Administracja Donalda Trumpa publicznie już zwraca coraz większą uwagę na Arktykę. To znak, że USA przygotowują się na nową erę. Przynajmniej teoretycznie, ponieważ podczas gdy Waszyngton mówi już językiem rywalizacji wielkich potęg, to amerykańskie działania wciąż nie są do tego dostosowane.

Od stycznia tego roku amerykańska marynarka jak i Straż Wybrzeża Stanów Zjednoczonych opublikowały dwie osobne strategie arktyczne. Sekretarz marynarki Richard Spencer wezwał do stworzenia nowej wolności żeglugi i operacji morskich oraz zwiększenia obecności morskiej w regionie.

W czasie majowego spotkania Rady Akrtycznej, do której należy osiem państw regionu, amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo ostrzegł, że drapieżne siły podejmują pewne działania w Arktyce. Przywołując działania Chin, Pompeo zapytał: „Czy chcemy, żeby Ocean Arktyczny stał się nowym Morzem Południowochińskim?”

Z kolei w czerwcu Pentagon opublikował swoją Strategię Arktyczną, przepisaną w taki sposób, aby uwzględniała zmian w środowisku bezpieczeństwa, jakie zaszły od 2016 roku, kiedy to ujawniono poprzednią strategię.

Nie jest żadną tajemnicą, dlaczego Arktyka cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Otóż zmiany klimatyczne sprawiają, że region ten może stać się miejscem nowych szlaków morskich, zaś poszczególne państwa mogą chcieć korzystać z podmorskich zasobów surowcowych.

Północna Droga Morska, która biegnie wzdłuż północnego wybrzeża Rosji, umożliwia szybszy transport pomiędzy portami Azji Wschodniej i Europy niż w przypadku istniejących szlaków, które biegną przez Cieśninę Malakka. Co więcej, według niektórych szacunków, w Arktyce znajduje się ok. 30 proc. światowych zasobów gazu i oraz złoża bardzo ważnych strategicznie metali ziem rzadkich o wartości ponad biliona dolarów.

Jednocześnie Arktyka staje się obszarem spornym. Rosja zwiększa swoje możliwości projekcji sił oraz możliwości kontroli głównych szlaków morskich. Chiny, które same ogłosiły się siłą „blisko-arktyczną”, zaczęły rozwijać tam obecność wojskową oraz łączyć region z inicjatywą pasa i szlaku. Wraz ze wzrostem napięć pomiędzy potęgami, konflikty będą przenosić się także w region Arktyki.

Amerykańscy stratedzy coraz bardziej rozumieją, że w czasie potencjalnego konfliktu, rosyjskie i chińskie siły mogą zagrozić północnym krańcom USA. Co więcej, Moskwa i Pekin mogą wykorzystać Arktykę, aby przeszkodzić USA w rozmieszczeniu amerykańskich sił w Europie lub w regionie Azji i Pacyfiku. Wraz ze wzrostem ruchu i interesów gospodarczych, pytania o suwerenność i wolność żeglugi w Arktyce stają się coraz bardziej palące.

Jak dotąd nieznane i kiepskie szlaki morskie, takie jak Cieśnina Beringa, mogą stać się krytycznie ważnymi miejscami – swoistymi Zatokami Perskimi przyszłości. Do tego dojdą gwałtowne zmiany klimatyczne, które będą miały wpływ na populację, ekologię i świat dzikiej przyrody.

Proponowana przez Pentagon strategia jest stosunkowo prosta i rozsądna. W kluczowych dokumentach i przemówieniach podkreśla się, że marynarka wojenna i Straż Wybrzeża USA będą przeprowadzały więcej ćwiczeń w Arktyce. USA mogą podjąć operacje mające na celu zapewnienie wolności żeglugi, rzucając w ten sposób wyzwanie tym krajom, które roszczą sobie prawo do egzekwowania suwerenności nad szlakami uznanymi przez Amerykę za międzynarodowe. Amerykańscy marines mają przygotować dwie brygady ekspedycyjne, które będą zdolne do operacji w warunkach arktycznych.

USA mają także współpracować z sojusznikami, aby zabezpieczyć tzw. lukę GIUK (Obszar morski pomiędzy Grenlandią, Islandią i Wielką Brytanią) i zapobiegać zagrożeniom ze strony przeciwników USA.

