„Fakt, że nominację na szefa KE uzyskała niemiecka polityk, która zna specyfikę regionu Europy Środkowej lepiej niż inni politycy, jest dla Węgier pozytywny” – powiedział PAP ekspert Instytutu Spraw Zagranicznych i Handlu Attila Kovacs.

Także ekspert think tanku Political Capital Patrik Szicherle uznał w rozmowie z PAP, że szczyt zakończył się korzystnie dla premiera Węgier Viktora Orbana, który wyznaczał sobie za cel, by w żadnym wypadku nie wybrano na szefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa ani Manfreda Webera.

Obaj analitycy zwrócili jednak uwagę, że poglądy von der Leyen różnią się od stanowiska rządu Węgier.

„Trzeba zdawać sobie sprawę, że Ursula von der Leyen należy praktycznie do federalistycznego skrzydła Europejskiej Partii Ludowej, a więc jej priorytety są całkowicie rozbieżne od unijnych priorytetów rządu Orbana. Z tego punktu widzenia wyników szczytu nie można już uznać za sukces” – powiedział Szicherle.

Także Kovacs zauważył, że von der Leyen wypowiadała się wcześniej w sposób odmienny od stanowiska rządu Węgier w niektórych sprawach, np. kryzysu migracyjnego czy opowiadała się za Stanami Zjednoczonymi Europy. "Ale myślę, że fakt, iż wywodzi się z tej samej rodziny partyjnej (co rządzący na Węgrzech Fidesz - PAP) ułatwi współpracę rządu z KE" - zastrzegł.

Reklama

Obaj eksperci są zdania, że stosunki rządu Węgier z Komisją Europejską nie zmienią się w istotny sposób pod przewodnictwem von der Leyen.

Według Kovacsa, "komunikacja między rządem (Węgier) i KE nadal będzie normalna", a problemy będą miały tylko charakter techniczny. „Nie widzę poważnego konfliktu politycznego” - podkreślił.

"Może być natomiast potencjalny konflikt między rządem a Parlamentem Europejskim, bo przyszłym szefem PE został włoski socjalista (David Sassoli), a wiceprzewodniczącą będzie Klara Dobrev", a więc przedstawicielka opozycyjnej partii węgierskiej Koalicja Demokratyczna - ocenił.

"Jest całkowicie pewne, że rząd Węgier nie zaprzestanie w kraju antyunijnej retoryki” – powiedział natomiast Szicherle. Zastrzegł jednak, że rząd Węgier „prawdopodobnie w ważnych kwestiach nadal będzie głosować zgodnie z unijnym mainstreamem w Radzie Europejskiej, a europosłowie Fideszu będą wierni linii Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim”.

Odnosząc się do faktu, że nominacji na żadne z najważniejszych stanowisk w UE nie uzyskał przedstawiciel Europy Środkowej, Kovacs powiedział: „Biorąc pod uwagę, że w poprzedniej kadencji ważna funkcja przypadła Donaldowi Tuskowi jako przewodniczącemu Rady Europejskiej, obecne nominacje można określić jako krok wstecz”.

Jak ocenił zaś Szicherle, świadczy to o tym, że „znaczenie V4 nie jest bynajmniej takie, jak twierdzą przywódcy tych państw”.

„Z punktu widzenia geograficznej reprezentatywności jest to problematyczne. Nie wiadomo, jak zostanie to zrekompensowane Europie Wschodniej czy V4. Ewentualnie byłoby to możliwe stanowiskami wiceprzewodniczących KE albo szefów ważnych komisji” – dodał.

Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska (PAP)