"Panie prezydencie (Trump), nie sprawimy, że Ameryka pozostanie wielka, jeśli nie będziemy agresywnie ochraniać i bronić obywateli amerykańskich niezależnie od tego, gdzie na świecie się znajdują" - powiedział Whelan, przemawiając do dziennikarzy na sali sądowej z przeszklonej klatki dla oskarżonych.

"Zwracam się do przywódców i rządów w Ottawie, Dublinie, Londynie i Waszyngtonie o pomoc i publiczne deklaracje poparcia" - dodał mężczyzna, który ma paszporty USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i Irlandii.

W maju Whelan skarżył się, że jeden z przesłuchujących go Rosjan groził mu w areszcie i go nękał, co - jak pisze Reuters - pogłębiło napięcia w stosunkach Waszyngton-Moskwa.

Wcześniej uskarżał się też na złe warunki panujące w moskiewskim więzieniu, w którym jest przetrzymywany. W czwartek powiedział, że warunki te nieco się poprawiły.

Whelan zjawił się w czwartek w sądzie w związku z apelacją, jaką złożył od przedłużenia mu aresztu do 29 sierpnia. Apelacja została odrzucona.

48-letni Whelan, który jest byłym żołnierzem piechoty morskiej, został zatrzymany przez rosyjskie służby bezpieczeństwa 28 grudnia 2018 roku. MSZ Rosji ogłosiło, że Amerykanina zatrzymano na gorącym uczynku. Nie wskazano, na rzecz jakiego państwa prowadzone były domniemane działania szpiegowskie.

Obrońca Amerykanina twierdzi, że Whelan otrzymał nośnik danych, na którym były informacje będące tajemnicą państwową, ale nie znał jego zawartości, a także nie zapisał tych danych. Sam oskarżony ocenia postępowanie karne wobec siebie jako pomyłkę. Krewni Whelana zapewniają, że przybył on do Moskwy na ślub przyjaciela i jest niewinny.

Artykuł rosyjskiego kodeksu karnego dotyczący szpiegostwa, do którego odwołują się rosyjscy śledczy, przewiduje karę pozbawienia wolności od 10 do 20 lat.(PAP)

akl/