Ogień na terenie gminy Fałków w woj. świętokrzyskim już dogasa. Pożar wybuchł w niedzielę przed północą. W ostatnich tygodniach było co najmniej kilkanaście takich incydentów. Ich scenariusz jest podobny: do pojawienia się ognia dochodzi zazwyczaj późnym wieczorem i w trakcie weekendu.

W świetle tych wydarzeń widać, że zeszłoroczne zapowiedzi resortu środowiska, który opracował pakiet ustaw mających przeciwdziałać pożarom magazynów i uporządkować rynek, okazały się przedwczesne i zbyt optymistyczne – twierdzą eksperci. I dodają z przekąsem, że taki obrót spraw był do przewidzenia, bo regulacje w znikomym stopniu przyczyniły się do likwidacji źródeł problemu. Jest nim nadmiar frakcji kalorycznej na rynku bez możliwości zagospodarowania.

Igranie z ogniem

Ponad rok po serii głośnych pożarów, na przełomie wiosny i lata, mierzymy się z podobnym zjawiskiem. Ostatnio zbiera ono największe żniwo na południu Polski. W czerwcu strażacy walczyli z ogniem w województwach dolnośląskim i podlaskim, gdzie płonęły trzy magazyny, w tym jeden z paliwem alternatywnym. Kilka dni wcześniej wybuchł pożar na terenie dawnej cukrowni w Jaworze, gdzie również przetrzymywano paliwo alternatywne. Jeszcze wcześniej ogień rozgorzał w Zakładzie Gospodarowania Odpadami Gać, który jest jednym z najnowocześniejszych w kraju. Spłonęły tam odpady wielkogabarytowe, które dziś – poza paliwem alternatywnym – są największą zmorą branży i ciągle ich przybywa.

Na pozycję niechlubnego lidera wysuwają się jednak Studzianki, gdzie do pożaru magazynu doszło już trzeci raz w ciągu dwóch lat (zakład płonął w listopadzie 2017 r. i czerwcu 2018 r.). Niestety, również w innych gminach na jednym pożarze się nie kończy. Katastrofalny incydent powtórzył się m.in. w Zakładzie Utylizacji w Myślenicach, gdzie do wybuchu ognia doszło w ostatnią niedzielę. To drugi pożar w przeciągu ostatnich kilku dni.

Branża to nie mafia

Eksperci przestrzegają przed pochopnymi wnioskami. – Nie każdy z tych przypadków oznacza umyślne podpalenie – mówi Jerzy Zając, członek zarządu Krajowej Izby Gospodarki Odpadami. Podkreśla, że przy obecnych wysokich temperaturach i suszy wystarczy czasem niedopatrzenie pracowników, by rozniecił się ogień.

Dodaje, że dobrze prosperujące zakłady nie mają żadnego interesu, by ryzykować swoim majątkiem i inicjować pożary. Inaczej ma się sprawa z nielegalnie działającymi podmiotami, które nic sobie z wymogów środowiskowych nie robią i magazynują odpady z założeniem, że wcale nie będą ich przetwarzać. – Nie można utożsamiać tych przestępców z całą branżą – podkreśla Jerzy Zając.

Kosztowne lekarstwo

Niewykluczone, że niekorzystny trend odwróci się w przyszłym roku, gdy wszyscy przedsiębiorcy i spółki gminne będą działały na podstawie bardziej restrykcyjnych wytycznych określonych w decyzjach i zezwoleniach na prowadzenie działalności. Wtedy też minie rok od reformy inspekcji ochrony środowiska, w której – jak ustaliliśmy – wciąż trwa nabór nowych pracowników. Etatów do obsadzenia jest ponad 600, co w praktyce oznacza podwojenie dotychczasowej liczby inspektorów.

To jednak marne pocieszenie dla samorządów, które już dziś muszą radzić sobie z pożarami na swoim terenie. Zwłaszcza że kolejne – opracowywane właśnie regulacje – również nie przyniosą szybkiej ulgi, bo wejdą w życie dopiero za kilka lat. Mowa o ostrzejszych wymogach zabezpieczenia magazynów i zakładów, które określono w najnowszym projekcie rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji w sprawie wymagań w zakresie ochrony przeciwpożarowej, jakie mają spełniać obiekty budowlane lub ich części oraz inne miejsca przeznaczone do zbierania, magazynowania lub przetwarzania odpadów. Projekt jest już po konsultacjach i uzgodnieniach, w trakcie których zgłoszono ponad 300 uwag.

Najistotniejszą z punktu widzenia samorządu zmianą jest to, że przepisy rozporządzenia mają obowiązywać istniejące instalacje od sierpnia 2023 r. To rok później, niż ustawodawca proponował na początku, i rok krócej niż postulowali przedsiębiorcy. I to czas jest dla nich na wagę złota, bo niekiedy konieczne będzie przebudowanie całego zakładu.

Systemowa niewydolność

Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady RIPOK (Rada Przedstawicieli Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych), obawia się jednak, że regulacje te nie zatamują fali pożarów. – Są to rozwiązania tymczasowe, które nie dotykają sedna problemu, czyli m.in. niedofinansowania branży z powodu utrzymywania zbyt niskich cen za odbiór odpadów przez samorządy oraz zakazu składowania frakcji kalorycznych – przekonuje.

Wyjaśnia, że wielu problematycznych frakcji łatwopalnych, m.in. paliwa alternatywnego (tzw. RDF), nie można dziś legalnie zagospodarować. Owe pozostałości z procesu recyklingu, których nie da się dalej przetworzyć, można magazynować tylko przez rok. Ich składowanie jest bowiem zakazane – właśnie ze względu na to, że są łatwopalne.

– Alternatywą jest spalanie ich w cementowniach lub instalacjach termicznego przekształcania. Te nie są jednak w stanie przyjąć wszystkich odpadów, co sprawia, że frakcja łatwopalna wciąż zalega w magazynach – mówi Piotr Szewczyk.

Odpowiedzią na nadpodaż tej frakcji ma być – zdaniem Ministerstwa Środowiska – lepsza segregacja u źródła, czyli w naszych mieszkaniach. Czystszy strumień odpadów zebranych selektywnie sprawiłby bowiem, że mniej surowców marnowałoby się w procesie recyklingu, dzięki czemu paliwa alternatywnego produkowalibyśmy mniej.

Sęk w tym, że poprawa selektywnej zbiórki to jeszcze pieśń przyszłości, a problem z nadpodażą RDF jest już teraz. Innymi słowy, niezależnie, jak gminy poprawią wskaźniki, na realne zmiany przyjdzie nam poczekać.

>>> Czytaj też: Kowalczyk: Chciałbym, żeby śmieci stały się wartościowym towarem