Warto podkreślić, że strategia Pentagonu twardo odwołuje się do porządku międzynarodowego opartego na zasadach – pomimo, że Biały Dom gardzi takimi zasadami. Tymczasem Pentagon uważa, że wspieranie i promocja wspólnych wartości wokół szlaku jest niezwykle ważna dla uniknięcia gry o sumie zerowej.

Wszystko to pokazuje, że USA zwracają uwagę na Arktykę i zamieszają bronić tam swoich interesów. Niemniej wciąż pozostaje kilka głównych wyzwań i problemów.

1. Duże cele i małe zasoby USA

Pierwszy to ziejący rozdźwięk między celami i zasobami. Rosja ma 14 lodołamaczy, zaś od 2013 roku wybudowała sześć baz arktycznych, a także przywraca do użytku stare bazy wojskowe i infrastrukturę. Chińskie możliwości arktyczne są znacznie słabsze, ale też rosną. Z kolei USA pod tym względem mają poważne braki.

Straż Wybrzeża USA posiada zaledwie jeden duży i jeden średni lodołamacz, choć statki te są niezbędne, aby poruszać się w regionie Arktyki. Kongres USA zatwierdził ostatnio 655 mln dol. na zakup trzech nowych lodołamaczy, zaś rząd USA przyznał po raz pierwszy od dekad kontrakt na budowę dużego lodołamacza. Wszystko to są słuszne kroki, ale dalece niewystarczające. Brak odpowiedniej floty lodołamaczy, brak odpowiedniej infrastruktury i obiektów na północ od koła podbiegunowego sprawiają, że Stany Zjednoczone znajdują się w niekorzystnej sytuacji. Aby to zmienić, potrzeba czasu i pieniędzy.

2. Nie wszyscy sojusznicy chcą wolności żeglugi

Drugim problemem jest nieuniknione napięcie w ramach amerykańskiej strategii, ponieważ Waszyngton musi się zmierzyć z problematycznym zachowaniem nie tylko ze strony wrogów, ale także sojuszników. Tak, Rosja pręży muskuły jeśli chodzi o pokazywanie możliwości kontroli Północnej Drogi Morskiej. Ale Kanada także rości sobie prawo do uznania Przejścia Północno-Zachodniego jako części swoich wód terytorialnych – wbrew amerykańskiej interpretacji prawa międzynarodowego. Być można można sobie z tym poradzić, tak samo jak USA udało się utrzymać swobodę żeglugi wbrew roszczeniom kilku krajów, nie tylko Chin, na Morzu Południowochińskim.

Stwarza to pewną niezręczność, kiedy z jednej strony USA głośno mówią o potrzebie ściślejszej współpracy z sojusznikami, podczas gdy z drugiej strony głoszą zasadę wolności żeglugi, która w tym przypadku rozzłości Kanadyjczyków. Widać tu, że potrzeba bezstronności wchodzi w konflikt z imperatywem dobrego zarządzania koalicją.

3. Nieuznawanie zmian klimatu za problem

Po trzecie wreszcie, istnieje rażąca niespójność pomiędzy strategią, która podyktowana jest efektami zmian klimatu, a pozycją, jaką zajmuje amerykańska administracja, odmawiając uznania dla faktu, że antropogeniczne zmiany klimatu są problemem. Sojusznicy Ameryki w Arktyce patrzą na ten region nie tylko jak na obszar potencjalnej rywalizacji, ale także jak na przejaw spustoszenia, jakie niosą za sobą zmiany klimatu. Niemniej Waszyngton, a przynajmniej amerykańska egzekutywa, nie chce podejmować ponadnarodowych działań, aby próbować uporać się z tym problemem.

Potencjalne skutki środowiskowe wydają się z tej pozycji problematyczne. Równie problematyczne są konsekwencje strategiczne zmian klimatu. Stanowisko administracji Trumpa sprawia, że Chiny, największy emitent dwutlenku węgla na świecie, mogą zająć pozycję odpowiedzialnego państwa, które martwi się o zmiany klimatu – w przeciwieństwie do Waszyngtonu.

Donald Trump już raz próbował argumentować, że zmiana klimatu to chińskie oszustwo, mające na celu osłabić konkurencyjność USA. W rzeczywistości jednak ignorowanie zmian klimatu ostatecznie sprawi, że Ameryka znajdzie się w niekorzystnej sytuacji strategicznej.

>>> Czytaj też: Początek końca swobody żeglugi? Tak wygląda świat wielobiegunowy [OPINIA]