje programowe, konwencję programową. Jesteśmy poważną partią, która chce zaproponować Polakom program na kolejne cztery lata, co zrobimy we wszystkich dziedzinach" - zaznaczył Morawiecki.

Na uwagę, że we wtorek w Gdańsku "było widać ruch po to, by odebrać PiS władzę", że ten ruch był ogłaszany pod znakiem wolności, solidarności, że podczas uroczystości na Długim Targu związanych z 30. rocznicą wyborów 1989 r., padały stwierdzenia, że "tak mało wolności jak dziś nie było od 30 lat", premier odparł: "Kiedy rodzina ma więcej wolności i kiedy jest więcej solidarności? Gdy ma co włożyć do garnka i może związać koniec z końcem od pierwszego do pierwszego, czy gdy może posłać dzieci na wakacje, gdy nie musi się martwić o wyprawkę szkolną, bo tę zapewnia państwo, czy wtedy jest więcej wolności, czy gdy cztery, pięć lat temu, gdy te problemy występowały?".

Morawiecki mówił, że obywatele mogą zastanowić się, kiedy było im łatwiej o pracę, kiedy więcej zarabiali i kiedy mieli więcej godności oraz solidarności - teraz czy kilka lat wcześniej. "Więc uważam to żonglowanie słowami »wolność« i »solidarność« za takie dość nieuprawnione, bo my, PiS, jesteśmy w pełnym tego słowa znaczeniu obozem wolności i solidarności" - dodał szef rządu.

Pytał też, czy demokracji jest więcej, gdy jest wyższa frekwencja w wyborach do PE, wyższa niż pięć lat temu, gdy do urn blisko dwa razy mniej Polaków. "My pobudziliśmy demokrację" - przekonywał szef rządu. Ocenił, że konkurenci przegrali wybory do PE, bo nie wzięli pod uwagę "milczącej większości Polaków, traktowanych przez warszawską elitę jak niewidoczne ciało", w tym mieszkańców dawnych PGR-ów, osób, które były pozbawione pracy, albo "pracowały za marne grosze".

Na pytanie, czy nie boi się siły ruchu samorządowców, którzy zadeklarowali, że wesprą opozycję, premier podkreślił, że "oczywiście ta część meczu będzie bardzo ciężka". "Dlatego będziemy się starali przekonać naszych przeciwników politycznych i tych, którzy nie głosowali na nas, ale też będziemy starali się uświadomić naszym wyborcom, że to jest »mecz o wszystko«, o to, czy reformy, zmiany, które zapoczątkowaliśmy 3,5 roku temu będą mogły być kontynuowane - zmiany prorozwojowe, prospołeczne" - odpowiedział szef rządu.

>>> Czytaj też: Teresa Czerwińska trafi do zarządu NBP